07.09.2020, 09:19 Wersja do druku

Choć w pandemii to z rozmachem

fot. Natalia Kabanow

"Amadeusz" Petera Shaffera w reż. Łukasza Gajdzisa w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

"Amadeusz" w reżyserii Łukasza Gajdzisa to rozważania na temat relacji pomiędzy talentem a pseudo sztuką i manipulowaniem przez jej autorów społeczeństwem dyletantów w celu zdobywania doraźnych korzyści, popularności, stanowisk, pieniędzy.

Bohaterowie dramatu to wielki Wolfgang Amadeusz Mozart, który stworzył wiekopomne dzieła i Antonio Salieri nadworny kapelmistrz cesarza Józefa; autor wielu doraźnie cieszących się powodzeniem oper, a w miarę jak tych popularność malała, utworów religijnych,  głównie okolicznościowych, związanych z ważnymi wydarzeniami na dworze Habsburgów.
Autor dramatu Peter Shaffer  usytuował akcję w drugiej połowie XVIII wieku. Autor scenariusza, Łukasz Gajdzis delikatnymi aluzjami odniósł inscenizację do współczesnej rzeczywistości. A to dzięki ogromnemu lustru pojawiającemu się na scenie w stosownych momentach; projekcjom wizualnym na tylnej ścianie przedstawiającym  panów z teczkami, w garniturach, nakładających się na władców, dworzan i artystów sprzed kilkuset lat.

Ale przede wszystkim dzięki wprowadzeniu postaci starego Salieriego i włożeniu w jego usta zmodyfikowanego tekstu. Cóż, temat jest ponadczasowy. Podobnie, jak ludzka natura. W żadnej epoce nie brakuje karierowiczów. Ale choć czas weryfikuje potem dawną prawdę,  na jego płaszczyźnie rodzą się kolejne falsyfikaty i kicze; fajerwerki szybko gasnących gwiazd, celebrytów kreowanych na chwilę przez telewizyjne show.

Już sama adaptacja tekstu Łukasza Gajdzisa bardzo wciąga widza, który chłonie  każde padające ze sceny słowo. Zwłaszcza, że wzbogacił on osobowość Salieriego o bardzo różnorodne cechy, przydał szerokiego wachlarza emocji. Bardzo dobrze oddają te doznania postaci obaj wcielający się nią w nią aktorzy. Michał Surówka (młody) i  Mirosław Guzowski (Starszy). Pierwszy, przebiegły, bezwzględny, okrutny tryska energią. Drugi stłamszony, załamany; wie, że przegrał i przyznaje się do porażki. Sam przecież na początku wykopał grób dla potencjalnie przydzielonego mu przez boga talentu. Bo Gajdzis w tej sztuce nie rozstrzyga jednoznaczne czym jest talent. Odpowiedź pozostawia widzom.


fot. Natalia Kabanow

Choć reżyser główną postacią uczynił tu Salierie’go, wcielający się w dość jednowymiarową z pozoru sylwetkę Mozarta, Karol Franek Nowiński, choć jeden, nie ustępuje Surówce i Guzowskiemu aktorsko. I to jest właśnie pojedynek na talenty, który nie sposób rozstrzygnąć.

Fantastycznie groteskowo prezentuje się w roli dyrektora opery Rosenberga Dagmara Mrowiec- Matuszak. Zwracają też uwagę Jakub Ulewicz  jako Cesarz Józef, a Paweł L. Gilewski Van Swieten. Ciekawie wypada też w postaci jednego z Venticellich, Emilia Piech. Głosem zniewala Olga Mysłowska. Bardzo ożywia całą inscenizację warstwa muzyczna Krzysztofa Kroschela opracowana przez Michała Litwę. Usytuowani w orkiestronie muzycy na żywo egzemplifikują talent Mozarta. Wspierają też ciekawie pomyślaną choreografię Mileny Czarnik.

Urody spektaklowi przydają oryginalne kostiumy Łukasza Błażejewskiego z lekka stylizowane na epokę, w której rzecz się dzieje, ale w dużej mierze zrodzone z fantazji artysty.

To wspaniałe, choć w pandemii, to zrealizowane z wielkim rozmachem widowisko nieprędko ulotni się z pamięci widzów. Zwłaszcza, że zmusza do głębokich przemyśleń. Angażuje i intelekt, i emocje.

fot. Natalia Kabanow

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak