„Bóle fantomowe” w reż. Dominiki Feiglewicz-Penarskiej Fundacji Migawka w ramach programu OFF Polska. Pisze Michalina Spychała.
Na środku sceny widzimy zbudowany ring z gumowymi sznurami i wiszącą na środku czarną siatką. Z boku na srebrnej piłce do ćwiczeń siedzi tłumaczka języka migowego. Nic więcej przed nami nie ma. Ciemność, szarość, z której wyłaniają się światła reflektorów tworzących przesmyk z tyłu sceny, rozświetlając jej dolną połowę. I w końcu pojawia się ona.
Oświetlone jedynie nogi ubrane są w srebrne wysokie kozaki na obcasie. Słychać stukot butów na podłodze; widać odbijające się od światła reflektorów przebłyski od srebrnego materiału. Od wyrazistego obrazu poruszających się kozaków, które przebiegają, wyginają się, skaczą i tupią zaczyna się opowieść. Na początku czujemy się jak na spotkaniu z przyjaciółką, która opowiada nam historię swojej ostatniej podróży pociągiem. Jest to zbiór plotek na temat wyglądu i zachowania innych podróżników, (kolejne) chwalenie się swoimi nowymi butami oraz narzekanie na przepakowany pasażerami wagon. Dowiadujemy się również o niedawnym awansie w pracy i nieustającym problemie spóźniania się na każde zaplanowane wydarzenie ze względu na ilość obowiązków. Opowieść jest bliska każdemu, kto regularnie jeździ polską koleją. Bezbłędnie zostaje oddany klimat szybkiego tempa życia, narzuconego przez chęć odniesienia sukcesów i ciągłego odczuwania progresu, co wiąże się z częstym przemieszczaniem się po różnych miastach Polski. Rozbudowana sekwencja choreograficzna, opiera się na kluczowym elemencie garderoby – butach – i ma funkcję ekspozycyjną. Tak przedstawia się nam pełna energii, pasji, humoru, zawziętości i wręcz brutalnej pewności siebie bohaterka tej historii, której wyrywek z życia zaraz poznamy.
STOP. Nagle ta prozaiczna i przyziemna narracja zatrzymuje się. Przestaje być pełną kąśliwych uwag i spostrzegawczych opisów współpasażerów opowieścią drogi. Cała lekkość wyparowuje i przenosi nas, wraz z informacją o uderzeniu, grzmocie, bólu, urwaniu się spójności codzienności, na zbudowany na scenie ring bokserski. Otrzymujemy komunikat o katastrofie kolejowej pod Szczekocinami w 2012 roku, gdzie właśnie Magdalena Sipowicz, której opowieści wysłuchujemy, uległa groźnemu wypadkowi, w wyniku którego jej prawa noga została amputowana. Od tego momentu, ze strzępków emocji, wspomnień i anegdot skleja się nam pełny obraz tytułowego bólu fantomowego.
Paweł Feiglewicz-Penarski odbył szereg rozmów z Sipowicz z chęcią stworzenia scenariusza, który zawierałby jej wspomnienia, towarzyszące uczucia i pojawiające się wciąż nowe problemy po amputacji nogi, związane z koniecznością dostosowania się do życia w Polsce jako osoba z niepełnosprawnością. Dominika Feiglewicz-Penarska, ubrana w obcisły czarny gimnastyczny trykot, wykorzystuje ten sportowy klimat do testowania wytrzymałości swojego ciała. Poprzez zmęczenie, akrobatyczne pozycje (wykonywane na zawieszonej na środku ringu siatce) oddaje sinusoidę pomieszanych ze sobą emocji.
Spektakl Bóle fantomowe jest pierwszym monodramem Dominiki Feiglewicz-Penarskiej, która z niezwykłą dokładnością podeszła do tematu tej intymnej, brutalnej i złożonej historii dokumentalnej. Siłą artystki w tym przedstawieniu jest bezpośredniość, która przejawia się w zdecydowanym kontakcie wzrokowym z widownią, ale również nieupraszczaniu ani zdrabnianiu, czy „kalekowaniu” prawdziwych doświadczeń Sipowicz. Gdy naprzeciw ciebie siedzi prawdziwa bohaterka wydarzeń, nałożony jest dodatkowy ciężar, by ukazać namiastkę szczerość w całej tej teatralnej obudowie. Warszawska premiera odbyła się w ramach Festiwalu Kultury bez Barier, co dla projektu jest istotne z dwóch powodów. Po pierwsze, Sipowicz jest z zawodu tłumaczką języka migowego i konsultantką kryzysową, więc nie dziwi, że spektakl został stworzony z myślą o dostępności, czyli z napisami na żywo, audiodeskrypcją, pętlą indukcyjną, tłumaczeniem na PJM. Po drugie, sam spektakl w duchu orzecznictwa pokazuje, jak wygląda nagła zmiana statusu obywatelskiego z osoby sprawnej ruchowo do niepełnosprawnej, i jak wpływa to na codziennie funkcjonowanie. stanie się w polskim społeczeństwie osobą z niepełnosprawnością i jak wpływa to na codzienne decyzje. W spektaklu wielokrotnie padają słowa, że mowa tu o kobiecie „zmielonej i wyplutej na nowo do życia – życia z bólem rwącym, miażdżącym, palącym”, ale ja opisałabym to jako świadectwo różnych stadiów bólu. Możemy wysłuchać historii o jego powstaniu, zmienności, radzeniu sobie z nim, stereotypach na jego temat, podanej przez pryzmat subiektywnego, zindywidualizowanego doświadczenia.
Twórczynie unikają moralizowania przedstawianej historii, heroizowania czy upiększania bohaterki, której wypadek oczywiście zmienił życie, ale nie została ona sprowadzona do tej jednej cechy. Dowiadujemy się przy okazji o wielu skomplikowanych aspektach życia z niepełnosprawnością, które pozostają prywatne i poza zbiorową świadomością. Obrazowy opis towarzyszących bohaterce emocji i sytuacji ukazuje nową rzeczywistość, z jaką bohaterka została zderzona. Poprzez wykorzystanie konwencji stand-upu Feiglewicz-Penarska wyśmiewa filmowy formatu happy endu, ponieważ w prozaicznym świecie raczej żadne drastyczne przeżycie nie będzie wynagrodzone sielankowym finałem.
Poprzez czarny humor aktorka przywołuje szereg skojarzeń, ale i nieporozumień, z jakimi Sipowicz musi mierzyć się na co dzień. Zaczyna od pierwszego skojarzenia, czyli postaci kuternogich piratów i z przerysowaną chrypą w głosie okrzykami zachęca publiczność do spróbowania ustać na jednej nodze przez dłuższy czas nie tracąc balansu. Następnie opisuje rozmowy z nieznajomymi, którzy dyskutują jej powinność używania windy i naśladuje awanturujące się pracownice szpitali, które przeganiają ją z miejsc parkingowych dla osób z niepełnosprawnością. Przecież skoro nie widać problemu, to dla niektórych go po prostu nie ma! Rozlicza się ona w ten sposób z wizerunkiem „kobiety problematycznej”, która upomina się o swoje przywileje jako osoba z niepełnosprawnością, bo jako wciąż młoda, ładna kobieta nie pasuje do wizji straumatyzowanej i nieradzącej sobie z rzeczywistością poszkodowanej. Niezauważalna na pierwszy rzut oka zmiana w funkcjonowaniu bohaterki sprawia, że poprzez jej perspektywę twórcy tematyzują publiczny brak świadomości o różnorodności ciał i doświadczeń. Dlatego tak istotne jest przywoływanie świadectw i odmiennych życiorysów, które udowadniają, jak wciąż nieczułym społeczeństwem jesteśmy. Feiglewicz-Penarska zdaje się wygłaszać manifest o dostępności: powszechny do użytku profesjonalny sprzęt zdrowotny dobrej jakości, dostęp do budynków dla osób o różnej motoryce, obecność tłumaczy na język migowy, ale również szeroko pojęta empatia, by zastąpić nią bezczelne pytania: „Pani naprawdę nie ma nogi?” Problematyzowany był także temat nierównomiernego dofinansowania ochrony zdrowia, tego, że niektóre szpitale są wyposażone w pełni, a inne nie dbają o najbardziej podstawowe kwestie, takie jak wyżywienie, odpowiedni sprzęt, czy metody pielęgnacji chorych. Spektakl włącza się do dyskusji o tym, jak w tych ważnych momentach na styku zdrowia i jego braku ważne jest, by znaleźć zaufanie, być traktowanymi godnie i podmiotowo.
Najbardziej abstrakcyjnym, ale i wizualnie dopracowanym elementem spektaklu była choreografia stworzona w przestrzeni zbudowanego na środku sceny ringu sportowego. Powszechna korelacja walki z chorobą zostaje tu zakwestionowana: każda nieuleczalnie chora osoba w tym założeniu odnosi porażkę, a przecież nie da się wyzdrowieć dzięki „woli walki”. Dlatego stwierdzenie, że można „wygrać z chorobą” jest automatycznie błędne i krzywdzące. Choć dominujący na scenie ring odwołuje się do tej nieustannie używanej przenośni, to jednocześnie podważa ją poprzez samo wyeksponowanie tej konstrukcji. Ukazuje nieprawidłowość w myśleniu, że zmagania z chorobą mogą być jakiegokolwiek rodzaju zwycięstwem. Bohaterka miota się w siatce, próbuje wszystkich wygodnych, ładnych i skomplikowanych pozycji z nogami w górze, szpagacie, głową w dół, czy patrząc na nas z samej góry – żadna z nich nie daje jej satysfakcji i jest jedynie reprezentacją procesu wracania do zdrowia. Odrzucona zostaje wizja leczenia jako niezłomnego treningu szykującego bohaterkę do wojny, zamiast tego ring staje się miejscem do przywoływania wspomnień i szukania metafor, oddających przeżycia Sipowicz. Zawieszona na środku siatka staje się siecią rybacką, w której uwięzione jest ciało bohaterki. Jego ekspresyjne wicie, bujanie i drganie oddają niepokój znalezienia się w nieznanej sytuacji. Siatka pozwala również na akrobacje, wspinanie się, nagłe spadki czy wiszenie głową w dół. Wszystkie te konfiguracje ciała odbywają się w trakcie monologu. Zawieszone w materiale ciało jest niczym bezbronna, świeżo wyłowiona ryba, która nie wie, czemu i kto ją złapał, czuje jedynie ból. Tutaj odnajdywanie wspomnień z przebiegu wypadku jest odkopywaniem fragmentów uczuć i pulsujących słów, osób wyłaniających się z mgły bezkresnej ciemności braku pamięci. Nieprzytomność i powracający ból są połączeniem, które skutkuje zacieraniem się porządków jawy i majaczeń. Abstrakcyjny wir marzeń sennych, wizji i obrazów szpitalnych reflektorów podkreśla ciężar sytuacji. Skrupulatne opisy morza, rybaka, kolorów, uciekania, gonienia, dryfowania są zbiorem ukazującym poznawanie swojego bytu na nowo. Okazuje się, że niewytłumaczalne senne opowieści potrafią być odpowiedzią na odnalezienie się w realności.
Otwierająca spektakl sekwencja z kozaczkami nie zawiodła: otrzymaliśmy dosłownie wyrwany z cudzych ust kawałek opowieści o życiu i nieodłącznym powiązaniu go z bólem. Dzięki świetnie napisanemu tekstowi poznajemy wiele odsłon tytułowego bólu, który nie zawsze jest obecny, ale przybiera różne formy i natężenia. Początkowy stukot obcasów nadał rytm całej historii, podkreślając znaczenie ruchu, przemieszczania się, zawieszenia w czasie. Brutalność tych stuknięć jest symbolem uporczywego doświadczenia cierpienia, które jest niespodziewane, zaskakujące i nieodłączne od codzienności. Autorzy spektaklu pozostawiają nas z pytaniem o to, co nas determinuje: czy praca, bycie matką, żoną czy może zdrowie, wypadki, wizje senne i nasze wspomnienia. Choć nie podsuwają konkretnej odpowiedzi, to przedstawiają, jak różnorodne jest doświadczenia bólu, na który składa się jego przyczyna, pochodzenie, uczucia, wydarzenia. Podkreśla tym samym problem pomijania w życiu codziennym obecności bólu, bo przecież o trudnościach się nie rozmawia. Dobrze więc, że czasami robi się o nich spektakle.
Bóle fantomowe
Reżyseria: Dominika Feiglewicz-Penarska
Autor tekstu i muzyki: Paweł Feiglewicz-Penarski
Choreografia: Anna Maria Krysiak
Scenografia: Marcin Chlanda
Konsultacje reżyserskie: Anna Gryszkówna
Producent: Bartek Jelonek
Występuje: Dominika Feiglewicz-Penarska
Producent: Fundacja Migawka, Instytut Teatralny
Partnerzy: Ośrodek Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteka w Krakowie, Mazowiecki Instytut Kultury