„Africa” w reż. i chor. Claudio Scalii z CZD2 – Compagnia Zappalà Danza 2 & Ocram Dance Movement z Katanii na na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Katarzyna Jarczak.
Czy da się w jednym spektaklu opowiedzieć w sposób metaforyczny o uduchowieniu, schronieniu, odpowiedzialności i kruchości naszej planety? Wyimaginowana Africa w wykonaniu włoskich grup CZD2 - compagniazappalàdanza2 i ocram dance movement stała się symboliczną ziemią, w której przeplatają się różne kultury, których celem jest odrodzenie ziemi.
Choreograf spektaklu - Claudio Scalia przyznał, że powstał on w 2019 roku. Mimo upływu lat nadal jest niezwykle aktualny, a może nawet teraz jest jeszcze bardziej niż był przed lat. Nasza rzeczywistość w ciągu tych siedmiu lat diametralnie się zmieniła. Przeżyliśmy pandemię, która pozamykała nas w domach, zmagamy się z coraz to nowymi konfliktami zbrojnymi na świecie oraz rośnie w nas świadomość do jakiego stanu doprowadziliśmy naszą planetę. Właśnie teraźniejszość zdaje się być ostatnim dzwonkiem na ratunek Ziemi. Ważną inspiracją dla choreografa była również powieść z 1884 roku Ziemia jałowa autorstwa T. S. Eliota. Africa stała się wymyśloną przestrzenią, w której przeplatają się różne języki i kultury: zarówno te afrykańskie, jak i europejskie czy azjatyckie. Dochodzi do symbolicznego wyjałowienia oraz wspólnej próby odkupienia i naprawienia swoich błędów.
Na scenie występuje czterech tancerzy: Rebecca Bendinelli, Ismaele Buonvenga, Rachele Pascale oraz Nunzio Saporito. Grupa podczas spektaklu wykonuje zarówno synchroniczny wspólny taniec, który często przywodzi na myśl rytmiczne rytuały, jak i odliczają na głos kroki, powtarzając wciąż ten sam element choreografii. Zdecydowanie najmocniejsi i najsilniejsi są właśnie wtedy, kiedy tańczą razem, ale nie brakuje również momentów, w którym każdy z artystów ma szansę zabłysnąć. Choreografia jest niesamowicie intensywna i chociaż punktem spornym może być interpretacja poszczególnych fragmentów to najważniejszym przesłaniem spektaklu Africa są emocje. A te od samego początku osiągają bardzo wysoki poziom i utrzymują się w takiej formie do samego końca.
Africa poza ładunkiem emocjonalnym oddziałowuje na widzów mocnymi symbolami. Pierwszym z nich są powtarzalne gesty dłoni, które mogą kojarzyć się zarówno z rytuałami, namacalną duchowością, jak i namacalną potrzebą dotknięcia nieba i ziemi. W późniejszej częsci spektaklu artyści zakładają maski, które w symboliczny sposób zmieniają ich w anonimowe postacie, które unikają odpowiedzialności. Tym samym mocniej działa na nas scena, w której tancerze zatrzymują się, tuż przed publicznością, i patrząc prosto w oczy widzów ściągają maski. Bacznie przyglądają się wtedy zarówno nam, jak i sobie nawzajem. Jest to poruszający moment, w którym decydują się na wzięcie na siebie odpowiedzialności. Ostatnim bardzo ważnym symbolem jest plastik. Wykorzystanie w przedstawieniu plastikowych toreb czy folii w pierwszym odczuciu wydaje się, aż zbyt dosłowne. Jednak jest w tym ogromny wkład emocjonalny, który zmusza do refleksji.
Przyznaję, że początkowo byłam sceptyczna wobec wizji, gdzie spektakl o nazwie Africa opowiada o jej wyobrażeniu, a nie autentycznej krainie. Wzburzyłam się, że w takiej sytuacji twórcy mogli pokusić się o nazwę fikcyjną. Niemniej jest w tym pomyśle coś intrygującego, a miks kultur spaja się w logiczną całość, nadając całej historii uniwersalizmu. Na pograniczu państw i kontynentów da się opowiedzieć o ostatniej szansie na odrodzenie naszej kruchej planety i jest w tym coś czystego i pięknego.