Logo
Recenzje

Buty

2.06.2026, 18:17 Wersja do druku

„Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej” Ivora Martinić’a w reż. Iwony Kempy w Teatrze Ateneum w Warszawie. Pisze Łukasz Maciejewski w AICT Polska.

fot. Krzysztof Bieliński

Takie paniusiowate. Skórzane czółenka, kolor cielisty. Tup tup tup. I tak zatuptać można życie. Mia (Agata Kulesza) tak nie robi. Wydaje jej się, że nie. Bo syn ma urodziny. Dwudzieste piąte. Bo musi kupić tort, albo zrobić tort, bo musi przygotować przyjęcie, tylko czy ktoś przyjdzie? Bo jej syn chodzi, tylko trochę wolniej.

Śnieżnobiałe, nieużywane sneakersy. Firmówki, wiadomo. Między sznurówkami a podeszwą pasek czerwony. Tyle co na wózek, i z wózka. To są buty Franka (Paweł Gasztold-Wierzbicki), tak wyglądają. Bo Franek jeszcze niedawno trochę chodził, ale teraz to już wcale. Nie daje rady, chociaż mamie, Mii, chociaż innym, wydaje się, że chodzi, tylko „trochę wolniej”. Wtedy jego buty wyglądałyby inaczej.

Solidne derby. Wygodne, skórzane, znoszone nieco, ale w porządku. Obuwie Roberta, męża Mii, ojca Franka (Przemysław Bluszcz). Ojciec też jest w temacie, ale z tematu Franka trochę wykluczony, albo wykluczający się, ktoś musi tam pracować, ktoś musi żyć za innych, ktoś musi kleić tę rodzinę odklejoną. Rodzinę, do której wkradła się choroba.

Kozaki, skórzane, efektowne, nie na zimę, na lato, na wiosnę, na każdą porę. Kozaki Doris (Julia Konarska), siostry Franka, córki, Roberta i Mii. Kozaki pewności siebie, kozaki urody i kozaki zakochania. Bo Doris zakochuje się po raz pierwszy, bo Doris zakochuje się po raz pierwszy tak mocno. Bo Doris ma świadomość, że chciałaby o tym wszystkim opowiedzieć przede wszystkim swojej mamie. Ale mama, Mia, ma tort, ma urodziny brata, ma własną depresję i własny żal, że syn kiedyś chodził, a teraz „trochę wolniej”. Doris bardzo kocha swojego brata, rozumie mamę, ale czuje się tym wszystkim przytłoczona.

Buty sportowe, w sam raz dla starszej pani, wsunąć tylko. Stopie powinno być wygodnie. I duszy też. Tak chodzi, wolno, bardzo wolno, Anna (Maria Ciunelis), matka Mii, babcia Franka i Doris, teściowa Roberta. „Trzeba chodzić, mamo, lekarz mówi, że trzeba, trochę trzeba, jak się zmęczysz, to usiądziesz” – powtarza córka. I wtedy Anna posłusznie wstaje, chodzi, człapie. Zostały jej w głowie coraz węższe ścinki pamięci, obrzynki. Kastruje się miłość, dobroć, intencje. Zostaje jej, dziwna rzecz, znana dobrze w neurologii – językowy spam. Pełen katalog przekleństw, wąski tunel niewiele pamiętającej pamięci, w której kogoś się kochało, kochało naprawdę, nawet jeżeli wcale na to nie zasługiwał. I poczucie lepszej chwili, kiedy obok jest Franek. Wnuczek. Kiedyś chodził.

Mokasyny solidne, skórzane. Eleganckie. On też jest elegancki. Mąż Anny, Oliwier (Janusz Łagodziński). Ucieka z mieszkania, nawet w urodziny Franka, bo niecierpliwi go chory dom. W chorym domu on choruje również. Choroba złośliwości żony, choroba realna wnuka, choroba duszy córki. A on też jest zmęczony, on także nie czuje się wcale dobrze.

Kowbojki, ostre, zadziorne, na rodeo, albo do klubu, w którym swoją niezależność odkrywały Thelma i Louise. Takie buty wkłada Rita, siostra Mii (Magdalena Schejbal). Gada zdecydowanie za głośno i za dużo, impertynencka i rozrzutna w tej swojej niewyparzonej gębie, ale przecież i ona także ma swoje sekrety, ona także cierpi. I przyjdzie na urodziny, i zwierzy się siostrze. I na chwilę spuści głowę. Był taki film: „I kowbojki mogą marzyć”. No, właśnie.

Buty bez wyrazu, buty nie do zapamiętania. Oksfordy liche, czarnawe, byle jakie, kupione w jednej z tych sieciówek, których wszędzie pełno. Michał, mąż Rity (Adam Cywka), nie zwraca na takie rzeczy uwagi, nie wyróżnia się. Stoi z balonem, balon dla Franka. Ten nie pęknie.

Sara (Karolina Charkiewicz) zmieni buty, zmieni kreację. Wchodzi jako zakochana we Franku koleżanka, wraca jako zakochana we Franku przyjaciółka. „Nie kocham jej, ale podoba mi się to, że ona jest we mnie zakochana” – mówi on. A ona? Wie o wszystkim. Wie, że zmiana butów (ze sneakersów brudnawych, w sneakersy super czyste), że zmiana kreacji, wiele nie pomoże. Coś jest z nią nie tak. Nigdy nie będzie piękna jak Doris, nigdy nie założy szpilek. Kocha Franka naprawdę. I nie przeszkadza jej wózek. To wie na pewno.

Janek (Jan Wieteska) – adidasy białe, niebieskie paski. Wesoły, radosny, akceptujący świat jaki by nie był. Lubi się bawić. Za młody jeszcze, żeby dostrzegać rysy. Trochę już zakochany w Doris, ale w życiu zakochany bardziej.

***

Przez buty do duszy. Niemądre to pewnie, śmiech na sali.

Ale salą jest salon, a salonem rodzina. Jedna z wielu, jedna z tysięcy.

W jakimś sensie naznaczona.

Bo to rodzina, która radzić sobie powinna z butami nieszytymi na miarę.

Z butami za ciasnymi, uwierającymi, z odciskami po chodzeniu.

Z chorobą dziecka, dysfunkcją, z depresją.

Iwona Kempa, reżyserka spektaklu niejeden raz pokazała, jak się szyje buty.

Jak kroi, jak eksponuje, jak wkłada, i ściąga.

Aktorzy Kempy – aktorstwo u Kempy, wspaniały temat. Kocham jej wszystkie spektakle krakowskie, kocham za Dominikę Bednarczyk, za Annę Tomaszewską, za Marcina Kuźmińskiego, tylu innych. Kocham za aktorów warszawskich, za jej prace w „Ateneum”. Za Kuleszę, za Gałązkę, za Bluszcza, za Cywkę, za Schejbal, za młodych.

Dobrze im w tych butach, w butach Iwony Kempy, przez nią wybranych.

Najdosłowniej – i najszczerzej – owacje dla Joanny Zemanek, przygotowała scenografię, kostiumy, także projekcje do spektaklu. Buty, podejrzewam, również.

Metaforycznie: owacje dla całego zespołu, dla Iwony Kempy.

Chodzicie we właściwych butach. Dobrze że trochę wolniej.

Źródło:

AICT Polska
Link do źródła

Autor:

Łukasz Maciejewski

Data publikacji oryginału:

02.06.2026

Sprawdź także