EN

15.09.2022, 15:33 Wersja do druku

„Testowane” na dzieciach

Rozmowa z Przemysławem Zychem, kompozytorem spektaklu baletowego „Alicja w Krainie Czarów”, który 17 i 18 września pokaże ponownie Opera na Zamku w Szczecinie. Spektakl jest światową prapremierą. Za dyrygenckim pulpitem stanie dyrektor artystyczny teatru Jerzy Wołosiuk. Choreografię do spektaklu ułożył Jacek Tyski.

fot. Bodek Macal / Opera na Zamku

Magdalena Jagiełło-Kmieciak: Co Pana magnetyzuje w „Alicji w Krainie Czarów” jako historii?

Przemysław Zych: To, co w pierwszej kolejności przykuwa naszą uwagę w „Alicji”, to z pewnością wielowymiarowa fantastyczność tej opowieści – z oniryczną rzeczywistością, jej absurdem, barwnymi, charakterystycznymi postaciami, które wymykają się logice, ale dają możliwość wielowątkowej interpretacji na poziomie symbolicznym. Ten element jest z pewnością kluczowy dla właściwego odczytania historii głównej bohaterki.

Napisał Pan muzykę „na zamówienie”. Czy ten zwrot odczarowuje pojęcie o wenie twórczej, inspiracji, budzeniu się w nocy z nagłymi pomysłami? Jak się goni takiego Królika? 

Jestem zwolennikiem stawiania pracy ponad „weną”, a w zasadzie traktowania weny jako wyniku rzetelnej pracy. Mówi się, że wena nie przychodzi do leniwych i podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami. Zresztą praca kompozytora, to nie tylko samo zapisywanie nut, to cały cykl, w którym uruchamiamy swoją wyobraźnię, programujemy ją, a dzięki wypracowanemu warsztatowi możemy następnie przelać swoje pomysły na papier w odpowiednim kształcie i przy użyciu właściwych środków. Nawet wspomniane przez Panią budzenie się w nocy z pomysłami, czego zresztą zdaje się można doświadczyć niezwykle rzadko, to raczej efekt wspomnianego dobrego, pełnego wejścia w twórczy proces. Tak więc komponuje się nie tylko przy biurku czy klawiaturze, ale niemal cały czas, podczas spaceru, obiadu, w pociągu, nawet nie do końca świadomie, gdy pomysły są gdzieś przetwarzane „z tyłu głowy” i potem pojawiają się w innej, pełniejszej formie, jako ta słynna, według mnie nieco przereklamowana w swym decydującym aspekcie, wena.

To spektakl głównie dla dzieci. Czy dla dzieci muzykę pisze się inaczej? Inną niż dla dorosłych?

Pisałem „Alicję…” zdecydowanie z myślą o dzieciach, a nawet nieskromnie mogę stwierdzić, że z myślą o swoich dzieciach, bo też im ten utwór dedykowałem. Ale w każdym z nas jest przecież jakiś kawałek dziecka – przynajmniej mam taką nadzieję. Zresztą mam takie wspomnienie z premiery, jeszcze w hali Opery przy ul. Energetyków [Opera na Zamku wystawiała spektakle w hali podczas modernizacji swojej siedziby – przyp. MJK], kiedy zaraz na początku spektaklu, w czasie uwertury, dzieci, co oczywiste – kręciły się, rozmawiały, a rodzice starali się je uspokoić, natomiast po kilku scenach wszyscy – i dorośli, i dzieci zgodnie siedzieli w skupieniu i z otwartymi ustami śledzili wydarzenia na scenie. To jedno z moich piękniejszych wspomnień. Zatem czy dla dzieci pisze się inaczej? Wydaje się, że niekoniecznie, jednak mogę stwierdzić z doświadczenia, że pewna „czystość” dziecięcego odbioru, czyli brak bagażu odniesień do istniejących już dzieł i idąca za tym pewna pozytywna „naiwność”, otwartość na wszelkie elementy – zarówno te dość tradycyjne, jak i nowsze, nieco bardziej „abstrakcyjne” z punktu widzenia języka muzycznego, pozwalają na dużą swobodę twórczą.

Czym i kim inspirował się Pan przy komponowaniu? „Alicja w Krainie Czarów” jest melodyjna, a to nie jest aż tak częste w obecnych czasach.

Główną inspiracją była z pewnością cała tradycja teatru baletowego, począwszy od jego początków, przez Czajkowskiego, Strawińskiego, Bartoka i innych. Pragnę zwrócić uwagę, że w większości tematyka dzieł tych wielkich mistrzów jest często bezpośrednio zaczerpnięta z baśni, albo zawiera w sobie elementy fantastyczne i bajkowe. Co oczywiste bezpośrednią inspiracją było samo „źródłowe” dzieło Lewisa Carrolla. Natomiast to, że „Alicja…” jest melodyjna, było muzycznie jednym z podstawowych założeń, bo ja po prostu wierzę, parafrazując znane powiedzenie Arnolda Schoenberga, że jest jeszcze sporo pięknych melodii do napisania.

Ile w tej muzyce jest ze snu, dziecięcej fantazji, magii, zagrożenia, walki?

Powieść Lewisa Carolla jest niezwykle inspirująca w swojej fantastyczności. Można powiedzieć, że aż kipi od emocjonalnej wielobarwności i zmienności, co daje ogromne możliwości w przeniesieniu nastrojów poszczególnych scen i charakterystycznych cech postaci na grunt muzyczny. Mam to szczęście, że Jerzy Wołosiuk, który był pomysłodawcą zamówienia muzyki do baletu, dał mi jednocześnie do dyspozycji wspaniały, rozległy aparat orkiestrowy, z możliwością szerokiego rozbudowania sekcji perkusji. Taka okazja jest oczywiście wyzwaniem, ale też radością dla kompozytora, bo nieczęsto zdarza się móc wykorzystać taką paletę barw, faktur i muzycznej energii. Jestem mu za to bardzo wdzięczny. Orkiestra symfoniczna sama z siebie jest już czystą inspiracją do tworzenia, więc tym bardziej w połączeniu ze wspomnianymi przez Panią elementami stanowi świetny grunt dla uruchomienia muzycznej wyobraźni.

Obie części – bo przecież balet inspirowany jest też drugą: „Po drugiej stronie lustra” – to świat wykreowany w głowie dziecka?

Sam fantastyczny świat Krainy Czarów z całą groteską, absurdem, przejaskrawionymi postaciami i logiką snu jest przestrzenią, w której dzieci z pewnością odnajdują się bez problemów. Natomiast wielowymiarowość powieści, odniesienia do współczesnej autorowi rzeczywistości i wreszcie mnogość interpretacji i kontekstów, jakie ona umożliwia to zdecydowanie grunt dla dojrzałego odbiorcy. I to w „Alicji…” jest zarówno fascynujące, jak i stanowi wyzwanie dla artystów „zabierających się” za to dzieło.

Jak się zderza te światy? Jak się wraca do percepcji dziecka?

Przy premierze powiedziałem w jednej z rozmów, że poszczególne sceny były „testowane” na dzieciach (śmiech) – rzeczywiście pokazywałem mojej córeczce i synkowi, jak zilustrowałem daną postać, dane wydarzenia i obserwowałem ich reakcję. To było takie bardzo bezpośrednie wejście do świata dzieci. Przyznam też, że komponuję dla młodych odbiorców i wykonawców niemal od zawsze i niezwykle to lubię. Ale jak już wspomniałem, wydaje mi się, że każdy z nas nosi jeszcze w sobie trochę dziecka, trzeba je tylko odnaleźć, co chyba nam, artystom jest szczególnie potrzebne, nie tylko w twórczości przeznaczonej dla najmłodszych odbiorców. Trzeba pamiętać za Januszem Korczakiem, że „nie ma dziecka – jest człowiek”, więc tworząc dla dzieci tworzymy dla nas samych.

Ale jak do dziecka trafić, by w świecie niewysublimowanych utworów je zaczarować?

Porusza Pani bardzo ważną kwestię. Świeżość, delikatność i czystość chłonnej dziecięcej wrażliwości to elementy, które dziś szczególnie wystawione są na próbę przez całą masę produktów muzycznopodobnych, opartych na prostych kalkach popkultury i mechanizmach podaży i popytu. Skutecznie pozbawiają one najmłodszych odbiorców cennej ciekawości, otwartości na bogaty świat dźwięków, ograniczając go w sposób karykaturalny. Jestem jednak pewien, że bogactwo barw orkiestry oraz piękno tanecznego ruchu, potrafi zaczarować odbiorcę w sposób nieporównywalny z innym, również przez to, że te niewerbalne przecież elementy spektaklu nie określają często akcji wprost i tym bardziej fascynują młodą publiczność operując jedynie brzmieniem, gestem, kształtem i kolorem.

Bohaterowie „Alicji w Krainie Czarów” to bardzo wyraziste postaci. Królik, Kapelusznik czy Czerwona Królowa i oczywiście sama Alicja. Jakimi środkami uwypuklił Pan ich cechy?

Tak, jest tam cała feeria wspaniałych, barwnych postaci. Przyznam, że ich zilustrowanie w warstwie muzycznej stanowiło bardzo przyjemne wyzwanie. Przede wszystkim wspomniana melodia – zastosowałem znaną od dawna technikę motywów przewodnich odnoszących się zarówno do poszczególnych postaci, jak i wydarzeń oraz nastrojów. Główny motyw – motyw Alicji pojawia się zatem zarówno, gdy główna bohaterka znajduje się na scenie, ale też wówczas, gdy wydarzenia w których nie bierze udziału jej dotyczą. Zresztą kształt tego motywu dwóch opadających tercji ma dodatkowe znaczenie symboliczne i podlega różnego rodzaju przekształceniom w trakcie przebiegu formy. Podobnie w warstwie instrumentacyjnej – starałem się z jednej strony przyporządkować wybrane instrumenty do postaci, jak np. duet puzonów charakteryzujący bliźniaków, ale też za pomocą tych środków oddać nastrój poszczególnych scen czy emocje, co najczytelniejsze staje się w momentach bitewnych, gdzie m.in. używam wyrazistego brzmienia japońskiego bębna taiko, historycznie używanego również jako instrument militarny.

Zapytam o symbolikę libretta. Jak ważna jest dla Pana w warstwie muzycznej?

Bardzo, i to zarówno na poziomie muzycznych skojarzeń i nastrojów, jak i technik kompozytorskich. Myślę, że dobrym przykładem tego podejścia są dwie bliźniacze sceny, gdzie na bazie stałej melodii za pomocą instrumentacji i faktury orkiestrowej chciałem oddać przemianę gąsienicy w motyla, a symbolicznie – proces dojrzewania Alicji, która z zagubionego dziecka staje się pewną swoich wyborów, silną i piękną dziewczyną – jak motyl. Takich elementów, również znacznie bardziej ukrytych odnoszących się do symboliki powieści jest w partyturze znacznie więcej, również bardzo mi bliskich, prywatnych, jak np. wykorzystanie w decydujących momentach melodii kołysanki, którą wymyśliłem kiedyś dla moich dzieci do słów Danuty Wawiłow. Pojawia się ona między innymi w zakończeniu scen z gąsienicą/motylem, co też odczytuję symbolicznie i bardzo osobiście.

Muzyka jest zarejestrowana na płytach CD. Jak według Pana można ją „czytać” bez obrazu?

Byłem bardzo ciekawy jak ta muzyka „sprawdzi się” bez warstwy choreograficznej. Przyznam, że libretto Jacka Tyskiego umożliwiło mi zbudowanie formy utworu tak, aby również czysto muzyczna narracja miała czytelny przebieg. I tak na przykład poszczególne sceny wpisane w akcję dramaturgiczną przedzielane są kilkakrotnie powracającą „repryzą”, która stanowi rodzaj interludium łączącego je, ale też odświeżającego nieco percepcję słuchacza. Oczywiście trudno jest mi ocenić, czy w ogóle mówić o nagraniu własnego utworu, ale według relacji wielu znajomych ta ponad 80-minutowa forma jest czytelna i podobno da się jej wysłuchać w całości z zainteresowaniem. (śmiech) Mogę jedynie wysoko ocenić znakomite wykonanie orkiestry Opery prowadzonej jak zawsze pewną ręką Jerzego Wołosiuka. Ciekawą reakcją była recenzja na jednym z amerykańskich blogów muzycznych poświęconych nowościom wydawniczym – „The Art Music Lounge”, zatytułowana „«Alicja w Krainie Czarów» – fantastyczna, pomysłowa i enigmatyczna”, w której Lynn René Bayley w bardzo rzeczowych spostrzeżeniach doskonale dopasowuje muzykę do wielu wybranych scen zupełnie nie znając szczecińskiego przedstawienia. To dość zaskakujące, ale też bardzo satysfakcjonujące dla twórcy.

Światowa prapremiera Pana „Alicji w Krainie Czarów” miała miejsce w 2015 roku. Czy teraz w podobny sposób goniłby Pan Królika?

Bardzo się cieszę, że od czasu premiery „Alicja…” nieprzerwanie ma swoje miejsce w repertuarze Opery na Zamku. Przyznam, że po tych kilku latach miałem możliwość wrócić do pracy nad „Alicją…” ze względu na zupełnie nowe przedstawienie, które od czerwca tego roku gości na scenie bydgoskiej Opery Nova. Uważam to za ogromne, niespodziewane wyróżnienie i zaszczyt – ten sam tytuł z muzyką współczesnego kompozytora w dwóch wersjach na dwóch scenach jednocześnie – nawet trudno byłoby mi to sobie wcześniej wyobrazić! Ponieważ założenia nowego libretta, autorstwa kolejnego wybitnego choreografa, z którym miałem zaszczyt współpracować – Roberta Bondary, były zupełnie inne, powrót do partytury okazał się w zasadzie stworzeniem nowej muzycznej formy na bazie wersji szczecińskiej. Wiele scen powstało od nowa, 90% pozostawionych zostało przekomponowanych, a znaczna część nie znalazła miejsca w nowej partyturze. Ale podstawowe założenie kreowania kolorowego muzycznego świata Krainy Czarów przy użyciu szerokiego aparatu orkiestrowego i technik motywów przewodnich pozostało niezmienne, a postać Alicji publiczność bydgoska nadal może rozpoznać w tej samej melodii, którą kojarzą z główną bohaterką widzowie Opery na Zamku. Więc wracając do pytania – tak, muzyczne założenia szczecińskiego przedstawienia już zawsze zostaną dla mnie związane z tą fantastyczną opowieścią.

Ponownie przenosimy się więc w weekend w krainę czarów?

Mając tak wspaniałych artystów na scenie i w orkiestronie oraz znakomitego Jerzego Wołosiuka przy pulpicie dyrygenckim liczę, że każdego wieczoru trudno będzie powrócić do realnego świata po wizycie w Operze na Zamku. Serdecznie zapraszam na spektakle wspaniałą szczecińską (i nie tylko) publiczność!

Przemysław Zych - Kompozytor, aranżer, dyrygent, pedagog, organizator życia muzycznego. W latach 2000-2010 studiował kompozycję i dyrygenturę w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Swoją wiedzę uzupełniał na kursach mistrzowskich, m.in. podczas International Bartók Seminar w Szombathely na Węgrzech w 2006 roku, pracując m.in. pod kierunkiem Petera Eötvösa. Jego utwory wykonywane były podczas wielu koncertów i festiwali w Polsce, m.in. podczas Festiwalu im. Adama Didura w Sanoku, Generacji ZKP, Laboratorium Muzyki Współczesnej, My Splendid Isolation – Dni Karola Szymanowskiego, Festiwalu Muzyki Dawnej im. Mikołaja z Radomia, a także zagranicą w m.in. w Anglii, Belgii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, przez wiele znakomitych zespołów, m.in.: Chór PR w Krakowie, NOSPR, Orkiestrę Symfoniczną Filharmonii Lubelskiej, Polską Orkiestrę Radiową, Kammerchor CONSONO, Schola Cantorum Gedanensis, Sinfonię Varsovię, Trombastic, The University of Louisville Cardinal Singers i dyrygentów, m.in.: Kenta Hatteberga, Martę Jakubiec, Haralda Jersa, Pawła Kotlę, Jana Łukaszewskiego, Ewę Strusińską, Krzysztofa Urbańskiego, Monikę Wolińską, Jerzego Wołosiuka, Szymona Wyrzykowskiego. Współpracował jako wykonawca, dyrygent i aranżer m.in. z: Filharmonią Szczecińską, NOSPR-em, Operą na Zamku w Szczecinie, Operą Nova w Bydgoszczy, Operą Śląską, Orkiestrą Symfoniczną UMFC, Radomską Orkiestrą Kameralną, Sinfonią Varsovią, czy Teatrem Polskim w Szczecinie. Dokonał również prawykonań kompozycji wielu polskich twórców, m.in.: Macieja Bałenkowskiego, Wojciecha Błażejczyka, Marka Chołoniewskiego, Mateusza Ryczka, Edwarda Sielickiego, Anny Sowy Rafała Zalecha, czy Ignacego Zalewskiego. W 2008 roku zadebiutował w Filharmonii Narodowej jako kompozytor, a dwa lata później jako dyrygent. W roku 2011 nakładem Musica Sacra Edition ukazała się płyta „New Polish Music for Choir”, na której znalazł się jego psalm „Miserere” na chór mieszany a cappella, w wykonaniu chóru Schola Cantorum Gedanensis pod dyrekcją Jana Łukaszewskiego. Album ten został nagrodzony statuetką Fryderyka w 2012 roku w kategorii „Muzyka Współczesna”. Był jednym z inicjatorów powstania Radomskiej Orkiestry Kameralnej, a także pomysłodawcą i kierownikiem artystycznym festiwalu „My splendid isolation – Dni Karola Szymanowskiego” w Radomiu. Jest laureatem Konkursu Wykonawczego Muzyki Karola Szymanowskiego w Zakopanem (1998), Ogólnopolskiego Otwartego Konkursu Kompozytorskiego im. Adama Didura w Sanoku (2002) oraz Konkursu kompozytorskiego na utwór inspirowany poezją Tadeusza Różewicza (2006). Brał udział w pierwszej edycji programu „Kompozytor-rezydent” Instytutu Muzyki i Tańca, a wiele z jego utworów powstało w ramach programu „Zamówień kompozytorskich” Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Podczas Bydgoskiego Festiwalu Operowego w 2013 roku miała miejsce prapremiera opery kameralnej POIESIS opartej na tekście dramatu „Rekonstrukcja poety” Zbigniewa Herberta. W roku 2015 w Operze na Zamku w Szczecinie premierę miał balet „Alicja w Krainie Czarów” do libretta i w choreografii Jacka Tyskiego. W tym samym czasie powstał również zamówiony przez IMIT Koncert na akordeon i orkiestrę „DANCE! Concerto”. W 2017 roku we współpracy z Anną Kwiatkowską, stworzył na zamówienie Fundacji „Harmonie i Hałasy”, w ramach programu „Mistrz i uczeń”, cykl duetów na dwoje skrzypiec „Kajocy”. Współpracował z Markiem Chołoniewskim przy wykonaniach multimedialnego, edukacyjnego utworu „Wiatrofale” (2017) oraz przy projekcie „Dźwiękowisko” (2019), w ramach którego prawykonano jego kolejny multimedialny utwór „En rondeau (wyliczanki)”, a także „TeGeLar” Marka Chołoniewskiego. W 2021 r. doprowadził do prawykonania odkrytej przez siebie „Rapsodii polskiej (Koncertu fortepianowego)” op. 14 Stanisława Wisłockiego z roku 1941. Utwór został zarejestrowany z solistą – Michałem Drewnowskim oraz Orkiestrą Filharmonii Krakowskiej. W czerwcu 2022 r. w Operze Nova w Bydgoszczy miała miejsce premiera nowej wersji baletu „Alicja w Krainie Czarów”, opartej na libretcie autorstwa choreografa Roberta Bondary. Od 2013 roku jest wykładowcą na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie, od roku 2016 pełni funkcję asystenta w Katedrze Dyrygentury Symfoniczno-Operowej. Jest również dyrygentem orkiestry symfonicznej II st. w Zespole Szkół Muzycznych im. Oskara Kolberga w Radomiu.

Tytuł oryginalny

„Testowane” na dzieciach

Źródło:

Materiał nadesłany