Logo
Recenzje

Ciało, które nie chce być figurą

22.09.2026, 09:13 Wersja do druku

„The Spell” w choreogr. Marty Kosieradzkiej i Marty-Luizy Jankowskiej na Polskiej Platformie Tańca Wrocław 2026. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. Czarjusz Andrejczuk

„The Spell” Marty Kosieradzkiej i Marty-Luizy Jankowskiej, pokazany podczas Polskiej Platformy Tańca w AST we Wrocławiu, od początku zwraca uwagę tym, jak konsekwentnie ogranicza środki. Nie ma tu rozbudowanej scenografii ani choreograficznej demonstracji możliwości wykonawczyń. Są przede wszystkim dwa ciała i wyznaczona dla nich przestrzeń. To wystarcza, żeby zbudować osobny, dość niezwykły porządek sceniczny. Punktem wyjścia dla pracy jest twórczość Louise Bourgeois, ale spektakl nie próbuje przekładać jej rzeźb na sceniczne obrazy jeden do jednego. Bardziej interesuje go sposób, w jaki ciało może zostać potraktowane jako materiał. Ciało zmienia tu kształt, przyjmuje ciężar, opiera się o powierzchnię, pozostaje przez chwilę nieruchome, a potem wykonuje niewielką korektę pozycji. Z tych prostych działań powstaje język, który trudno nazwać konwencjonalnym tańcem.

Kosieradzka i Jankowska korzystają przede wszystkim z dwóch miejsc: podłogi i ściany. Takie ograniczenie mogłoby prowadzić do monotonii, tymczasem pozwala im skupić uwagę na szczegółach. Podłoga staje się miejscem nacisku i podparcia, ściana – kolejną powierzchnią, wobec której ciało musi określić swoje położenie. Przejście z jednej pozycji do drugiej nie jest efektownym ruchem, lecz procesem, który trzeba obserwować. Dlatego w „The Spell” istotne są momenty, które w innym przedstawieniu mogłyby pozostać niezauważone. Przesunięcie dłoni, zmiana ułożenia barku, obrót głowy, przeniesienie ciężaru, niewielkie odsunięcie pleców od ściany – tancerki nieustannie sprawdzają, ile można powiedzieć ruchem, który nie potrzebuje dużej amplitudy.

Ich ciała nie funkcjonują jednak osobno. Nawet kiedy znajdują się po przeciwnych stronach sceny, pozostaje między nimi rodzaj niewidocznego połączenia. Jedna reaguje na obecność drugiej, choć nie zawsze poprzez bezpośredni kontakt. Ich działania bywają podobne, ale nie identyczne. Czasem ruch jednej wygląda jak odpowiedź na ruch drugiej, czasem jak jego opóźnione echo. Dzięki temu duet nie sprowadza się do równoległego wykonywania choreografii przez dwie osoby. Ważne jest także to, jak zmienia się sposób postrzegania samych sylwetek. Tancerki często pozostają nisko przy podłodze, ich ciała są zgięte, zwarte, pozbawione klasycznej tanecznej otwartości. Nie zawsze łatwo od razu rozpoznać kierunek ruchu ani przewidzieć jego zakończenie. Sylwetka przestaje być wyłącznie sylwetką człowieka. Staje się kształtem, powierzchnią, ciężarem.

Właśnie w tym miejscu inspiracja Bourgeois wydaje się najbardziej czytelna. Nie poprzez konkretne cytaty z jej dzieł, ale poprzez zainteresowanie ciałem jako czymś, co może być jednocześnie delikatne i odporne, podatne na nacisk i zdolne do stawiania oporu. Kobiecość nie zostaje tutaj opowiedziana za pomocą jednoznacznych znaków. Jest obecna raczej w samym doświadczeniu ciała – jego ograniczeniach, podatności, zamknięciu, potrzebie kontaktu i jednoczesnym zachowywaniu własnej granicy. Istotną częścią przedstawienia jest warstwa dźwiękowa Adriano Fontany. Muzyka nie prowadzi choreografii w sposób ilustracyjny, ale nadaje jej własny rytm i ciężar. Dzięki niej cisza pomiędzy kolejnymi działaniami nie wydaje się pustką. Dźwięk tworzy wraz z ruchem osobną przestrzeń percepcji, w której nawet niewielka zmiana pozycji może zostać odebrana jako zdarzenie.

Podobnie funkcjonuje światło Zofii Jakubiec. Nie próbuje ono odciągać uwagi od wykonawczyń, lecz pomaga określać granice pola, w którym ich działania stają się widoczne. Światło i scenografia, również przygotowane przez Jakubiec, pozostają podporządkowane tej samej zasadzie oszczędności. Kostium nie buduje dodatkowej narracji, lecz pozostaje częścią wizualnej konstrukcji spektaklu. „The Spell” wymaga od widza szczególnej cierpliwości. Jeśli oczekiwać po tańcu kolejnych wyraźnych wydarzeń, zmian przestrzeni czy narastającej dynamiki, można odnieść wrażenie, że przedstawienie rozwija się bardzo powoli. Kiedy jednak przyjąć jego tempo, uwaga przesuwa się z tego, co się wydarza, na to, jak wydarza się najmniejsza rzecz. Wtedy kilka sekund nieruchomego trwania może mieć podobną wagę jak bardziej rozbudowana sekwencja taneczna. Ciało nie musi przemierzać sceny, żeby zmienić sytuację. Wystarczy, że inaczej rozłoży ciężar albo zmieni relację z podłogą czy ścianą. Choreografia buduje się zatem bardziej poprzez następstwo stanów niż poprzez następstwo efektownych figur. Wrocławski pokaz można było oglądać jako rodzaj studium dwóch obecności pozostających ze sobą w ciągłej relacji. Nie chodzi przy tym o opowieść o dwóch bohaterkach. Nie ma potrzeby dopisywania im historii czy psychologicznych motywacji. Ich relacja powstaje na scenie bezpośrednio, poprzez ruch, odległość, rytm i uwagę skierowaną na drugie ciało.

Najbardziej charakterystyczne pozostaje właśnie napięcie między bliskością a oddaleniem. Tancerki mogą znajdować się osobno, a jednak trudno odbierać je jako dwie całkowicie niezależne figury. Ich obecność wzajemnie się dopełnia, czasem zakłóca, czasem odbija. Przestrzeń pomiędzy nimi nie jest pustym miejscem – staje się częścią choreografii. „The Spell” nie potrzebuje więc rozbudowanej opowieści, żeby utrzymać uwagę. Jego materiałem są rzeczy podstawowe: ciało, ciężar, powierzchnia, światło, dźwięk i obecność drugiego człowieka. Z tych elementów Kosieradzka i Jankowska budują przedstawienie, które zamiast objaśniać własne znaczenia, pozostawia je w ruchu. Można patrzeć na nie przez pryzmat Bourgeois, ale można też na chwilę zapomnieć o źródle inspiracji i zobaczyć po prostu dwie osoby sprawdzające, jak wiele może wydarzyć się pomiędzy bezruchem a ruchem. I być może właśnie ta granica – pomiędzy figurą a żywym ciałem, pomiędzy nieruchomością a działaniem – jest najważniejszym miejscem tego spektaklu.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także