EN
23.11.2021, 11:13 Wersja do druku

Białe wyspy materaców

„Cudowne i pożyteczne. O seksie” wg  Remigiusza Ryzińskiego w reż. Martyny Majewskiej w Teatrze im.  Szaniawskiego w Wałbrzychu. Pisze Henryk Mazurkiewicz, członek Komisji Artystycznej 27. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Tobiasz Papuczys / mat. teatru

Seks bywa cudowny. Bywa też pożyteczny. Nieraz łączy jedno z drugim. Mało tego, seks jest „formą spełnienia, odpowiedzią na opresję, władzą, przyjemnością, zatratą i w końcu także: miłością”. Wymyka się łatwemu zaszufladkowaniu i próbom naskórkowej interpretacji, o czym delikatnym kobiecym głosem uprzejmie przypomina nam poprzedzający spektakl komunikat. Stwarza na widowni odpowiedni nastrój, wtajemniczając jednocześnie w koncepcję reżyserską Martyny Majewskiej. Uprzedza, że będziemy rozmawiać o sprawach ważnych i złożonych. Wyjątkowo szczerze i otwarcie, ale nie bez dystansu i autoironii. Innymi słowy, przed nami ostra jazda, ale, w zasadzie, przyjemna i bezpieczna. Oczywiście, jeżeli zdołamy zostawić swoje uprzedzenia u progu tego ogrodu rozkoszy, do którego w swoim monodramie zaprasza nas Angelika Cegielska.

Do tak intrygującego i niejednoznacznego tematu w rzeczy samej warto od czasu do czasu powracać. Z wielu powodów. Podam tylko dwa, wcale nie twierdząc, że są najważniejsze. Po pierwsze, zbyt szybko obrasta on w liczne klisze i mity czy okrągłe, lecz nie mające za wiele wspólnego z rzeczywistością, formułki, które należy weryfikować i obalać. Po drugie, wypada przecież jakoś nadążać – chociażby w teorii – za bogatą ofertą rynku przyjemności erotycznych. Swing, gang bang, bukkake, gokkun, cuckolding… Świat nie stoi w miejscu! I wciąż potrafi zadziwić.

fot. mat. teatru

Wałbrzyskie przedstawienie zaczyna się jednak od oswojonej już przez popkulturę fantazji na temat spożywania wytwornej kolacji z nagiego ciała modelki. Tylko że tu przedstawionej z perspektywy osoby, która służy takim żywym, reagującym na każde dotknięcie stołem. Cegielska leży pośrodku sceny. Jest rozebrana, chociaż intymne fragmenty jej ciała zostały schowane pod dużymi zielonymi liśćmi, na których rozłożone są zestawy sushi. Przeżyciami swojej bohaterki, która czerpie z całej tej dość egzotycznej sytuacji prawdziwą rozkosz, dzieli się przez zwisający nad jej ustami mikrofon. Zwierzenia Olgi są jedną z licznych historii, które poznamy w ciągu najbliższej godziny. Reżyserka i autorka scenariusza zaczerpnęła je z książki reportażowej Remigiusza Ryzińskiego Moje życie jest moje. Opowieści o wolności i pożądaniu (Wydawnictwo Czarne, 2020). Natomiast charyzmatyczna, pełna przejęcia i zaangażowania Angelika Cegielska ucieleśnia je na scenie, stworzywszy całą galerię wyrazistych, żywych i wiarygodnych kreacji. Wspaniale spisuje się jako przewodniczka po tym interaktywnym muzeum namiętności i pożądań, którą to wycieczkę dodatkowo zabarwi niewątpliwym talentem komicznym.

Opowiadając o kobiecie spełniającej się seksualnie jedynie dzięki spółkowaniu z kilkoma mężczyznami naraz przy jednoczesnej obecności własnego małżonka, aktorka wyciska z plastikowej butelki białą ciecz. Siedem razy, bo tyle ma dzisiaj partnerów jej bohaterka. Sugestywne i jednoznacznie? Tak. Ale podobne sceny u sprawnie żonglującej konwencjami Majewskiej sąsiadują z fragmentami pełnymi zabawy, kpiny, a nawet naiwności i niewinności. Zawsze przy tym są pełne zrozumienia i empatii. Każda mikro-narracja rozgrywa się na jednej z białych wysepek materaców, którymi odpowiedzialna za scenografię i kostiumy Karolina Mazur wypełniła przestrzeń sceny. Atmosfery dopełniają projekcje wideo przygotowane przez Konrada Śniadę, któremu osobno podziękuję za oryginalny i hipnotyzujący montaż spadających w króliczą norę Alicji, powycinanych z różnych filmowych i animacyjnych realizacji dzieła Lewisa Carrolla.

Nie będę ukrywał – z całego serca wspieram tak oryginalne nawoływanie twórczyń o wolność i przyjemność w korzystaniu z seksu. O otwartość na własne potrzeby. Nawet te najbardziej specyficzne. Niemniej jednak nachodzą mnie pewne wątpliwości. Wśród bohaterów zabrakło mi osób, które rzeczywiście mógłbym nazwać szczęśliwymi. Paweł pedantycznie sporządza listę z imionami poderwanych przez siebie dziewczyn. Alicja oddaje się znalezionym za pomocą aplikacji Badoo mężczyznom, żeby „przez chwilkę poczuć się najważniejszą”. Transwestyta z wyświetlanego nagrania przyznaje, że nie ma żadnych złudzeń – bliskości szukają nie z nim, tylko z Maliną, jego żeńskim alter ego. I właściwie nie o żadną bliskość im chodzi, tylko o seks. O palącą, doskwierającą potrzebę spełnienie ich starannie ukrywanych przed innymi zachcianek. Stąd wnioskuję, że tak samo jak monogamia i „tradycyjna rodzina” nie jest absolutną normą, jej przekroczenia, transformacje i wariacje równie dalekie są od absolutnej wolności i gwarantowanego spełnienia. Co, znowuż, nie zmienia faktu, że seks rzeczywiście bywa cudowny i pożyteczny. Jak i spektakle o nim.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne