Logo
Recenzje

Czechowicz wielkim poetą był

15.04.2026, 08:20 Wersja do druku

„Czechowicz 20 i 2” Jarosława Cymermana i Marcina Wrońskiego w reż. Łukasza Witta-Michałowskiego w Teatrze Osterwy w Lublinie. Pisze Malwina Kiepiel w Teatrze dla Wszystkich.

fot. mat. teatru

Józef Czechowicz to poeta, którego – co wstyd przyznać – odkryłam stosunkowo późno. I to mimo że pochodzę z miejscowości położonej niedaleko Lublina. Można by więc powiedzieć, że miałam go niemal pod ręką. Tymczasem tak naprawdę natrafiłam na niego dopiero dzięki Czesławowi Miłoszowi. To właśnie Miłosz pisał o Czechowiczu z ogromnym uznaniem jako o jednym z najważniejszych poetów awangardy lubelskiej, ale także jako o swoim przyjacielu. Poznali się w Polskim Radiu w Warszawie, gdzie obaj pracowali. Czechowicz był już wtedy poetą dojrzałym, publikującym i rozpoznawalnym w środowisku literackim. Miłosz wspominał go później jako twórcę wyjątkowego, obdarzonego niezwykłą wyobraźnią i słuchem języka.

Dopiero wtedy sięgnęłam po jego wiersze i przeczytałam je właściwie wszystkie. Odkryłam poetę, który potrafi w kilku wersach powiedzieć więcej niż inni w całych tomach. Jednym z takich wierszy jest krótki utwór „Inicjał w błyskawicy”, zaczynający się od słów: „Byłem, czym jesteś, jestem, czym będziesz ty”. Kilka linijek, a zawarta jest w nich cała świadomość przemijania. Czechowicz potrafił w niezwykle oszczędnym języku zamknąć doświadczenie życia, czasu i śmierci.

I właśnie ta kondensacja wydaje się najlepszym kluczem do spektaklu „Czechowicz. 20 i 2” w lubelskim Teatrze im. Juliusza Osterwy w reżyserii Łukasza Witta-Michałowskiego.

Twórcom – reżyserowi oraz autorom tekstu i opracowania dramaturgicznego, Jarosławowi Cymermanowi i Marcinowi Wrońskiemu – udała się rzecz arcytrudna. Biografia poety rzadko dobrze znosi teatralne skróty. Zbyt łatwo zamienia się w kronikę albo szkolny wykład. Tymczasem tutaj udało się znaleźć formę, która pozwala opowiedzieć o Czechowiczu w sposób żywy i dynamiczny.

Przedstawienie nie prowadzi historii poety od narodzin do śmierci. Twórcy wybierają z jego życia momenty najważniejsze i z nich budują sceniczną opowieść. Punktem wyjścia jest początek II wojny światowej, a dokładnie wrzesień 1939 r. i powrót Czechowicza do Lublina w czasie bombardowań. Ten moment katastrofy historycznej otwiera całą narrację i nadaje jej szczególny ton – jakby od początku było wiadomo, że historia poety zmierza ku tragicznemu finałowi.

Najciekawszym rozwiązaniem dramaturgicznym jest jednak rozdzielenie postaci bohatera na dwie figury: Józefa i Henryka. Henryk jest jego sobowtórem, alter ego, a zarazem ironicznym narratorem całej historii. To on prowadzi widzów przez kolejne epizody z życia poety, zapowiada sceny, komentuje wydarzenia, a momentami także podważa legendę Czechowicza.

Ten pomysł okazuje się niezwykle nośny teatralnie. Henryk mówi na głos to, czego Józef nie chce lub nie potrafi wypowiedzieć: wątpliwości, kompleksy, poczucie niespełnienia. Zadaje pytania o sens poezji, o miejsce Czechowicza w literaturze, o to, czy jego twórczość rzeczywiście przekracza granice lokalnego środowiska literackiego. Dzięki temu spektakl nie zamienia się w pomnikową opowieść o wielkim artyście. Przeciwnie – pokazuje poetę w chwili niepewności, w momencie zmagania z własnym losem.

W tej roli znakomicie odnajduje się Wojciech Rusin. Aktor porusza się pomiędzy kilkoma konwencjami: musicalową groteską, burleską i dramatem biograficznym. Jego postać w symbolicznym, czerwonym garniturze raz przypomina konferansjera, raz ironicznego komentatora, innym razem bohatera własnej historii. To trudne zadanie aktorskie, na granicy dezynwoltury, wymagające nieustannego balansowania pomiędzy dystansem a emocją. Rusin radzi sobie z tym bardzo dobrze i właściwie prowadzi cały spektakl.

Partnerują mu równie dobrze aktorzy zespołu lubelskiego teatru. Szczególnie zapada w pamięć Marta Ledwoń jako matka poety. Relacja Czechowicza z matką jest jednym z najważniejszych wątków przedstawienia. W scenach z jej udziałem realizacja na chwilę wytraca musicalową lekkość i nabiera powagi.

Jedna z najmocniejszych scen pojawia się wtedy, gdy obraz matki i syna układa się w wizualną Pietę. Tutaj syn trzyma ciało matki, odwrotnie niż w klasycznym motywie ikonograficznym. Ten obraz zostaje dodatkowo podkreślony projekcją na ekranie, dzięki czemu scena zyskuje niemal symboliczny wymiar. W tej chwili historia Czechowicza przestaje być tylko biografią poety. Staje się opowieścią o synu i matce, o więzi, która nie znika nawet po śmierci.

Na scenie pojawiają się także inne osoby z rodzinnego kręgu poety: brat Stanisław, ojciec przedstawiany jako człowiek chory psychicznie oraz siostra pisząca do niego listy.

Przedstawienie zostało pomyślane jako musical i ta decyzja okazuje się trafna. Songi nie są ozdobą przedstawienia, lecz prowadzą narrację i odsłaniają kolejne fragmenty biografii poety. Towarzyszy im muzyka wykonywana na żywo oraz chór Teatru Osterwy.

Dużą rolę odgrywa również plastyka spektaklu. Sceniczna przestrzeń jest stosunkowo prosta – jej osią staje się zakład fryzjerski, który pełni funkcję miejsca przejścia pomiędzy kolejnymi epizodami.

Najbardziej zaskakuje jednak reakcja publiczności. Spektakl oglądałam o jedenastej rano, na widowni pełnej młodzieży szkolnej. To trudna publiczność – wymagająca, szybko tracąca uwagę. Tymczasem przez blisko dwie godziny młodzi widzowie siedzą skupieni i uważni. Reagują na sceny komiczne, słuchają piosenek, śledzą historię poety. W dużej mierze jest to zasługa rockowych aranżacji utworów, które nadają przedstawieniu energię.

Szkoda tylko, że spektakl nie został zarejestrowany w telewizji. Choćby po to, aby przypominać, że istniał poeta o nazwisku Józef Czechowicz.

Po wyjściu z teatru trudno oprzeć się wrażeniu, że tytuł tej recenzji nie jest pytaniem.
To raczej spokojne stwierdzenie.

Ocena recenzenta/tki:(8/10) – bardzo dobry

Tytuł oryginalny

Czechowicz wielkim poetą był

Źródło:

Teatr dla Wszystkich
teatrdlawszystkich.pl
Link do źródła

Autor:

Malwina Kiepiel

Data publikacji oryginału:

15.03.2026

Sprawdź także