Logo
Recenzje

Plądroteatr Pameli Leończyk

2.02.2026, 15:47 Wersja do druku

„Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty” Pawła Demirskiego w reż. Pameli Leończyk, w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. Pisze Jędrzej Soliński w „Odrze".

fot. Tobiasz Papuczys

Na początku była Plądrografia w Jeleniej Górze i Legnicy, teraz zawędrowała do teatru w Wałbrzychu.

Osiem lat temu w jeleniogórskim Biurze Wystaw Artystycznych prezentowano wystawę Ryszarda Woźniaka pod wymyślonym przez tegoż malarza tytułem Plądrografia. 0 jakie plądrowanie chodzi, tłumaczył sam artysta: Ktoś staje przed obrazem i robi sobie zdjęcie. Można to potem namalować i na tle tego nowego obrazu ktoś znów zrobi sobie zdjęcie i to też można namalować, tworząc nowe dzieło sztuki. Jaki mechanizm za tym stoi? Jest to [...] mechanizm zapożyczania i zawłaszczania cudzych utworów w sztuce wizualnej. Mechanizm znany zresztą co najmniej od chwili, kiedy Duchamp domalował wąsy Mona Lisie. Wielu moich kolegów stosuje ten mechanizm, ja go po prostu nazwałem. Woźniak spostrzegł, że pod pracami Stanisława Dróżdża ludzie często robią sobie zdjęcia. Zaczął więc malować obrazy odtwarzające takie sceny, w których sztuka Dróżdża staje się tłem. Ten mechanizm może prowadzić do nieskończonej multiplikacji dzieła sztuki - ktoś ogląda obraz Woźniaka, przedstawiający kogoś, kto ogląda obraz Dróżdża, i potem ta scena znajduje się na kolejnym obrazie, przed którym ktoś robi sobie zdjęcie... i tak bez końca.

Mechanizmu tego nie można jednak mylić z powtórzeniem, bowiem każde nowe dzieło, choć zawiera w sobie poprzednie, chwyta jakieś hic et nunc, do tego, co znane, dodaje szczyptę bieżącej chwili i jednocześnie pozostaje otwarte na późniejsze przetworzenia. Wspomnienie Plądrografii Woźniaka było chyba pierwszym skojarzeniem, jakie nasunęło mi się podczas wałbrzyskiej premiery spektaklu Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty Pawła Demirskiego w reżyserii Pameli Leończyk. Już sam tekst  Demirskiego to trawestacja  Wujaszka Wani Antona Czechowa, na tyle udana, że wręcz uznawana za modelową - podobno omawia się ją w szkołach teatralnych. I daleko byłoby jeszcze od istoty wspomnianej jeleniogórskiej wystawy, gdyby nie fakt, że Diamenty... przed laty wyreżyserowała Monika Strzępka i to nigdzie indziej, jak właśnie w Wałbrzychu. Trawestując ideę Woźniaka, można więc powiedzieć, że Demirski zrobił sobie zdjęcie na tle Wujaszka Wani, co odmalowała teatralnie Monika Strzępka, co z kolei stało się tłem dla nowego obrazu Pameli Leończyk.

Znając tekst Demirskiego i jego wałbrzyską historię, można było mieć obawy o co najmniej dwa aspekty nowej realizacji: po pierwsze, czy przeniesiony do roku 2025 tekst się obroni, a więc martwić się można było o Demirskiego, oraz po drugie - czy młoda reżyserka uniknie powtórzeń i udźwignie ciężar poprzedniej realizacji Moniki Strzępki, która, choć wciąż obecna w pamięci wałbrzyskiej publiczności, bądź co bądź miała miejsce ponad siedemnaście lat temu. Ta wytrzymałość Diamentów na upływ czasu w dużej mierze zależała oczywiście od drugiej kwestii, a więc Demirski w jakimś sensie pozostawał tu na łasce i niełasce talentu Leończyk.

Gdybym był Pawłem Demirskim, o talent reżyserki byłbym jednak spokojny. Dolnośląscy miłośnicy teatru mogą ją pamiętać z nagrodzonego na festiwalu PESTKA w Jeleniej Górze spektaklu Nocni pływacy (2021, Teatr Nowy Proxima). To właśnie przed czterema laty Pamela Leończyk pokazała, że mimo młodego wieku potrafi udźwignąć najcięższe tematy - w tym przypadku wykluczenia i spowodowanego nim samobójstwa - prezentując spektakl doskonały formalnie, przemyślany w każdym aspekcie i po prostu atrakcyjny dla widza. I nie inaczej było 20 grudnia 2025 roku w Wałbrzychu - Leończyk doskonale wiedziała, co i jak chce opowiedzieć, świadoma konieczności splądrowania zarówno i niejako per se Wujaszka Wani, jak i wcześniejszej realizacji Moniki Strzępki. Bolączki i niepokoje roku 2008, a więc zbyt szybko odjeżdżający pociąg ponowoczesnego i potransformacyjnego kapitalizmu, do którego nie wszyscy zdążyli (lub nie chcieli) wsiąść i musieli pozostać ze swoimi frustracjami na zapóźnionej cywilizacyjnie prowincji, zostały przez Leończyk subtelnie zmodyfikowane nie tyle o problemy roku 2025, ile do pewnego stopnia zuniwersalizowane.

Jan (czyli czechowowski Wania) Wojnicki w wykonaniu wspaniałego Rafała Kosowskiego jest nie tyle sfrustrowanym dziadersem, któremu Balcerowicz odebrał znany i wygodny - choć biedny - świat, ile figurą uniwersalną, która niezależnie od panujących tu i teraz warunków społeczno-ekonomicznych po prostu musi zaistnieć. Być może widać to właśnie poprzez kontekst wielokrotnych, poprzednich przetworzeń tej figury, a więc tytułowego Wujaszka Wani z Czechowa oraz Wojnickiego ze spektaklu Strzępki (wówczas w tej roli również doskonały Włodzimierz Dyla).

Wymachujący pistoletem i mimo determinacji zawsze chybiający celu Wojnicki jest koniecznym elementem układanki, którą przynajmniej od początku nowoczesności układamy ciągle na nowo. Bo i czekające na powrót Profesora towarzystwo, a więc Sonia (Irena Sierakowska), Tielegin (Wojciech Marek Kozak), Niania (Urszula Gryczewska) czy Astrów (Mateusz Flis) jest i zarazem nie jest takie jak u Strzępki. Bohaterowie Leończyk są bardziej anarchistami niż frustratami, jakby rola ubogich krewnych z prowincji została przez nich jakoś oswojona i jakby ten świat, zostawiony w tyle przez uosabiającego nowy, wspaniały świat nieobecnego Profesora, był już ich światem. Sfrustrowany, celujący z broni palnej Wojnicki jest zagrożeniem zarówno dla niego, jak i dla Tielegina, Soni czy Astrowa.

Tych nowych sensów Diamentów... nie przesłoniła nawet marna końcówka spektaklu, więc mimo niej warto wybrać się do Wałbrzycha, bo jeśli zna się zespół Szaniawskiego, to chyba największe wrażenie robi to, co ze świetnymi skądinąd aktorami tego teatru zrobiła reżyserka. To właśnie w tym spektaklu pełnię możliwości w roli Astrowa pokazuje Mateusz Flis, brawurowo łącząc lekkość z tragizmem. Niepodrabialny jest również Tielegin Wojciecha Marka Kozaka - nieoczywista tożsamość postaci pociągnięta konsekwentnie od początku do końca. Ponadto kapitalne Urszula Gryczewska i Irena Sierakowska i w końcu Wojnicki - Rafał Kosowski z rolą, która powinna zostać obsypana nagrodami i kto wie, czy nie będzie stanowiła nowego rozdziału w karierze tego artysty.

Tak udane przedstawienie jest zasługą również Doroty Furmaniuk (choreografia) i Magdaleny Muchy (scenografia i kostiumy). Nie wiem, czy za dekadę lub dwie jakiś nieznany jeszcze dzisiaj reżyser lub reżyserka pokażą w Wałbrzychu kolejną interpretację sztuki Demirskiego. Jeśli tak, to będą mierzyli się z bardzo trudnym zadaniem, polegającym nie tyle na zaktualizowaniu postaci Wojnickiego na potrzeby roku 2035 czy 2045, ile doskoczeniu do poziomu wyznaczonego przez Pamelę Leończyk. Bowiem mam wrażenie, że to właśnie ta reżyserka zrozumiała, że Wojnicki, jak Ordnung w pruskim wojsku, po prostu muss sein. I partykularny, i osadzony w chwili bieżącej system ekonomiczny czy społeczny nie jest kluczem do zrozumienia tej postaci. Jest nim coś innego, nieuchwytnego, co wyraził Konstandinos Kawafis w swoim słynnym wierszu Miasto (przełożył Zygmunt Kubiak): Powiedziałeś: „Pojadę do innej ziemi, nad morze inne. Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce. Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce. Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia. Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę, ruiny mego życia czarne widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił". Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza. To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją. Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach Nie ma dla ciebie okrętu - nie ufaj próżnym nadziejom - nie ma drogi w inną stronę. Jakeś swoje życie roztrwonił w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.

Tytuł oryginalny

Plądroteatr Pameli Leończyk

Źródło:

"Odra" nr 2/2026

Autor:

Jędrzej Soliński

Data publikacji oryginału:

02.02.2026

Sprawdź także