Logo
Recenzje

Połączone rzęsami

29.06.2026, 15:10 Wersja do druku

„Sounds Alive” w chor. Ofry Idel z MASH Dance House w Jerozolimie na na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Marlena Czarny.

fot. Pagal Creative

Czwarty dzień XXII Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania przyniósł jedno z najbardziej intensywnych wydarzeń tegorocznej edycji. Spektakl Sounds Alive izraelskiego zespołu MASH Dance House z Jerozolimy, stworzony przez Ofra Idel, okazał się przejmującym studium relacji, w której bliskość i przemoc stają się nierozłączne.

Przedstawienie rozpoczyna się jeszcze przed zgaśnięciem świateł na widowni. Na białej scenie siedzą już dwie kobiety. Ubrane na biało, splecione nogami i połączone nićmi wychodzącymi z rzęs, sprawiają wrażenie jednego organizmu. Ich nogi nieustannie drżą, a narastająca muzyka Itaya Tamarova buduje atmosferę niepokoju. Gdy zrywają łączące je nici, nie następuje wyzwolenie. Rozpoczyna się trwająca przez cały spektakl walka o dominację, bliskość i przetrwanie.

Jedynym dźwiękiem, jaki wydają bohaterki, jest przeciągłe „a, a, a”. Ten pierwotny głos zastępuje słowa, śmiech, płacz i krzyk. W świecie przedstawionym przez choreografkę, język okazuje się niewystarczający, a komunikacja zostaje sprowadzona do najbardziej podstawowych odruchów.

Największą siłą spektaklu jest relacja między Yasmin Gariv i Yulią Mejetskayą. Tancerki przez niemal cały czas pozostają ze sobą w fizycznym kontakcie. Jakby bez obecności drugiej osoby nie mogły istnieć. Chwile czułości i wzajemnego wsparcia błyskawicznie przechodzą jednak w sceny brutalności. Kobiety szarpią się, ciągną po podłodze, testują granice bólu i wytrzymałości. Role ofiary i oprawcy nieustannie się zmieniają.

Ich sposób poruszania się przywodzi momentami na myśl pełzające stworzenia. Choreografia jest niezwykle fizyczna, precyzyjna i bezkompromisowa. Nie ma tu miejsca na ozdobniki. Każdy ruch wydaje się wynikać z wewnętrznego przymusu, a intensywność wykonania sprawia, że widz odczuwa napięcie niemal fizycznie.

Finał należy do najmocniejszych obrazów festiwalu. Klęczące naprzeciw siebie kobiety coraz głośniej wykrzykują swoje „a, a, a”, jakby próbowały uwolnić z siebie nagromadzony gniew i ból. Następnie całują się, a z ich ust zaczyna wypływać krew. Umazane krwią twarze stają się znakiem wspólnie przeżytej przemocy, ale również przemiany. Po raz pierwszy bohaterki patrzą na siebie jak na odrębne osoby.

Sounds Alive nie opowiada o wojnie wprost, choć doświadczenie konfliktu pozostaje ważnym kontekstem spektaklu. Ofra Idel pokazuje raczej wojnę wpisaną w ludzkie relacje – nieustanne ścieranie się potrzeby bliskości z pragnieniem wolności. To przedstawienie momentami niewygodne, ale właśnie dzięki temu pozostaje w pamięci długo po zakończeniu spektaklu.

Sounds Alive
Choreografia: Ofra Idel
Wykonanie: Yasmin Gariv, Yulia Mejetskaya
Muzyka i montaż: Itay Tamarov
Kostiumy: Adi Yair
Produkcja: MASH Dance House (Jerozolima)

PS Inna perspektywa

Gdyby nie znajomość opisu spektaklu, Sounds Alive można byłoby odczytać jako opowieść o dwóch kobietach zamkniętych w przestrzeni przypominającej szpital psychiatryczny lub celę. Siedzące na początku nieruchomo, połączone nićmi wychodzącymi z rzęs niczym syjamskie siostry, sprawiają wrażenie osób skazanych na swoją obecność. Nie mogą się od siebie uwolnić, nawet gdy zrywają łączącą je więź. W tym odczytaniu ich agresja staje się skutkiem przeżytej traumy. Jedna z kobiet zdaje się dominować nad drugą, powielając wobec niej mechanizmy przemocy, których sama wcześniej doświadczyła. Bicie, duszenie, ciągnięcie po podłodze, wkładanie dłoni do ust czy sceny przypominające gwałt stają się próbą odzyskania kontroli nad światem, który wcześniej odebrał im godność.

Jednocześnie po każdym wybuchu agresji pojawia się potrzeba bliskości. Bohaterki nie potrafią bez siebie istnieć. Ich ciała nieustannie się stykają, jakby wzajemny dotyk był jedynym dowodem, że wciąż żyją. Pozbawione języka, zdolne jedynie do wydawania pierwotnego dźwięku „A”, przypominają istoty zawieszone między człowieczeństwem a zwierzęcością. Napięte twarze, gotowe do ataku spojrzenia i nagłe momenty bezruchu sugerują osoby zamrożone przez traumę, w których wnętrzu nieustannie wrze wojna.

W takim ujęciu finał nabiera szczególnej mocy. Krzyk, pocałunek i krew nie oznaczają śmierci, lecz odrodzenie. Po raz pierwszy kobiety patrzą na siebie jak na ludzi, a nie bezimienne ofiary przemocy. Odzyskują głos, choć nie poprzez słowa, lecz przez spojrzenie. Budzą się z emocjonalnego odrętwienia i odzyskują własną podmiotowość. To moment, w którym człowieczeństwo powraca po długim okresie upokorzenia i dehumanizacji.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także