Z Justyną Czarnotą-Misztal, dyrektorką Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego, pedagożką teatru, trenerką, kuratorką i menedżerką kultury oraz Anną Galas-Kosil, kuratorką i menedżerką kultury, zastępczynią dyrektorki Instytutu Teatralnego ds. programowych, rozmawia Jan Karow w „Czasie Kultury”.
Jan Karow: Spotykamy się tuż przed Wigilią. To czterysta szesnasty dzień Waszej dyrekcji w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, która zaplanowana została na tysiąc dziewięćdziesiąt trzy dni. Powoli zbliżacie się do półmetka.
Justyna Czarnota-Misztal: W moim wyobrażeniu jestem raczej w jednej trzeciej dystansu… Ania dołączyła do mnie trzy miesiące później.
To jaka była ta pierwsza „jedna trzecia”?
J.C.M.: Mam nadzieję, że najtrudniejsze już za mną. To był czas poznawania całej instytucji – wcześniej dobrze znałam tylko pewną, specyficzną jej część. Pojawiłam się tu w listopadzie 2024 roku. Listopad w kulturze jest, jak wiadomo, trudnym miesiącem: dużo się dzieje, trzeba zamykać kończący się rok, a jednocześnie uszczegóławiać plany na kolejny (na których weryfikację jest niewiele przestrzeni). Pierwsze trzy miesiące wymagały działania w takim tempie i w takim napięciu, że dziś widzę je właściwie jako coś osobnego. Tak naprawdę dopiero teraz kończy się pierwszy rok, w którym przeszłyśmy z Instytutem Teatralnym pełen cykl: poznając instytucję, sprawdzając wiele obszarów, rozgrzebując różne sprawy i rozwiązując rozmaite problemy z przeszłości, a także docierając się z zespołem. Jestem przekonana, że dalej będzie już dużo łatwiej.
Anna Galas-Kosil: Ważnym kontekstem naszej dyrekcji jest to, że obie wcześniej tu pracowałyśmy. Chociaż ja miałam prawie ośmioletnią przerwę i kiedy w lutym 2025 roku weszłam do Instytutu, w ogóle nie miałam poczucia, że wracam w miejsce, które dobrze znam.
Tyle się zmieniło?
A.G.K.: Tak, i to nie tylko tutaj. Świat bardzo się zmienił. Kiedy odchodziłam, obowiązywał na przykład obieg dokumentów w papierze. Dziś w większości pracujemy w obiegu elektronicznym.
A co Wy chciałybyście zmienić?
A.G.K.: Wyodrębniłyśmy z Justyną trzy filary instytucji, które na tę chwilę uważamy za najważniejsze i którym chciałybyśmy poświęcić uwagę. Pierwszy to programy i konkursy, które prowadzi Instytut, drugi – Pracownia Dokumentacji Teatru, trzeci wiąże się z efektywnym wykorzystaniem narzędzi i wiedzy, którą dysponujemy. Przyszłyśmy z poczuciem, że chcemy przyjrzeć się programom i konkursom i ewentualnie zmieniać je tak, aby lepiej odpowiadały obecnej sytuacji środowiska teatralnego w Polsce. Niektóre po kolejnych edycjach były ewaluowane, inne nie, a taka ocena jest kluczem pozwalającym na wprowadzanie zmian. Zaczęłyśmy pracować nad tym, żeby programy i konkursy funkcjonowały we wzajemnych relacjach i uczyły się od siebie nawzajem. Jeśli ich zasady mogą być bardziej jasne i przejrzyste, będzie to przynosiło też korzyści ich beneficjentom.
A kim jest dla Was odbiorca działań i inicjatyw Instytutu?
J.C.M.: To bardzo szeroko rozumiane środowisko teatralne: osoby, które zajmują się teatrem instytucjonalnym, ale też teatrem niezależnym i amatorskim. Chcemy prowadzić projekty, badania, przygotowywać rekomendacje, wypracowywać standardy dla każdej z tych grup i we współpracy z ich przedstawicielkami i przedstawicielami. Jako Instytut pracujemy przede wszystkim z ludźmi teatru również po to, by mogli widzieć i świadomie budować publiczność teatralną. Choć nie jest to grupa, do której bezpośrednio adresujemy swoje działania, zależy nam na tym, by zainteresowani teatralni widzowie wiedzieli, czym zajmuje się Instytut, i kojarzyli realizowane przez nas programy.
Gdzie, przy tak szerokim spojrzeniu, jest miejsce dla Pracowni Dokumentacji Teatru?
A.G.K.: Archiwum – czyli Pracowania Dokumentacji Teatru – to perła Instytutu. Trafia tu wiele dokumentów z teatrów, a także pamiątki od osób prywatnych. Porządkujemy te zbiory oraz dygitalizujemy je, by były szeroko dostępne. Myślimy o korzystaniu z potencjału Pracowni i chcemy łączyć jej działania z praktyką naukowo-badawczą. Zależy nam na tym, żeby materiały i narzędzia Pracowni mogły stać się w jeszcze większy sposób inspiracją dla badaczy i badaczek teatru, a także innych naukowców, którzy wykraczają poza teatr albo spoza teatru do nas przychodzą. Jednym ze sposobów ich udostępniania jest Encyklopedia Teatru Polskiego, której audyt w tej chwili prowadzimy, żeby dowiedzieć się, czego potrzebują jej użytkownicy, a także w jaki sposób strategicznie planować jej dalszy rozwój. Stajemy przed różnego rodzaju wyzwaniami. Jedno z nich dotyczy możliwości korzystania ze sztucznej inteligencji, coraz częściej obecnej w naszej rzeczywistości.
Co masz na myśli, wspominając o zastosowaniu AI?
A.G.K.: Zastanawiamy się, jak korzystać z możliwości, jakie daje ta technologia, ale nie oddawać zarządzającym nią korporacjom naszych zasobów i zachować eksperckość. Jak wykorzystać to narzędzie, żeby służyło nam jako zespołowi, ale też badaczom, badaczkom i wszystkim użytkownikom. Rozważamy różne możliwości, ale nowe zadania wymagają też przygotowania sprzętowego – docelowo musimy na przykład dysponować większą i lepiej wyposażoną serwerownią. Wszystko to wymaga czasu i nakładów finansowych.
J.C.M.: Chcę podkreślić, że działamy dwutorowo. Wnikliwie przyglądamy się sytuacji i odpowiadamy na bieżące potrzeby, proponując konkretne zmiany oraz inicjatywy. Równocześnie jednak staramy się określać także cele nadrzędne, wieloletnie – bardzo zależy nam na tym, żeby były one wypracowywane wspólnie z zespołem Instytutu.
Postrzegamy instytucję jak organizm, który funkcjonuje, rozwija się i zmienia. Kiedy to dostrzegasz, zaczynasz się przyglądać jego pulsowi, sprawdzasz, jaki jest jego rytm. Ludzie, którzy tu pracują, dobrze rozumieją funkcjonowanie tego organizmu. Kiedy zaczyna się z nimi o tym rozmawiać, to wyłaniają się przestrzenie szczególnie życiodajne, w które warto inwestować czas i energię. Ważne jest to, żeby mądrze wprowadzać zmiany, które mogą dawać efekty nie na chwilę, ale na lata. To wymaga reorientacji myślenia o instytucji, ale też zmian w podejściu do sposobów pracy.
Taka zmiana to długotrwały proces, który może wymagać zaangażowania przez całą kadencję. Czy perspektywa trzech lat dyrekcji w instytucji, jaką jest Instytut Teatralny, pozwala na swobodę działania? Możecie w ogóle myśleć o realizacji projektów na dużą skalę?
J.C.M.: Jesteśmy realistkami. Staramy się nie myśleć o tym, co by było, gdybyśmy na przykład dysponowały horyzontem pięciu lat. Chcemy przekazać nasz sposób myślenia zespołowi. Zależy nam na tym, żeby ludzie, którzy tu pracują, dobrze poznali ścieżki, które im proponujemy, i mogli z nich korzystać także wtedy, kiedy nas już tu nie będzie.
A.G.K.: W kontekście strategii zarządzania dużo się teraz mówi o zarządzaniu zmianą. Jak przygotować instytucje czy organizacje do radzenia sobie ze zmianami – zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi. To projekt na dużą skalę, pozwalający na wypracowywanie długofalowej strategii, która będzie wykraczała poza kadencję, ale będzie jasna i klarowna dla osób pracujących w instytucji i przy realizowanych przez nią projektach.
Czy – w kontekście myślenia w kategoriach zmiany – Instytut Teatralny jest dzisiaj instytucją stabilnie realizującą założone cele?
J.C.M.: Dysponujemy wieloma sprawdzonymi inicjatywami i mechanizmami, których warto się trzymać, żeby zachować ciągłość i stabilność. Instytut jest wartościową instytucją z punktu widzenia polskiej kultury. Przez dwadzieścia lat funkcjonowania to miejsce było sercem środowiska. Tę opinię podziela wiele osób, nawet jeśli część z nich twierdzi, że czasem biło ono wolniej albo nie po właściwej stronie. Wiemy, że ludzie na nas patrzą, są ciekawi, co robimy, w którym kierunku pójdziemy, i mają swoje zdanie na temat tego, co powinno się tu dziać. Ta instytucja ma swój puls i swój puls ma środowisko – staramy się jakoś do siebie dostrajać.
***
Całą rozmowę można przeczytać w wolnym dostępie na stronie „Czasu Kultury”.