Ukrainiec, zwolennik rosyjskiego imperializmu, jak nikt opisał absurdy i mrok Rosji, całe życie zmagał się z depresją, wiele razy palił swoje rękopisy, zagłodził się na śmierć w fazie religijnej obsesji. Miał w sobie coś z Jokera, komediowość skrywała mrok – pisze Sylwia Frołow, autorka książki „Gogol. Zagadka”.
Mikołaj Gogol - Ukrainiec z pochodzenia, uznawany jest za klasyka literatury rosyjskiej, więc Sylwia Frołow miała wątpliwości, czy czas rosyjskiej agresji to dobry moment na pisanie o nim. Jednak ten pisarz, choć zwolennik idei rosyjskiego imperializmu, jak nikt opisał absurdy imperium, wszechobecną korupcję, tłamszącą charaktery duszną atmosferę propagandy i wszechobecnej cenzury. Swoją ojczyznę postrzegał jako Małorosję - nieodłączną część rosyjskiej tożsamości, ale to właśnie on stworzył obraz Ukrainy w literaturze i nie sposób go z kultury ukraińskiej wykreślić.
Ukraińska pisarka Oksana Zabużko nazwała Gogola „zdrajcą bardziej podobnym do więźnia”, który „nadal pozostaje ukraińskim pisarzem i powinien pozostać w ukraińskim kanonie literackim”. Frołow zapytała innego ukraińskiego pisarza, Jurija Andruchowycza, czy pomniki Gogola na Ukrainie podzielą los obalanych jako pamiątka po rusyfikacji pomników Puszkina i co zrobić z pisarzem, który sam twierdził, że nie wie, czy jego dusza jest bardziej chachłacka czy rosyjska? Andruchowycz przyznał, że Gogol jest postacią „ambiwalntną”, a jego ocena „w dużej mierze zależy od kryteriów stawianych przez interpretatora”. „Gogol może być postrzegany jako »patriota Ukrainy«, który w nieświadomej misji wniknął w DNA imperium, aby je zatruć i rozwalić, a także jako szczery imperialista, który świadomie służył idei zjednoczonej, wielkiej Rosji. Albo jako kosmopolita, który wybrał życie w przytulnej, ciepłej Europie, z dala od strasznego Petersburga. Albo przeciwnie - jako pansłowiański ksenofob i domorosły mistyk oszalały na punkcie prawosławia”. Adruchowycz zauważa, że w kontekście przynależności kulturowej Gogola rozpowszechnia się ostatnio formułka „ukraiński pisarz, klasyk literatury rosyjskiej”.
„Gogol to jednak nie tylko kwestia ukraińska, to również historia człowieka borykającego się z chorobami - fizycznymi i psychicznymi, swoją seksualnością oraz poczuciem kosmicznej grozy” - pisze Frołow. Biografia Gogola to również opowieść o jednym z pierwszych celebrytów, którego czytelnicy zamęczyli swoją miłością.
Nazwisko Gogol po ukraińsku powinno brzmieć „Hohol”, a po polsku „Gągoł” - w każdym z tych języków słowo odnosi się do wodnego ptaka, podobnego do kaczki. W przyszłym pisarzu mieszała się krew ukraińska i polska (po mieczu wywodził się z polskiej szlachty, stąd zarzucony przez Gogola już w czasach szkolnych drugi człon nazwiska - Janowski). Sam uważał się za Ukraińca i taką narodowość wpisywał we wszystkich kwestionariuszach.
Urodził się we wsi Wasylówka, leżącej niedaleko Mirogrodu na Połtawszyźnie. Sielskość tego miejsca opisał w „Staroświeckich ziemianach” - opowiadaniu ze zbioru opowiadań „Mirogrod”. To pierwsza książka Gogola, która odniosła wspaniały sukces czytelniczy i zarazem jego najbardziej ukraińskie dzieło. W tych opowieściach sielanka miesza się z horrorem, bo autor wykorzystał ukraiński folklor pełen opowieści o duchach, wampirach, wijach. Tak jak wcześniej Mickiewicz wprowadził w „Balladach i romansach” opowieść ludową do polskiej literatury, tak Gogol zapoczątkował modę na kulturę ukraińską. Z Mickiewiczem, którego Gogol cenił i szanował, ich ścieżki przecięły się kilkakrotnie. W Petersburgu mieszkali przez jakiś czas w jednym domu - Mickiewicz w mieszkaniu od ulicy, a niezamożny uczeń Gogol - w biedniejszym mieszkaniu z oknami od podwórza. Później spotkali się po latach w Paryżu.
Sławna niechęć Gogola do Polaków jako nacji mogła się wziąć z pobudek osobistych. Jego siostra poślubiła zbiedniałego Polaka, który swoimi nieprzemyślanymi interesami doprowadził rodzinne finanse na skraj ruiny - Gogol widział w tym uosobienie polskiej niefrasobliwości. Jako zwolennik rosyjskiego imperium uważał Polaków za niezdolnych do zrozumienia tej idei, wiecznych buntowników, dumnych i pozbawionych pokory. Gogol zaznał losu urzędnika kancelisty. Co myślał o takim życiu można przeczytać w opowiadaniu „Szynel”, nic więc dziwnego, że postanowił uciec od tego świata jak najdalej. Zabiegał o znajomości w świecie literackim i odniósł sukces - jego duchowym protektorem i doradcą został sam Puszkin.
Premiera „Rewizora” 19 kwietnia 1836 roku w Teatrze Aleksandryjskim zgromadziła najlepsze towarzystwo Petersburga z carem i następcą tronu na czele. Publiczność w pierwszym akcie serdecznie się śmiała, ale, w miarę rozwoju akcji, zaczęło do niej docierać, że w sztuce jest drugie dno, krytyczne wobec rzeczywistości imperium. Ale carowi się podobało. Podobno wychodząc z loży powiedział: „Ale sztuka! Wszystkim się oberwało, a mnie najbardziej”. Car zaczerpnął z dramatu kilka powiedzonek, a także rodzinną grę nazywana „Bobczyński, Dobczyński”. Kazał też iść na spektakl swoim ministrom. A jednak komedia o łapówkarstwie i korupcji a także głupocie i konformizmie urzędników nie wszystkich bawiła. „Gdyby nie protekcja cesarza” - pisał w jednym z listów Gogol — „sztuka moja nigdy by się na scenie nie pojawiła, bo znajdowali się ludzie najwyżej położeni, którzy usiłowali nie dopuścić jej do teatru”. Zaraz po przedstawieniach Gogol wyjechał za granicę i przez sześć lat nie wrócił do swego kraju. „Martwe dusze” powstawały we Włoszech.
Sam Gogol pisał: „Puszkin oddał mi swój własny pomysł, z którego chciał utworzyć poemat i którego, jak sam powiada, nikomu innemu by nie odstąpił, tylko mnie. Puszkin znajduje, że pomysł Martwych Dusz, tym jest odpowiedniejszy dla mnie, że daje mi sposobność wędrowania wraz z moim bohaterem po całej Rosji i wprowadzenia mnóstwa różnych charakterów. Im więcej rozmyślam nad moim przyszłym utworem, tym więcej widzę, że nie mogę brać na chybił trafił charakterów, któreby się narzucić mogły, ale winienem wybrać starannie te, w których najlepiej odbijają się nasze rosyjskie właściwości”.
„Jednym słowem chciałbym, żeby po przeczytaniu mojej książki, przedstawił się w całości rosyjski człowiek z całą różnorodnością przymiotów i darów, które mu się w podziale dostały z uszczerbkiem drugich narodów, i z calem niezliczonym mnóstwem niedostatków, które się w nim znajduje w większej ilości niż gdzieindziej. Sądzę, że siła liryczna, której mam zapas, pomoże mi do takiego przedstawienia zalet moich bohaterów, że ich Rosjanie pokochają, a siła śmiechu ułatwi mi tak jaskrawo odmalować ich przywary i błędy, że czytelnik musi te błędy znienawidzić, chociażby je znalazł nawet w sobie samym” - pisał Gogol. Powstała wspaniała galeria portretów prowincjonalnych ziemian, postaci wyrazistych w swoim pijaństwie, obżarstwie, lenistwie, oderwaniu od życia, chciwości i pospolitej głupocie, bardzo zabawnych, ale też strasznych.
Gogol od wczesnej młodości zmagał się z wahaniami nastroju. W towarzystwie bywał zarówno uroczy jak i kompletnie nieprzewidywalny, szorstki. Sam siebie postrzegał jako człowieka fizycznie brzydkiego, a emocjonalnie - niezdolnego do stworzenia rodziny, znalezienia miejsca w towarzystwie. Był dla samego siebie najzagorzalszym krytykiem. Co najmniej trzy razy palił swoje rękopisy m.in. kolejne części „Martwych dusz”. Pisał w uniesieniu, potem przychodziło załamanie i przeczucie, że jego twórczość nie tylko nie ma wartości, ale jest wręcz szkodliwa.
Jak pisze Sylwia Frołow - dziś próbowano by zapewne opisać dolegliwości Gogola w kategoriach medycznych, używając takich kategorii jak „depresja”, „choroba afektywna dwubiegunowa”. „Pamiętnik szaleńca” uznawany bywa za jeden z najkompletniejszych opisów schizofrenii. Choć trudno po latach stawiać takie diagnozy na pewno autor wspaniałych komedii nie był wesołkiem. Okresy, gdy udawało mu się pisać i uczestniczyć w życiu społecznym przeplatały się z długimi fazami niemożności działania i zamknięcia się w sobie.
Przez pewien czas Gogolowi pomagały podróże, zwłaszcza do słonecznych Włoch, ale i to w końcu przestało przynosić ulgę. Sylwia Frołow porównuje Gogola do Jokera - postaci pozornie wesołej, która jednak kryje w sobie mroczną stronę osobowości. Gogol miał też przez całe życie problemy z jedzeniem i funkcjonowaniem przewodu pokarmowego, co mogło być powiązane z jego stanem psychicznym. „Zupełnie nie wiedziałem, gdzie się podziać, na czym skupić. Nawet dwóch minut nie mogłem wytrzymać w spokojnej pozycji ani na łóżku, ani na krześle, ani stojąc. Jakie to było koszmarne, ta udręka i straszny niepokój...” - opisywał Gogol swój typowy stan w dołku psychicznym w jednym z listów. Dochodziły do tego bóle głowy, ucisk w klatce piersiowej, paraliżujące przygnębienie.
Gogol od wczesnej młodości miewał wizje i objawienia religijne. Bardzo wierzący, początkowo nie znajdował swojego miejsca w rytuałach prawosławia, pociągał go nieco katolicyzm, a zwłaszcza rzymskie kościoły i instrumentalna muzyka religijna, porywająca w zupełnie inny sposób niż prawosławne chóry. W oczach prawosławnych duchownych Gogol był niebezpiecznym nowatorem wyśmiewającym tradycyjny porządek. A jednak w ostatniej dekadzie życia pisarz powrócił do prawosławia działając z zapałem neofity, zwłaszcza idea oczyszczenia przez umartwianie się i restrykcyjne posty trafiła do niego.
Gogol nie tylko nigdy się nie ożenił, ale też nie wiadomo o jakichkolwiek próbach nawiązania przez niego związku z kobietą. Badacze zwracają też uwagę, że w twórczości Gogola postaci kobiet pojawiają się tylko w tle - sztampowe i niepogłębione. Najbliżej miłości w życiu Gogola była znajomość z młodziutkim rosyjskim arystokratą. Umierał na gruźlicę, a Gogol towarzyszył mu w ostatnich tygodniach życia. Wiadomo też o związku Gogola z pewnym malarzem, po której zostały "prywatne" portrety, upublicznione przez prasę wbrew woli pisarza.
Gogol fatalnie znosił swoją popularność - był jednym z pierwszych pisarzy powszechnie rozpoznawanych na ulicy, zwłaszcza w Petersburgu. Bardzo go to krępowało i zawstydzało, zwłaszcza że towarzyszące mu całe życie poczucie, że jest grzeszny i grozi mu wieczne potępienie, przybrało pod koniec życia rozmiary obsesji. Gogol wybrał sobie na spowiednika kaznodzieję Matwieja Konstantinowskiego, który nauczał, aby grzeszne ciało traktować z całą surowością, przede wszystkim poszcząc.
Kuracja, która miała doprowadzić pisarza do Boga rozpoczęła się w lutym 1852 roku. Gogol umartwiał się, prawie nie spał a przede wszystkim - ograniczał posiłki. Już po kilku dniach tak osłabł, że ledwie trzymał się na nogach. W kolejnych dniach wrzucił do ognia kolejną już wersję następnego tomu „Martwych dusz”. Potem całkowicie przestał jeść i spędzał czas w domu, na modlitwach.
Przyjaciele sprowadzili lekarzy, ale Gogol błagał, aby zostawiono go w spokoju - na próżno. Był już tak słaby, że opiekunowie zlekceważyli jego protesty, próbował zrywać przystawione mu pijawki, musiał znieść kąpiel w rosole, polewanie głowy spirytusem, okłady z gorącego chleba, aplikację wielkich porcji zawierającego rtęć kalomelu. Wszystko to przyspieszyło nieuchronne - pisarz zmarł 21 lutego 1852 roku. Zakończenie pierwszego tomu „Martwych dusz” - pęd rozhukanej trojki ciągnącej bryczkę z Cziczikowem i pytanie: „Rosjo, dokądże pędzisz, daj odpowiedź?” - pozostało w zawieszeniu.
Książkę „Zagadka Gogola” Sylwii Frołow opublikowało wydawnictwo Marginesy.