Logo
Recenzje

Dom, którego nie da się zamknąć

22.09.2026, 09:44 Wersja do druku

„My Home, No Home” w choreogr. Nazareth Panadero i Michaela Streckera na Polskiej Platformie Tańca Wrocław 2026. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. Kazimierz Zdziebło

Co pozostaje z miejsca, które przez lata było częścią naszego życia, kiedy nie można już do niego wrócić w taki sam sposób? To pytanie pojawia się w „My Home, No Home”, ale spektakl Nazareth Panadero i Michaela Streckera nie rozwija go w postaci uporządkowanego wywodu. Zamiast tego pozwala mu wybrzmieć w spotkaniu dwojga wykonawców, w ich ruchach, pauzach, słowach i sposobie bycia ze sobą na scenie. Oboje artyści mają za sobą wieloletnią pracę w Tanztheater Wuppertal Piny Bausch. Tej przeszłości nie da się oddzielić od ich obecności scenicznej, ale też nie wyczerpuje ona znaczenia przedstawienia. „My Home, No Home” nie jest próbą odtworzenia dawnego teatru ani uporządkowaną lekcją pamięci. To raczej spotkanie z tym, co doświadczenie zawodowe i osobiste pozostawia w ciele, nawet gdy zmieniają się okoliczności, ludzie i miejsca.

Spektakl nie prowadzi widza jedną ścieżką interpretacyjną. Kolejne sceny, obrazy i działania tworzą układ, w którym sens nie zawsze rodzi się z bezpośredniego następstwa zdarzeń. Czasem trzeba go szukać w powtórzeniu, w reakcji jednego wykonawcy na drugiego, w przerwie między słowami. Nie wszystkie elementy znajdują swoje objaśnienie, a przedstawienie nie wydaje się tym szczególnie zainteresowane. Ważniejsze od wyjaśnienia staje się samo doświadczenie obecności. Widz zostaje więc zaproszony nie tyle do rozwiązania zagadki, ile do obserwowania, jak między dwojgiem ludzi powstaje i zmienia się przestrzeń relacji, pamięci i wspólnego doświadczenia.

Dwoje wykonawców, wiele sposobów bycia razem

Panadero i Strecker nie budują na scenie postaci, których relację można łatwo określić. Nie wiemy, czy oglądamy parę, dawnych znajomych, partnerów scenicznych, czy ludzi, których łączy przede wszystkim wspólna przeszłość. Ta niejednoznaczność nie stanowi przeszkody w odbiorze. Pozwala skupić się na tym, co dzieje się pomiędzy nimi. Ich relacja podlega ciągłym przesunięciom: bliskość może ustąpić miejsca oddaleniu, gest wsparcia może przejść w napięcie, a pozornie prosta sytuacja może nagle zmienić swój charakter. Nie ma jednej zasady organizującej ich spotkanie. Każde z nich zachowuje własną sceniczną osobowość, a jednocześnie oboje pozostają wrażliwi na obecność drugiego człowieka.

Panadero posługuje się ekspresją, która często wykracza poza samą fizyczność ruchu. Jej twarz, głos i sposób wypowiadania słów stają się równie ważne jak gest. Potrafi zbudować sytuację za pomocą drobnego działania, ale też rozciągnąć je do granic przesady. Komizm nie jest w jej wykonaniu osobnym dodatkiem do choreografii. Należy do sposobu, w jaki postać kontaktuje się ze światem. Strecker funkcjonuje na scenie inaczej. Jego obecność jest bardziej skupiona, a ciało często komunikuje się przez ograniczenie ruchu, precyzję i reakcję na to, co dzieje się obok. Nie oznacza to jednak braku intensywności. Przeciwnie, czasem najmniejsza zmiana pozycji lub kierunku spojrzenia wystarcza, by zmienić układ sił między wykonawcami. To nie tyle duet oparty na równowadze, ile spotkanie dwóch odmiennych sposobów obecności. Ich wspólne działania są interesujące właśnie dlatego, że nie zacierają różnic między nimi.

Przeszłość, która nie układa się w całość

Pamięć w tym spektaklu nie zachowuje się jak archiwum, z którego można wyciągnąć gotowy zapis minionych wydarzeń. Jest bardziej kapryśna i nieciągła. Przychodzi poprzez obrazy, fragmenty wypowiedzi, gesty, rytm powtórzeń. Nie zawsze daje się rozpoznać, a jej źródło pozostaje niekiedy niejasne. To ważne, ponieważ wspólna historia Panadero i Streckera nie jest przedstawiona w formie biograficznej opowieści. Widz nie otrzymuje chronologicznego przebiegu ich życia w Wuppertalu ani zestawu anegdot, które miałyby wyjaśnić kolejne sceny. Przeszłość pojawia się raczej jako doświadczenie, które nadal pracuje w ich ciałach i sposobie reagowania.

Pytania o dzieciństwo, dorosłość, lęki i pragnienia nie są podporządkowane jednej historii. Przedstawienie nie zamierza stworzyć kompletnego portretu artystów. Interesuje je raczej to, co z osobistych doświadczeń można przełożyć na sytuację sceniczną, a co pozostaje poza zasięgiem słów i ruchu. Z tego powodu poszczególne epizody nie zawsze tworzą ciąg przyczynowo-skutkowy. Jeden obraz może powrócić po czasie, lecz w innym kontekście. Wypowiedziane wcześniej słowo może nabrać nowego znaczenia, gdy zmieni się relacja między wykonawcami. Nieciągłość nie jest wyłącznie sposobem komponowania spektaklu. Staje się również jego tematem: pamiętamy przecież fragmentami, a nie w formie nieprzerwanego filmu. To, co pozostaje z przeszłości, nie musi być pełnym obrazem wydarzenia. Czasem wystarczy pojedynczy gest, rytm wypowiedzi, określona pozycja ciała albo nagła reakcja, której źródła nie potrafimy już jednoznacznie wskazać.

Ciało nie jest przezroczyste

W tańcu ciało często traktuje się jako narzędzie, które powinno możliwie precyzyjnie realizować zamysł choreografa. Tutaj wykonawcy nie pozwalają zapomnieć, że ciało ma własną historię. Jest obciążone czasem, doświadczeniem i zmieniającymi się możliwościami. Panadero i Strecker nie muszą udowadniać swojej obecności przez ciągłą intensywność fizyczną. Ich ruch bywa powolny, ograniczony, chwilami gwałtowny, a niekiedy niemal zatrzymany. Istotne staje się to, co dzieje się w przerwach, w przejściach pomiędzy jednym działaniem a następnym. Ciało nie jest tu neutralnym nośnikiem znaczeń. Samo staje się ich źródłem.

Dojrzałość wykonawców nie zostaje ukryta za obrazem tańca, który miałby być pozbawiony śladów upływu czasu. Przeciwnie, widoczna fizyczność ich obecności wpływa na odbiór scen. Ciężar, równowaga, potrzeba odpoczynku, podtrzymania lub zmiany pozycji mogą nabierać znaczenia bez konieczności dodatkowego komentarza. Nie chodzi przy tym o prostą opowieść o utracie sprawności. Taki sposób patrzenia byłby zbyt ograniczający. W przedstawieniu ciało nie jest wyłącznie zapisem tego, co się skończyło. Pozostaje aktywne, twórcze, zdolne do niespodziewanych zmian i do budowania relacji z drugim człowiekiem. Upływ czasu nie zamyka możliwości ekspresji, lecz zmienia jej warunki. Właśnie ta zmiana wydaje się jednym z ważniejszych tematów spektaklu: ciało pamięta, ale jednocześnie wciąż znajduje się w teraźniejszości i musi na nowo określać swoje możliwości.

Komizm na granicy dyskomfortu

„My Home, No Home” nie jest spektaklem utrzymanym w jednym tonie emocjonalnym. Obok scen, które można odbierać jako melancholijne lub niepokojące, pojawia się humor. Nie ma on jednak charakteru bezpiecznego przerywnika, który pozwalałby publiczności odpocząć od trudniejszych tematów. Szczególnie wyrazista jest pod tym względem Panadero. Jej sposób mówienia, gestykulacji i konstruowania sytuacji scenicznej ma w sobie komediową precyzję. Warto zauważyć, że teksty po polsku, którymi posługuje się na scenie, stają się dodatkowym wymiarem jej kontaktu z widownią. Język nie jest wyłącznie narzędziem przekazywania treści. Wpływa także na rytm, napięcie i charakter wykonywanych działań.

Komizm może pojawić się w sytuacji, która po chwili zaczyna budzić zupełnie inne odczucia. Śmiech niekoniecznie kończy scenę. Czasem zostaje w niej obecny jako coś niepasującego do następnego obrazu. Dzięki temu przedstawienie nie rozdziela wyraźnie humoru i powagi. Pozwala, by oba rejestry funkcjonowały równocześnie. To jeden z elementów, które sprawiają, że wykonawcy nie prezentują emocji jako gotowych, łatwych do odczytania stanów. Ich zachowanie może być przesadne, niejednoznaczne, czasem wręcz kłopotliwe. Publiczność musi wówczas nie tylko rozpoznać sytuację, ale także zdecydować, jak na nią reaguje. Śmiech może być spontaniczny, ale może też po chwili wydać się nie na miejscu. Właśnie ta niepewność sprawia, że komizm w przedstawieniu nie jest jedynie sposobem rozładowywania napięcia, lecz częścią jego bardziej złożonego języka.

Dziedzictwo bez odtwarzania

Obecność Piny Bausch jest w „My Home, No Home” nieunikniona. Nie chodzi tylko o biograficzną więź artystów z Tanztheater Wuppertal, lecz również o sposób rozumienia teatru tańca. W tym modelu wykonawca nie jest sprowadzony do roli osoby realizującej wcześniej ustalone sekwencje ruchowe. Jego doświadczenie, indywidualność i sposób reagowania mogą współtworzyć materiał przedstawienia. Panadero i Strecker korzystają z tego dziedzictwa, ale nie występują jako osoby rekonstruujące dawny repertuar. Ich praca nie jest próbą przywrócenia Piny Bausch na scenę. To raczej sprawdzenie, co można zrobić z doświadczeniem, które ukształtowało ich jako artystów, gdy nie ma już obok nich osoby, z którą przez lata dzielili codzienność pracy.

Wuppertal pozostaje w tym kontekście czymś więcej niż nazwą zespołu i miejscem teatralnych spotkań. To część wspólnej historii. Nie jest jednak możliwe, by taka historia zachowała się w postaci niezmienionej. Przemijają ludzie, zmieniają się instytucje, a dawne układy relacji przestają istnieć w swojej pierwotnej formie. Spektakl można więc oglądać również jako próbę dalszego tworzenia w cieniu ważnej artystycznej przeszłości. Nie jest to jednak cień, który całkowicie zasłania obecną pracę. Panadero i Strecker pozostają na scenie sobą, ze swoimi różnicami, doświadczeniem i aktualnym sposobem działania. Dziedzictwo nie pojawia się tutaj jako gotowy zestaw form do powtórzenia, ale jako coś, z czym trzeba dalej żyć, pracować i negocjować własną artystyczną tożsamość.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także