05.10.2020, 15:03 Wersja do druku

Epicko. 60 Kaliskie Spotkania Teatralne

Po 60 Kaliskich Spotkaniach Teatralnych pisze Hubert Michalak w portalu Teatrologia.info

Festiwale teatralne, zwłaszcza ukierunkowane na jeden aspekt pracy artystycznej, kuszą by starać się o wytyczenie miejsc wspólnych czy wskazanie kierunków rozwoju. Pokusa jest jednak oparta na pewnym uproszczeniu, bo repertuar takiego wydarzenia podlega wielostronnej selekcji (artystycznej, technicznej czy organizacyjnej). To, co oglądamy, zostało już wcześniej zestawione wedle jakiegoś klucza i dostępnych w danej chwili możliwości realizacyjnych. Nie tyle więc podsumowanie co refleksję można skomponować po 60. Kaliskich Spotkaniach Teatralnych – Festiwalu Sztuki Aktorskiej (19-26 września 2020, edycja przeniesiona z maja 2020).

Obok najpowszechniejszej chyba strategii wykonawczej i reżyserskiej, czyli tradycyjnej scenicznej psychologii, tegoroczne KST przyniosły dużo propozycji swoiście rozumianego teatru epickiego – i na tych tytułach warto się na moment w sposób szczególny zatrzymać. Postaci sceniczne w festiwalowych prezentacjach nad wyraz często odrywały się od mniej czy bardziej określonych ról wprost do widzów kierując swoje aparty. Jesteśmy w innym miejscu niż gdy Erwin Piscator i Bertold Brecht wyznaczali teatrowi epickiemu polityczną przestrzeń działania. Rozbijanie konwencji psychologicznej i wprowadzanie komentarzy na stronie ma na celu już nie tylko stworzenie pola do krytycznego namysłu czy budowanie społecznie zaangażowanej postawy publiczności. Czasem epika wprowadza skrót fabularny, niekiedy – żart, innym razem szuka dla siebie miejsca i nie definiuje swojej roli zostawiając miejsce wyobraźni i dopowiedzeniom.

fot. Mat. teatru

Element epicki wpisany został w Dowcip (Teatr im. W. Bogusławskiego w Kaliszu, reżyseria Bożena Suchocka, premiera 11 września 2020) już na poziomie dramatu. Wiodąca rola, Vivian Bearing (Małgorzata Kałędkiewicz-Pawłowska), badaczka literatury brytyjskiej, to postać, która już w otwierającym monologu oznajmia widzom, że zobaczą na scenie jej własne umieranie. Zgodnie z deklaracją przyglądamy się procesowi rozmontowywania życia, analizujemy i interpretujemy je tak, jak analizować i interpretować można poezję Johna Donne’a, głównego obiektu zainteresowań profesor Bearing. Akademiczka zresztą pomaga nam w tym, co jakiś czas wracając do swego żywiołu – wykładu naukowego. Kałędkiewicz-Pawłowska płynnie przechodzi od opowiadania o roli średników w wierszu do wymiotów, od poddawania się intymnemu badaniu ginekologicznemu do rozważań o znaczeniu wielkiej i małej litery w zapisie słowa „śmierć”. 

Aktorka spaja w sobie filologiczną podbudowę uhonorowanego Nagrodą Pulitzera dramatu Margaret Edson i piekło oddziału onkologicznego, fizjologię wystawioną na pokaz. Osamotniona kobieta naukowiec bez rodziny i przyjaciół, mierzy się ze śmiercią mając za wsparcie wiedzę, która jednocześnie zawodzi ją i daje finałowe ocalenie. Opowiadanie o tym, budowanie narracji bieżącej i przywoływanie niegdysiejszych wykładów czy inspirujących spotkań akademickich pomaga Vivian ocalić godność i osiągnąć literaturoznawcze zbawienie.

fot. Przemysław Jendroska

Zgoła inną funkcję spełnia epickość w spektaklu Staś i Zła Noga(Teatr Śląski im. S. Wyspiańskiego w Katowicach, reżyseria Bartłomiej Błaszczyński, premiera 14 grudnia 2018). W symbolicznej scenografii aktorzy budują opowieść o tytułowych bohaterach zarówno słowem jak i ruchem. O ile w Dowcipie słowa to zasadniczy przekaźnik treści z uwagi na zawód głównej bohaterki, o tyle w spektaklu dla młodych widzów słowa i ruch wzajemnie się wspierają. Przedstawienie referuje kolejne etapy walki Mamy Stasia (Katarzyna Błaszczyńska) z systemem pomocy społecznej oraz fazy zdobywania i tracenia pozycji samego Stasia (Dawid Kobiela) w szkolnym środowisku. 

Technika epicka pozwala na skracanie mało zajmujących choć istotnych dramaturgicznie elementów opowieści w sposób podobny do zabiegów cechujących opowieść graficzną (bazą spektaklu jest komiks Tomasza „Spella” Grządzieli Przygody Stasia i Złej Nogi). Widać to na przykład w scenie opowieści o spotkaniu z panem Grzesiem, rehabilitantem: podzielony między Stasia i Złą Nogę (Michał Rolnicki) monolog jest wzbogacony złożoną choreografią, ruchem abstrakcyjnym ale przez swą intensywność i wymagania fizyczne odwołującym się do rehabilitacyjnego wysiłku. Michał Rolnicki znakomicie odnajduje się w tak zaprojektowanej strategii artystycznej: Zła Noga w jego wykonaniu jest twórczo zinterpretowaną personifikacją części ciała, postacią przepełnioną energią i dopracowaną w detalach nadwyrazistej mimiki czy zagarniającego ruchu scenicznego. Zaznaczyć warto, że to chyba pierwsze lub jedno z pierwszych przedstawień dla młodego widza umieszczone w repertuarze konkursowym KST, nie tylko zaś jako wydarzenie towarzyszące.

fot. Krzysztof Bieliński

Uruchamianie epickiego dystansu ma jeszcze inny cel w Pannach z Wilka (Narodowy Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie, reż. Agnieszka Glińska, prem. 1 marca 2019). To eteryczne przedstawienie spaja w sobie żywioł epicki i performatywny, żadnemu jednak nie przyznaje prymatu. To, co na scenie się dzieje, zachodzi przede wszystkim w dialogach prowadzonych wokół stołu czy na kanapie. Z kolei zreferowana zostaje przede wszystkim sfera emocji i wzajemnych relacji. Przedstawienie wiernie lokuje się w źródłowym opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza, bez wątpienia też jego struktura została zbudowana na nacechowanej zaufaniem współpracy twórców i wykonawców. Jesteśmy świadkami falującego seansu pamięci zabarwionego nostalgią i wypełnionego tęsknotami – za dawną miłością, byłym mężem, wielkim światem, samorealizacją. 

Do nas – świadków – postaci zwracają się wprost, niekiedy odrobinę podgrywając (w czym wiedzie prym Dorota Segda w roli Julci), innym razem przechodząc w działania fizyczne (jak próba zaśnięcia dwóch Wiktorów na jednej kanapie, zabawna etiuda Szymona Czackiego i Adama Nawojczyka), jeszcze kiedy indziej – minimalistycznymi środkami przekazując największe życiowe katastrofy (to domena Anny Radwan-Gancarczyk w roli Kazi). Grając na wspólnej strunie zespół aktorski wydobywa ze spektaklu harmonijnie współbrzmiące ale mimo to odosobnione dźwięki. Całą kompozycję niesamowicie trudno opowiedzieć czy opisać: choć nie wykracza poza opowiadanie, wydobywa z niego zaskakujące napięcie między tym, co możliwe do pokazania (odtworzenia?) a tym, co jesteśmy w stanie wyłącznie opowiedzieć.

Tytuł oryginalny

Epicko. 60 Kaliskie Spotkania Teatralne

Źródło:

www.teatrologia.pl