„Wstyd” Marka Modzelewskiego w reż. Wojciecha Malajkata z Tito Productions/ Scena Spektaklove w Garnizonie Sztuki w Warszawie. Pisze Paulina Sygnatowicz w Teatrze Dla Wszystkich.
Inne aktualności
-
Kielce. Przedstawiono nazwiska w konkursie na dyrektora Teatru Żeromskiego 04.04.2025 19:51
- Kraków. Rozpoczyna się cykl Krakowskich Nocy, na początek – Noc Kin Studyjnych 04.04.2025 17:11
-
Warszawa. Ministra kultury przyjęła rekomendację komisji ws. kandydatury Borisa Kudlički na dyr. TW-ON 04.04.2025 17:05
- Bytom. Khambatta Dance Company w Teatrze Tańca i Ruchu ROZBARK 04.04.2025 16:48
- Rzeszów. Teatr Maska z prawie półmilionowym wsparciem na poprawę dostępności jego oferty 04.04.2025 16:16
- Katowice. „MonsterS. Mordercze pieśni” z Teatru Rozrywki w Chorzowie – gościnnie w Śląskim 04.04.2025 15:22
- Zielona Góra. Najpiękniejsze sceny muzyczne ze spektakli Jana Szurmieja w Lubuskim Teatrze 04.04.2025 14:00
- Łódź. Z karmą do teatru. Off-Północna dla schroniska zwierząt 04.04.2025 13:56
- Warszawa. Ministra kultury zapowiada kolejne kroki w sprawie Stowarzyszenia Filmowców Polskich 04.04.2025 13:41
- Szczecin. Teatr Polski zaprasza na sobotnią premierę „Kopenhagi” w reż. Adama Opatowicza 04.04.2025 13:39
- Warszawa. Rusza 24. edycja Nagrody im. C.K. Norwida 04.04.2025 13:27
- Warszawa. Ministra kultury: w latach 2019-2023 PISF wypłacił ponad 5 mln zł nienależnego dofinansowania 04.04.2025 13:15
- Warszawa. 200. premiera Teatru Współczesnego. „Historia miłosna” w reżyserii Wojciecha Malajkata 04.04.2025 12:11
- Olsztyn. Wiosna i lato w Teatrze Jaracza 04.04.2025 10:53
„Wstyd” Marka Modzelewskiego to jeden z najlepszych współczesnych komediodramatów. Jego realizacja przygotowana przez Scenę SpektakLove nie jest jednak ani komedią, ani dramatem. Jest spektaklem zupełnie nijakim. Dlaczego?
Chciałabym wierzyć, że to przedstawienie po prostu jeszcze nie rozegrane. Obawiam się jednak, że jest… niedokończone. Reżyser, Wojciech Malajkat, sięgnął po ten tekst po raz drugi (fenomenalnie zrealizował go w 2019 roku w warszawskim Teatrze Współczesnym). – Kiedy otrzymałem propozycję, żeby wrócić do niego z nową obsadą – to okazało się, że powstało całkiem inne przedstawienie o diametralnie innych psychofizycznych konstrukcjach postaci – mówił przed premierą Malajkat w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Premiera pokazała jednak, że te konstrukcje są dopiero ledwo co zarysowane. Do tego bardzo grubą kreską w jednym odcieniu. Brakuje im wielowymiarowości, która wpisana jest w tekst Modzelewskiego.
Siłą „Wstydu” są relacje i napięcia pomiędzy postaciami. Autor, który z wykształcenia jest lekarzem, sztukę osadził w realiach wesela po ślubie, do którego nie doszło. Bohaterami uczynił dwa kompletnie różne małżeństwa – dobrze sytuowanych przedstawicieli klasy średniej (rodziców pana młodego)
i prostych, ale mających swoją godność, rodziców panny młodej. I to na zderzeniu tych dwóch światopoglądów i życiowych postaw oparty jest cały komizm, ale i dramatyzm tego świetnego tekstu. Aby udźwignąć ten ciężar, czwórka aktorów musi być ze sobą zgrana niczym kwartet smyczkowy
w filharmonii. W tej realizacji każdy z instrumentów gra jednak inną partyturę.
Komediowy ton nadaje Szymon Bobrowski. Kreśli postać Tadeusza, pociesznego, małomiasteczkowego ojca, który marzy o tym, aby dobrze wydać córkę za mąż. Świetnie się w tej roli bawi i bawi też widzów. Próbuje mu dorównać Marietta Żukowska jako Wanda – broniąca rodzinnego honoru matka panny młodej. Nie znalazła jednak nowego pomysłu na tę rolę. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast być na scenie, próbuje naśladować Izabelę Kunę, która w „Teściach” (filmie, który w 2021 roku powstał na podstawie sztuki) stworzyła fenomenalną kreację. Anna Dereszowska jako Małgorzata – pełna godności pani ordynator i matka pana młodego – udowadnia, że jest świetną aktorką dramatyczną, ale brakuje jej komediowego zacięcia. Nie ma przy tym wsparcia w partnerującym jej Wojciechu Zielińskim (Andrzej), który jako biznesmen mający na sumieniu swoje grzeszki jest kompletnie bezbarwny.
Malajkat jako reżyser i scenograf stworzył aktorom dobre warunki do rozwinięcia skrzydeł. Zabrakło jednak czasu (?) na rozwinięcie i pogłębienie postaci. A przestrzeń w tekście do tego jest ogromna. W efekcie „Wstyd” stał się zderzeniem komediowego, o ile nie prześmiewczego obrazu stereotypowych mieszkańców prowincji z tragiczną historią dobrze sytuowanego małżeństwa. To nie wystarczyło, aby powstał mięsisty, zapadający w pamięć komediodramat, po którym można by powtórzyć za klasykiem: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie”.