Logo
Recenzje

Zęby, zabójczy kartridż i samotność

2.02.2026, 17:20 Wersja do druku

„Niewyczerpany żart” Davida Fostera Wallace'a w reż. Kamila Białaszka w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w AICT Polska.

fot. Karolina Jóźwiak / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

1 Łatwo zagubić się w tej powieści. Nie dlatego, że ma budowę labiryntową, ale fragmentaryczną. Autor przyrównywał ją do „przepięknej szklanej szyby, którą zrzucono z dwudziestego piętra”.

Nietrudno sobie wyobrazić, ile wysiłku wymaga złożenie w całość tak zdemolowanych puzzli. „Niewyczerpany żart” Davida Fostera Wallace’a już na poziomie konstrukcji stanowi nie lada jaki żart autora, który stawia czytelnika w celowo niekomfortowej sytuacji. Nie jest pierwszy ani ostatni na tej drodze, by wspomnieć tylko o kapryśnej narracji Laurence’a Sterne’a, którego bohater z „Powieści sentymentalnej” zawdzięcza swoje imię Yorick błaznowi z „Hamleta” Szekspira. Za tytułem „Niewyczerpanego żartu” też majaczy postać Yoricka, jak dowodził Michał Mizera w błyskotliwym eseju zamieszczonym w teatralnym programie towarzyszącym inscenizacji tej powieści w Teatrze Narodowym. W scenie cmentarnej Hamlet biorąc czaszkę Yoricka do ręki powiada: „Był niewyczerpanym źródłem żartów. Fantazja aż go roznosiła” (tłum. Stanisław Barańczak).

Wallace’a też roznosiła fantazja. „Niewyczerpany żart” aż pęka od dramatycznych i komicznych fragmentów, wypełnionych po brzegi dziesiątkami a może nawet setkami pojawiających się w niej epizodycznych postaci, z których niejedna mogłaby stać się bohaterem odrębnego utworu. Każda z nich niesie swój ból. l swoją historię, swoją niedoczynność albo nadczynność, swoją śmieszność.

2 Łatwo zatracić się w tej powieści. Wallace nie tylko siecze narrację na kawałki, ale przestawia ich kolejność, mnoży wątki, które potem nagle porzuca, by za jakiś czas do nich wrócić albo nie wrócić nigdy. Co więcej, część narracji umieszcza w przypisach (to był jego sposób na uniknięcie radykalnych skrótów, których domagał się wydawca). A przy tym kusi urodą językowych popisów.

Narrator, zmieniając tożsamość, pozostaje uwodzicielem, który niczym prestidigitator posługuje się językiem, czasem jak wynalazca, a czasem jak barbarzyńca. Wprowadza czytelnika w stan osłupienia, nie pozwala się nudzić i nie zapomina o zabawie. Choć tak naprawdę pod śmiechem kryje się poważna refleksja nad światem, który „wypadł z formy”, w którym człowiek stracił busolę, stał się obiektem manipulacji i ofiarą pogoni za sukcesem i przyjemnością.

Kamil Białaszek, reżyser i adaptator powieści, także nie pozwala widzowi na chwilę wytchnienia, wciąż atakuje go nowymi bodźcami, czasem może nawet ponad miarę. Nawet nie daruje przerwy, wyświetlając film, będący zapisem reklam i skeczy, wytwarzanych dla żądnej rozrywki publiczności. Zaczyna już w holu teatralnym, gdzie aktorzy w strojach tenisowych z umieszczonymi na piersiach ekranami rozdają nadchodzącym widzom tajemnicze pakuneczki z ukrytymi w nich ciasteczkami z wróżbą.

3 Trzeba mieć w sobie bezczelność ucznia zegarmistrza, który nie wiedział, jakie czekają go kłopoty i zegarek naprawił, żeby na podstawie tak rozdygotanej akcji z mrowiem postaci pozostających ze sobą w rozmaitych uwikłaniach zbudować spójny scenariusz. Nietrudno sobie wyobrazić, z jakimi kłopotami musiał się zmierzyć Kamil Białaszek, aby skonstruować całość z rozsianych fragmentów, zachowując jednocześnie klimat fragmentaryczności postrzegania świata i niepewności związków, jakie łączą bohaterów.

Samo już przebrnięcie przez homeryckie wody liczącej ponad tysiąc stron powieści zasługuje na szacunek. Młody reżyser, u progu swojej drogi zawodowej z imponującą swobodą wyprowadza z dzieła Wallace’a to, co w niej najważniejsze – krytykę słodkiego ideału amerykańskiego stylu życia, jaki charakteryzuje ze zdumiewającą trafnością jkeden z bohaterów, beznogi tajny agent z Quebecku, niejaki Marathe: „Maksimum przyjemności plus minimum przykrości równa się dobrostan”.

4 Zęby. Wszędzie zęby. Wyszczerbione. Poczerniałe od próchnicy. Sfatygowane. Nedomyte. Zanim rozpocznie się spektakl, widz wpada w objęcia monstrualnej wielkości szczęki, które tworzą horyzont sceny. Potem na poszczególnych zębach pojawiają się ekrany, a niektóre z nich okażą się drzwiami, ale na razie wrażenie, z jakim obcuje widz, mógłby opisać Hamlet: Źle się dzieje w jamie ustnej.

Jednak nie dla tego sztubackiego żartu podstawowy element scenografii stanowi już mocno zużyta szczęka, Zęby to obsesja Hala Incandenzy – nowego wcielenia Hamleta, który zmaga się z podstawowymi pytaniami dotyczącymi sensu egzystencji, Ale zmaga się też z zębami. Miewa koszmary senne, w których śni o swoich (domniemanych) spróchniałych zębach, skarży się na to matce. Prześladuje go powracający koszmar, w którym jego zęby kruszeją jak łupki. Cierpi na bóle zębów, ciągle czeka go jakaś wizyta u dentysty, albo właśnie się skończyła. Niemal cała jego rodzina ma problemy z zębami, ojciec ma słabe zęby i może dlatego wyreżyserował film „Zęby na wesoło”, Matka postukuje długopisem o zęby, a brat Mario jest homodontem – jego zęby to przedtrzonowce równej wielkości.

O zębach rozprawia się tu nieustannie, ponad 75 razy w całej powieści. Trzykrotnie częściej się mówi o stomatologii i zębach niż o sukcesie, czyli samym jądrze „american dream”.

Widok nadgniłych albo wypadniętych zębów towarzyszy opisom fizycznego wyniszczenia narkomanów, którym zażywanie Substancji paskudzi jamę ustną. Nie mówiąc o smrodzie i smaku niemytych zębów. Tak więc, zęby to sprawa śmiertelnie poważna. Ironia i głębsze znaczenie.

5 Od zębów do serca historii blisko. Białaszek z pulsującego energią dzieła Wallace’a wyłuskuje trzy główne tory narracji, które splatają pokruszone kawałki w całość. Opowiada w zarysie losy rodziny Incadenzów związanej z Enfieldzką Akademią Tenisową, towarzyszy wychodzącym z nałogu rezydentom domu przejściowego dla narkomanów Ennet House, sąsiadującego z Akademią, i podpatruje grę toczoną między asami wywiadu amerykańskiego i quebeckiego w poszukiwaniu zaginionej taśmy-matki filmu Jamesa Incandenzy „Niewyczerpany żart”. Tak uporządkowana narracja, w którą od czasu do czasu wkrada się dodatkowo jakiś zakłócający element (jak pokaz swarów w elitach władzy w teatrze kukiełkowym), wedle zamierzeń reżysera ukazuje, że „marzenie, by stać się kimś wielkim, doprowadza wielu ludzi doi upadku i ucieczki w uzależnienia i przemoc” – jak mówił w wywiadzie dla tygodnika „Przegląd”. Najwyraźniej uskromnił wymowę swojego spektaklu, który jest namiętną krytyką jałowości kapitalizmu, oferującego ludziom wyścig donikąd, ukazaną w oparach absurdu, surrealistycznych i groteskowych wyolbrzymieniach, kipiąca młodością i wolnością.

Nieprzypadkowo połowa bohaterów „Niewyczerpanego żartu” wydaje się spokrewniona z rodziną Szekspirowskiego „Hamleta”. Historia dorastającego młodego Hala, jednego z czołowych zawodników szkoły tenisowej EAT to opowieść o typowych rozterkach wieku dojrzewania, choć najwyraźniej na boku pozostaje u niego burza hormonów. Jego cierpienia budzi morderczy trening, mający zapewnić miejsce wśród najlepszych w rankingu młodych tenisistów, osładzany coraz silniejszym uzależnieniem od narkotyków, i niedostatek więzi emocjonalnych z rodziną. Fakt, że w roli Hala obsadzony został Hugo Tarres, grający z sukcesem tytułową rolę w „Hamlecie” Jana Englerta, dodatkowo podkreśla hamletyczny podtekst tej postaci. Tarres niesie ze sobą nimb Hamleta, ale przede wszystkim niebywałą energię, gaszoną od czasu poczuciem traconego czasu. Hamlet mówi pamiętne: „słowa, słowa, słowa”, komentując gadaninę Poloniusza, Hal (autystyczny?) cytuje z pamięci ogromne fragmenty Oksfordzkiego Słownika Języka Angielskiego, a więc „słowa, słowa, słowa”. Ta umiejętność Hala zostanie ukarana – w pierwszej scenie spektaklu jego przyjęcie do szkoły zostaje zatrzymane potokiem słów, a grono pedagogiczne (na scenie reprezentowane przez jednego przedstawiciela) potraktuje go jak pomyleńca.

Ojciec Hala, James Incandenza (Henryk Simon), wybitny optyk i wynalazca, założył EAT, nim wybrał drogę filmowca-amatora rewolucjonizującego formę rozrywki kartridżowej, Nakręcił dziesiątki filmów, które pasjami ogląda jego syn. Pojawia się jako duch (Duch Ojca). Sieje nie tyle zgrozę, ile wesołość, krążąc po scenie z głową z mikrofalówce, którą posłużył się jako narzędziem samobójstwa. Synowie nazywają go Jegomościem, co trafnie określa dzielący ich dystans.

6 David Foster Wallace żył krótko (1962-2008), ale intensywnie. Przygniatały go depresje, choroba dwubiegunowa i nałogi. Oprócz wielkiej powieści „Niewyczerpany żart” (1996) napisał The Broom of the System (1987) oraz nieukończoną powieść Blady Król (wyd. pośmiertne 2012, polski przekład Mikołaja Denderskiego, 2019). Po polsku ukazały się dotychczas zbiory opowiadań Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmiNiepamięć. Opowiadania, zbiór esejów Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię. Eseje i rozważania.

Uczył twórczego pisania na uniwersytecie stanowym Illinois, podobno z sukcesami i bez taryfy ulgowej. Nie wytrzymał napięć i skończył ze sobą. Nie w tak widowiskowy sposób jak ojciec Hala, ale też tragicznie. Powiesił się 12 września 2008 we własnym domu.

7 Po śmierci Jegomościa EAT formalnie prowadzi Charles Tavis, przyrodni brat matki Hala (na scenie nieobecny, a w powieści postać drugorzędna), choć tak naprawdę rządzi Avril Incandenza. Sławomira Łozińska jako wszechwładna pani dziekan porusza się z gracją, promienieje uśmiechem, zanurzona w papierach i studiach semantycznych oraz oddana cielesnym przygodom z osobnikami płci odmiennej, często o wiele lat od niej młodszymi – ze swoimi synami, nazywającymi ją Mamuś, pozostaje w stosunkach kwaśno-ciepłych.

Romans Mamuś z czołowym zawodnikiem Akademii, Johnem Waynem budzi niechęć Hala, ale przedstawia się zabawnie, bo zamiast zawodnika krąży po scenie adorujący Avril przysadzisty robot.

8 Ten pomysł Białaszka, choć zaskakujący, znajduje pełne uzasadnienie w samym charakterze powieści Wallace’a, która jest poniekąd powieścią science-fiction, a w każdym razie futurystyczną. Jej akcja toczy się (najczęściej) w Roku Pieluchomajtek Depend dla Dorosłych (taka nazwa pojawia się na ekranach), bo w obliczu rewolucji reklamowej poszczególne lata w świecie „Niewyczerpanego żartu” biorą nazwy od firm sponsorujących dany rok. Obliczenia literaturoznawców sugerują, że rok Pieluchomajtek Depend oznacza w przekładzie na kalendarz gregoriański mniej więcej rok 2018, a więc 22 lata po ukazaniu się powieści, czyli naszą współczesność. Nie była to więc przyszłość odległa, ale bardzo odmienna od tej z roku 1994: zamiast Stanów Zjednoczonych, Kanady i Meksyku powstała nowa federacja ONAN, w której USA dominowało, a Kanada stała się zbiorowiskiem toksycznych odpadów. Życie ogniskowało się wokół rozrywki kartridżowej (w naszym świecie byłyby to cdromy), co oznaczało zamieranie życia społecznego na rzecz indywidualnych uciech podpatrywaczy. Wyłomem w tym pejzażu okazały się funkcjonujące nadal kluby AA i inne koła ludzi zmagających się z uzależnieniami, a największym zagrożeniem dla egzystencji stał się wspomniany już film Incandenzy, zdolny niewolić widzów do tego stopnia, że zapominali o jedzeniu i piciu, umierając z rozkoszy. Taka to miała być przyszłość.

Myślą o przyszłości także bracia Hala – Mario i Orin. Niepełnosprawny fizycznie i umysłowo wycofany brat Mario jest Halowi naprawdę bliski, ich wieź obaj pielęgnują. Kacper Matula przekonująco ukazuje trudności, z jakimi boryka się jego bohater w porozumieniu z otoczeniem, a jednocześnie obdarzony wewnętrzną wrażliwością i inteligencją staje się kronikarzem życia Akademii. Niczym Horatio z troską obserwuje swego smutnego brata.

Jest jeszcze najstarszy z braci, Orin (Hubert Łapacz), któremu udało się opuścić szkołę tenisową i zostać wziętym futbolistą, zainteresowanym głównie uprawianiem miłości. Orin wydzwania do Hala i zamęcza tasiemcowymi rozmowami.

9 Równolegle do zdarzeń w Akademii toczy się życie w Enatt House, w którym aniołem opiekuńczym jest Don Gately (sugestywna rola Roberta Czerwińskiego), olbrzym o gołębim sercu, ale do czasu, bo pięść ma straszliwą, może nawet zabić. Gately to przeciwieństwo Hala, nie hamletyzuje, nie lituje się nad sobą, bo sobie zawdzięcza wyzwolenie i ocalenie. Próbuje zaszczepić to rezydentom Enatt House, mającym za sobą udręki uzależnienia. To tutaj odnajdzie miłość swego życia, kobietę w woalce należącą do Związku Trwale i Niewiarygodnie Oszpeconych, Joell van Dyne (Helena Wójtościszyn).

Paradoksalnie to właśnie z domu, w którym gnieżdżą się ofiary nałogów, którzy sami siebie okaleczyli, płynie jakaś pociecha, choć daleko tu do jakiegoś czułostkowego sentymentalizmu. O to, żeby życie sprawiało ból, zadbali aż nadto pisarz i reżyser.

10 Nieco powietrza do tej zagęszczonej atmosfery życiowych upadków i niepokojów przed przyszłością, która nie rysuje się różowo, wnoszą pogwarki szpiegów, Streeply’ego udającego ponętną kobietę (Bartłomiej Bobrowski) i pochodzącego z Kanady Marathe’a (Grzegorz Kwiecień) Spotykają się zwykle na jakiejś skalnej półce. Rzecz o tyle zdumiewająca, że jeden z nich, kanadyjski szpieg (kilkakrotnie odwrócony) jest beznogi, na wózku inwalidzkim i trudno sobie wyobrazić jego przeciwnikowi, jakim cudem znalazł się na takiej wysokości.

Panowie toczą dysputy na wysokim poziomie, próbują się przechytrzyć, ale co chwilę wychodzi szydło z worka, że sami nie są w stanie połapać się, w jaki sposób zdobyć film-matkę Incandenzy i uchronić ludzkość przed zbiorowym samobójstwem. Trochę przypominają klownów albo aktorów komedii dell’arte, a może grabarzy z „Hamleta”, którzy próbują dokopać się prawdy.

11 David Foster Wallace od chwili kiedy wstąpił do Amhert College, nosił sfatygowany T-shirt (lub golf), bluzę z kapturem, ciężkie buciory, zwykle rozsznurowane. Kamil Białaszek chodzi w czarnej bluzie z kapturem.

12 „Niewyczerpany żart” w lekturze i na scenie przypomina reportaż z „Titanica”. Toniemy, ale przecież jest wesoło.

Źródło:

AICT Polska
Link do źródła

Autor:

Tomasz Miłkowski

Data publikacji oryginału:

02.02.2026

Sprawdź także