„Africa” w reż. i chor. Claudio Scalii z CZD2 – Compagnia Zappalà Danza 2 & Ocram Dance Movement z Katanii na na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Marlena Czarny.
Trzeci wieczór XXII Międzynarodowego Festiwalu Tańca Zawirowania przyniósł spektakl, który zachwycał zarówno siłą wizualnych obrazów, jak i imponującym poziomem wykonawczym. Africa zespołu CZD2 – Compagnia Zappalà Danza 2 & Ocram Dance Movement z Katanii, w choreografii i reżyserii Claudio Scalii, okazała się przedstawieniem wielowarstwowym, odwołującym się jednocześnie do duchowości, pamięci kulturowej i współczesnych zagrożeń cywilizacyjnych. Inspiracją dla twórcy były podróże po Afryce, podczas których poznawał różnorodne kultury i tradycje kontynentu, a także lektura Ziemi jałowej T.S. Eliota. Sam spektakl nie jest jednak opowieścią o Afryce jako miejscu geograficznym. Afryka staje się tu raczej symbolem – wyobrażoną krainą harmonii, wspólnoty i bliskości natury, utraconym rajem, za którym współczesny człowiek nieustannie tęskni.
Przedstawienie rozpoczyna się od obrazu niezwykle plastycznego. Tancerze stoją jeden za drugim, a ich nogi skąpane są w ciepłym pomarańczowym świetle przypominającym zachód słońca. Powoli ruszają do przodu dostojnym, niemal baletowym krokiem. W tle rozbrzmiewa hipnotyzująca muzyka, przywołująca skojarzenia z twórczością Dead Can Dance. Już od pierwszych minut wiadomo, że nie będziemy obserwować realistycznej historii, lecz uczestniczyć w rytuale.
Na scenie pojawia się wspólnota żyjąca według odwiecznego porządku dnia i nocy. Powtarzalne gesty, synchroniczne układy i rytmiczne sekwencje ruchowe budują obraz świata uporządkowanego i samowystarczalnego. Oglądamy taniec słońca, taniec wojownika, taniec uwodzenia i taniec wspólnej zabawy. Bohaterowie funkcjonują w zgodzie z naturą i sobą nawzajem. Kostiumy zaprojektowane przez Gabriellę Palombę utrzymane są w kolorach ziemi – piasku, ochry, czerwieni i błękitu. Kolorowe szale ożywiają sylwetki tancerzy, przywołując skojarzenia z różnorodnością kultur, które inspirowały choreografa. Ważnym elementem scenografii staje się również długa plastikowa folia, rozciągnięta przed sceną. Początkowo wydaje się jedynie subtelną granicą oddzielającą widownię od świata przedstawionego, jednak z czasem okaże się złowieszczą zapowiedzią finału.
Claudio Scalia wskazuje trzy główne symbole spektaklu: dłonie, maskę i plastik. Najbardziej obecne od początku są dłonie. Powtarzające się gesty przypominają praktyki medytacyjne, mudry znane z jogi czy rytuały różnych kultur. To właśnie za ich pomocą bohaterowie nawiązują kontakt ze światem, naturą i tym, co niewidzialne. Ruch nabiera wymiaru duchowego, a wspólnota wydaje się połączona nie tylko ze sobą, ale również z całym Wszechświatem.
Jednym z najpiękniejszych momentów spektaklu jest solówka Nunzia Saporito. Tancerz wykonuje płynny, miękki, a jednocześnie niezwykle dynamiczny taniec, który przypomina modlitwę skierowaną ku zachodzącemu słońcu. Można odnieść wrażenie, że prosi o deszcz. Chwilę później na scenie rzeczywiście słychać strugi gęstego deszczu, a bohaterowie siedzą w nim, obmywając twarze i szyje. Powtarzając wspólne gesty, celebrują kontakt z żywiołem. W tej scenie ruch, światło i muzyka tworzą obraz niemal hipnotyczny, pełen prostoty i autentycznej radości.
Muzyka odgrywa zresztą kluczową rolę w budowaniu znaczeń. Kompozycje Armanda Amara, Jaapa Blonka i Yarona Englera tworzą wielowarstwową przestrzeń dźwiękową, w której pobrzmiewają różne języki i kultury. Słychać fragmenty arabskiego, niemieckiego, norweskiego, hebrajskiego oraz języków afrykańskich. Scalia przyznawał, że właśnie z rytmu i brzmienia tych języków budował ruch sceniczny. Dzięki temu choreografia nie należy do jednej tradycji, lecz staje się spotkaniem wielu światów.
Przełom następuje wraz z pojawieniem się Obcego. Jego obecność natychmiast zaburza harmonię wspólnoty. Tańczy inaczej – nieporadnie, karykaturalnie, jakby nie rozumiał zasad rządzących tym światem. Próbuje uwieść jedną z kobiet, zmusza ją do wykonywania dziwnych ruchów, zachęca do wydawania dźwięków i nauki alfabetu. Scena utrzymana jest w groteskowej konwencji. Towarzyszy jej podkład przypominający dziecięcą wyliczankę powtarzaną coraz szybciej i szybciej. Chwilami przypomina to klaunadę lub numer cyrkowy. Publiczność śmieje się, ale pod powierzchnią humoru kryje się opowieść o kolonizowaniu wyobraźni, narzucaniu nowych wzorców i stopniowym odrywaniu człowieka od jego korzeni.
Szczególnie interesująca jest scena wspólnego tańca wykonywanego bez muzyki, jedynie w rytm dłoni uderzających o ciało. Następnie tancerze zaczynają odliczać kroki od jednego do ośmiu, jak podczas próby choreograficznej. Ten prosty zabieg urasta do rangi symbolu. Wygląda tak, jakby bohaterowie próbowali przypomnieć sobie własną tożsamość, odnaleźć pamięć o tym, kim byli przed pojawieniem się zakłócenia.
Wkrótce pojawia się drugi symbol przedstawienia – maska. Tancerze zakładają kolorowe nakrycia głowy przypominające maski lub fantazyjne czapki z fioletowymi irokezami. Muzyka zmienia charakter, staje się bardziej współczesna, a choreografia gwałtownie przyspiesza. Rozpoczyna się intensywny, niemal transowy taniec. Bohaterowie przypominają członków sekty lub uczestników zbiorowego obrzędu. Według Scalii maska oznacza moment, w którym człowiek ukrywa własną odpowiedzialność i przestaje być sobą. To najbardziej energetyczna część spektaklu, a zarazem moment, w którym najmocniej ujawnia się kunszt wykonawców.
Tancerze Rebecca Bendinelli, Ismaele Buonvenga, Rachele Pascale i Nunzio Saporito przez cały spektakl utrzymują imponującą intensywność ruchu. Choreografia wymaga nieustannego skupienia, błyskawicznych zmian dynamiki i ogromnej wydolności fizycznej. Mimo bardzo wysokiego tempa tancerze nie tracą precyzji ani jakości ruchu. Szczególne wrażenie robi sposób, w jaki każdy z nich zachowuje indywidualność, pozostając jednocześnie częścią wspólnotowego organizmu. Nie bez powodu Scalia mówi o swojej metodzie pracy, że przekazuje tancerzom choreografię w „czarno-białych kolorach”, a oni sami nadają jej barwy poprzez własną interpretację.
Po okresie zbiorowego szaleństwa przychodzi chwila przebudzenia. Powraca spokój, pojawia się harmonijne trio, a na twarzach wykonawców można dostrzec ulgę, a nawet lekkie zawstydzenie. Przez moment wydaje się, że wspólnota odzyskała utracony porządek. To jednak tylko złudzenie. Następuje chyba najbardziej przejmująca część spektaklu, która rozpoczyna się wraz z powrotem Obcego. Wnosi on na scenę worek pełen plastiku. Rozrzuca go wokół bohaterów, zamieniając dziewiczą przestrzeń w krajobraz skażenia. Plastik jest trzecim i najważniejszym symbolem przedstawienia. Oznacza nie tylko zanieczyszczenie środowiska, ale także wszystko to, co zatruwa współczesnego człowieka od środka – konsumpcjonizm, nadmiar bodźców, utratę więzi z naturą i poczucie wyobcowania.
Bohaterowie zaczynają tarzać się wśród plastikowych odpadów, owijają nimi ciała, próbują się uwolnić, lecz bezskutecznie. Szczególnie mocno zapada w pamięć solowa scena walki z folią. Tancerz miota się niczym zwierzę uwięzione w śmieciach pozostawionych przez człowieka – żółw zaplątany w sieci dryfujące po oceanie lub ptak schwytany przez plastikową pułapkę. To jeden z najbardziej emocjonalnych momentów tego przedstawienia. Bez słów opowiada o bezsilności wobec zagrożeń, które sami stworzyliśmy. To scena pełna rozpaczy i gniewu. Jedna z tych, które pozostają w pamięci długo po zakończeniu spektaklu.
Finał zamyka spektakl klamrą kompozycyjną. Tancerze odchodzą w stronę tego samego pomarańczowego światła, z którego wyłonili się na początku, nie są już jednak tą samą wspólnotą. Raj nie ocalał. Świat, który wydawał się wieczny, czysty i nieskazitelny, został nieodwracalnie naruszony.
Dramaturgia Claudio Scalii i Marco Laudaniego, przygotowana we współpracy z Sergio Campisim, nie próbuje udzielać prostych odpowiedzi. Twórcy budują raczej poetycką przypowieść o człowieku zagubionym pomiędzy duchowością a konsumpcją, pamięcią a zapomnieniem, naturą a cywilizacją. Africa jest spektaklem zbudowanym z prostych, czytelnych symboli, lecz wykorzystującym je z dużą konsekwencją i siłą oddziaływania. Opowiada o duchowości, pamięci kulturowej, odpowiedzialności i zagrożeniach współczesnego świata. Nie jest przedstawieniem o Afryce. Jest przedstawieniem o człowieku – o jego tęsknocie za utraconą harmonią i o świecie, który coraz bardziej przypomina jałową ziemię.
Jednocześnie jest to jeden z tych spektakli, które przypominają, jak wielką moc posiada sam ruch. Bez słów potrafi opowiedzieć historię piękna, zachwytu, pokusy, upadku i straty.
Africa pozostawia widza z poczuciem straty, ale także z pytaniem o to, czy utracona harmonia rzeczywiście należy już wyłącznie do przeszłości. To spektakl imponujący rozmachem, znakomity warsztatowo i niezwykle aktualny, który udowadnia, że taniec wciąż potrafi mówić o najważniejszych problemach współczesnego świata z siłą, jakiej często brakuje słowom.