Logo
Recenzje

Przepracowanie traumy

29.06.2026, 15:30 Wersja do druku

„Sounds Alive” w chor. Ofry Idel z MASH Dance House w Jerozolimie na na 22. Międzynarodowym Festiwalu Tańca Zawirowania w Warszawie. Pisze Katarzyna Jarczak.

fot. Pagal Creative

Sounds Alive należy do spektakli, które wywołują niesamowicie duże emocje i na długo pozostają w głowie. Grupa Mash Dance House z Izraela potraktowała performance jako przepracowanie własnych trudnych doświadczeń związanych z wojną. Tym samym otrzymaliśmy poruszający obraz, który wytwarza wśród publiczności silne uczucie dyskomfortu. 

Choreografka Ofra Idel nie bez powodu zaangażowała do Sounds Alive dwie tancerki (Yasmin Gariv, Yulia Mejetskaya). Jak podkreśliła zależało jej, aby pracować z kobietami i to właśnie im oddać głos. Nie bez znaczenia jest tu polityczna sytuacja Izraela, gdzie w rządzie znajduje się niewiele kobiet i właściwie za wszystkie najważniejsze decyzje w państwie odpowiadają mężczyźni. Co poniekąd sprawia, że są odpowiedzialni za obecną sytuację. Oddanie głosu jest tutaj dość metaforyczne. Podczas pracy nad spektaklem artystki rozmawiały ze sobą jakie emocje chcą przekazać na scenie, ale finalnie podczas prób z gardeł wydobywała im się zaledwie sylaba “a”. Nie jest jednak zawsze taka sama, bo w różnych momentach wyraża ból, frustrację, cierpienie, ale też wsparcie i kruchość. 

Sounds Alive operuje bardzo silnymi obrazami. Na początku Yasmin Gariv i Yulia Mejetskaya są ze sobą połączone bardzo długimi rzęsami. Jest to obraz niepokojący, podobnie jak nerwowe drganie artystek. Z czasem oddzielają się od siebie, a ich ruchom bliżej do walki o dominacje niż bliskości. To jednak również ulega momentami zmianie i między tancerkami wytwarza się intymna więź oparta na wsparciu i zrozumieniu. Dynamika ich relacji jest bardzo energiczna i co rusz ulega zmianie. Jest tak samo niepewna, jak otaczający nas świat. Równie silnymi obrazami było “wyciąganie” włosów z warkocza, co dla nas jest szczególnie charakterystycznym symbolem, kojarzącym się z górami z włosów w Auschwitz, czy krew, którą artystki rozmazują sobie na twarzy w trakcie pocałunków.

Osobiście długo nie mogłam dojść do siebie po Sounds Alive. Dawno nie odczuwałam tak ogromnego dyskomfortu podczas spektaklu. Spowodowane to było zarówno mocnymi obrazami, o których pisałam wyżej, jak i charakterystyczny taniec, w którym artystki upadały z impetem na podłogę, odpychały się i wierzgały. Momentami mrużyłam oczy i dopiero na ukłonach, kiedy Yasmin Gariv i Yulia Mejetskaya stanęły przed publicznością w pełnym świetle w samej białej bieliźnie zobaczyłam na ich ciałach wiele siniaków. Można pokusić się o rozmyślania gdzie są granice sztuki, ale podczas rozmowy z artystkami po pokazie dotarło do mnie jak bardzo ten proces był im potrzebny. Nie da się też nie zauważyć jak wykańczający psychicznie jest dla nich ten spektakl, ale równocześnie pomaga im przeprocesować wojenną traumę. Było to widać po twarzach dziewczyn, na których próżno było szukać uśmiechów, którymi tancerze zazwyczaj obdarzają publiczność podczas braw.

Grupa Mash Dance House przelewa swoje emocje w ruch, specyficzny i oczyszczający taniec. Udowadniają, że sztuka jest jednym z najmocniejszych nośników przekazu i najlepszym sposobem na oczyszczenie. Artystki udowodniły, że tematy trudne również zasługują na swoje miejsce w kulturze oraz że często bywają jedyną szansą na dojście do głosu.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także