„The Spell” w choreogr. Marty Kosieradzkiej i Marty-Luizy Jankowskiej na Polskiej Platformie Tańca Wrocław 2026. Pisze Wiesław Kowalski.
„The Spell” Marty Kosieradzkiej i Marty-Luizy Jankowskiej, pokazany podczas Polskiej Platformy Tańca w AST we Wrocławiu, od początku zwraca uwagę tym, jak konsekwentnie ogranicza środki. Nie ma tu rozbudowanej scenografii ani choreograficznej demonstracji możliwości wykonawczyń. Są przede wszystkim dwa ciała i wyznaczona dla nich przestrzeń. To wystarcza, żeby zbudować osobny, dość niezwykły porządek sceniczny. Punktem wyjścia dla pracy jest twórczość Louise Bourgeois, ale spektakl nie próbuje przekładać jej rzeźb na sceniczne obrazy jeden do jednego. Bardziej interesuje go sposób, w jaki ciało może zostać potraktowane jako materiał. Ciało zmienia tu kształt, przyjmuje ciężar, opiera się o powierzchnię, pozostaje przez chwilę nieruchome, a potem wykonuje niewielką korektę pozycji. Z tych prostych działań powstaje język, który trudno nazwać konwencjonalnym tańcem.
Kosieradzka i Jankowska korzystają przede wszystkim z dwóch miejsc: podłogi i ściany. Takie ograniczenie mogłoby prowadzić do monotonii, tymczasem pozwala im skupić uwagę na szczegółach. Podłoga staje się miejscem nacisku i podparcia, ściana – kolejną powierzchnią, wobec której ciało musi określić swoje położenie. Przejście z jednej pozycji do drugiej nie jest efektownym ruchem, lecz procesem, który trzeba obserwować. Dlatego w „The Spell” istotne są momenty, które w innym przedstawieniu mogłyby pozostać niezauważone. Przesunięcie dłoni, zmiana ułożenia barku, obrót głowy, przeniesienie ciężaru, niewielkie odsunięcie pleców od ściany – tancerki nieustannie sprawdzają, ile można powiedzieć ruchem, który nie potrzebuje dużej amplitudy.
Ich ciała nie funkcjonują jednak osobno. Nawet kiedy
znajdują się po przeciwnych stronach sceny, pozostaje między nimi rodzaj
niewidocznego połączenia. Jedna reaguje na obecność drugiej, choć nie zawsze
poprzez bezpośredni kontakt. Ich działania bywają podobne, ale nie identyczne.
Czasem ruch jednej wygląda jak odpowiedź na ruch drugiej, czasem jak jego
opóźnione echo. Dzięki temu duet nie sprowadza się do równoległego wykonywania
choreografii przez dwie osoby. Ważne jest także to, jak zmienia się sposób postrzegania
samych sylwetek. Tancerki często pozostają nisko przy podłodze, ich ciała są
zgięte, zwarte, pozbawione klasycznej tanecznej otwartości. Nie zawsze łatwo od
razu rozpoznać kierunek ruchu ani przewidzieć jego zakończenie. Sylwetka
przestaje być wyłącznie sylwetką człowieka. Staje się kształtem, powierzchnią,
ciężarem.
Właśnie w tym miejscu inspiracja Bourgeois wydaje się
najbardziej czytelna. Nie poprzez konkretne cytaty z jej dzieł, ale poprzez
zainteresowanie ciałem jako czymś, co może być jednocześnie delikatne i
odporne, podatne na nacisk i zdolne do stawiania oporu. Kobiecość nie zostaje
tutaj opowiedziana za pomocą jednoznacznych znaków. Jest obecna raczej w samym
doświadczeniu ciała – jego ograniczeniach, podatności, zamknięciu, potrzebie
kontaktu i jednoczesnym zachowywaniu własnej granicy. Istotną częścią przedstawienia
jest warstwa dźwiękowa Adriano Fontany. Muzyka nie prowadzi choreografii w
sposób ilustracyjny, ale nadaje jej własny rytm i ciężar. Dzięki niej cisza
pomiędzy kolejnymi działaniami nie wydaje się pustką. Dźwięk tworzy wraz z
ruchem osobną przestrzeń percepcji, w której nawet niewielka zmiana pozycji
może zostać odebrana jako zdarzenie.
Podobnie funkcjonuje światło Zofii Jakubiec. Nie próbuje ono
odciągać uwagi od wykonawczyń, lecz pomaga określać granice pola, w którym ich
działania stają się widoczne. Światło i scenografia, również przygotowane przez
Jakubiec, pozostają podporządkowane tej samej zasadzie oszczędności. Kostium
nie buduje dodatkowej narracji, lecz pozostaje częścią wizualnej konstrukcji
spektaklu. „The Spell” wymaga od widza szczególnej cierpliwości. Jeśli
oczekiwać po tańcu kolejnych wyraźnych wydarzeń, zmian przestrzeni czy
narastającej dynamiki, można odnieść wrażenie, że przedstawienie rozwija się
bardzo powoli. Kiedy jednak przyjąć jego tempo, uwaga przesuwa się z tego, co
się wydarza, na to, jak wydarza się najmniejsza rzecz. Wtedy kilka sekund
nieruchomego trwania może mieć podobną wagę jak bardziej rozbudowana sekwencja
taneczna. Ciało nie musi przemierzać sceny, żeby zmienić sytuację. Wystarczy,
że inaczej rozłoży ciężar albo zmieni relację z podłogą czy ścianą. Choreografia
buduje się zatem bardziej poprzez następstwo stanów niż poprzez następstwo
efektownych figur. Wrocławski pokaz można było oglądać jako rodzaj studium
dwóch obecności pozostających ze sobą w ciągłej relacji. Nie chodzi przy tym o
opowieść o dwóch bohaterkach. Nie ma potrzeby dopisywania im historii czy
psychologicznych motywacji. Ich relacja powstaje na scenie bezpośrednio,
poprzez ruch, odległość, rytm i uwagę skierowaną na drugie ciało.
Najbardziej charakterystyczne pozostaje właśnie napięcie między bliskością a oddaleniem. Tancerki mogą znajdować się osobno, a jednak trudno odbierać je jako dwie całkowicie niezależne figury. Ich obecność wzajemnie się dopełnia, czasem zakłóca, czasem odbija. Przestrzeń pomiędzy nimi nie jest pustym miejscem – staje się częścią choreografii. „The Spell” nie potrzebuje więc rozbudowanej opowieści, żeby utrzymać uwagę. Jego materiałem są rzeczy podstawowe: ciało, ciężar, powierzchnia, światło, dźwięk i obecność drugiego człowieka. Z tych elementów Kosieradzka i Jankowska budują przedstawienie, które zamiast objaśniać własne znaczenia, pozostawia je w ruchu. Można patrzeć na nie przez pryzmat Bourgeois, ale można też na chwilę zapomnieć o źródle inspiracji i zobaczyć po prostu dwie osoby sprawdzające, jak wiele może wydarzyć się pomiędzy bezruchem a ruchem. I być może właśnie ta granica – pomiędzy figurą a żywym ciałem, pomiędzy nieruchomością a działaniem – jest najważniejszym miejscem tego spektaklu.