Logo
Recenzje

Wyobraźnia nie potrzebuje fabuły

30.06.2026, 08:26 Wersja do druku

„Wyobraź sobie…” w reż. Lukása Trpisovský’ego i Martina Kukućki (SKUTR) we Wrocławskim Teatrze Lalek. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. mat. teatru

Ocena recenzenta/tki:(7/10) – dobry

Są twórcy, którzy adaptując poezję na scenę, próbują za wszelką cenę dopisać jej historię. Budują fabularne rusztowanie, porządkują obrazy, tłumaczą metafory i zamieniają wiersze w mniej lub bardziej linearną opowieść. Czesko-słowacki duet SKUTR wybiera drogę przeciwną. W jubileuszowym spektaklu „Wyobraź sobie…” przygotowanym dla Wrocławskiego Teatru Lalek nie tyle opowiada poezję, ile próbuje odnaleźć jej sceniczny odpowiednik.

To zasadnicza różnica.

Już od pierwszych minut staje się jasne, że reżyserów nie interesuje ilustrowanie Juliana Tuwima ani budowanie sentymentalnego muzeum dziecięcej literatury. Wiersze polskiego poety, zestawione z tekstami Ivana Wernischa i Jána Sedala, stają się raczej materiałem do stworzenia autonomicznego świata rządzącego się logiką snu, zabawy i dziecięcego skojarzenia.

Najciekawsze okazuje się właśnie to, że SKUTR nie szuka wspólnego mianownika dla trzech poetów na poziomie znaczeń. Szuka go w sposobie patrzenia na rzeczywistość. Poezja staje się tutaj narzędziem odzyskiwania dziecięcej perspektywy, w której stara wanna może być równie interesująca jak człowiek, a przypadkowo usłyszane słowo uruchamia cały łańcuch fantastycznych obrazów.

Dlatego fabuła pozostaje jedynie delikatnym pretekstem. Porwana przez Babę Jagę Anusia podróżuje przez kolejne przestrzenie wyobraźni, ale jej droga nie prowadzi od punktu A do punktu B. To raczej seria spotkań, epizodów i teatralnych miniatur, które układają się w rodzaj scenicznego poematu.

Premiera odbywała się w szczególnych okolicznościach. Na widowni dominowali nie dziewięcioletni odbiorcy, do których formalnie adresowany jest spektakl, lecz ludzie teatru: dyrektorzy scen lalkowych, zaproszeni goście, przedstawiciele instytucji kultury oraz osoby związane z jubileuszem osiemdziesięciolecia Wrocławskiego Teatru Lalek. Ciekawe było obserwowanie, jak przedstawienie zbudowane wokół dziecięcej wyobraźni konfrontuje się z publicznością zawodowo zajmującą się teatrem. Na szczęście SKUTR nie próbował przypodobać się jubileuszowej gali. Zamiast efektownego widowiska okolicznościowego otrzymaliśmy spektakl konsekwentnie wierny własnej poetyce.

SKUTR od lat rozwija własny język teatralny, sytuujący się na styku teatru dramatycznego, ruchu, opery, performansu i teatru formy. We Wrocławiu ten charakterystyczny styl wybrzmiewa wyjątkowo mocno. Słowo funkcjonuje tu na równych prawach z obrazem, muzyką, światłem i choreografią. Poszczególne sceny często budowane są bardziej na rytmie niż na znaczeniu.

To zresztą jedna z najciekawszych strategii przyjętych przez twórców. Poezja nie zostaje sprowadzona do tekstu. Jej teatralny odpowiednik odnajdują oni w organizacji całego spektaklu. W rytmiczności ruchu aktorów, w powtarzalności gestów, w muzycznych frazach Petra Kalába, w zmieniających się konfiguracjach przestrzeni.

Niektóre sekwencje przypominają wręcz żywe ilustracje do mechanizmu działania wyobraźni. Obrazy pojawiają się, rozwijają, by po chwili ustąpić miejsca kolejnym. Nie zawsze prowadzą do jednoznacznych znaczeń i właśnie dzięki temu zachowują swoją poetycką naturę.

Ogromną rolę odgrywa scenografia Martina Chocholouška. Nie jest realistyczną przestrzenią ani miejscem akcji w tradycyjnym sensie. Przypomina raczej wielki skład dziecięcych wspomnień i przedmiotów wydobytych z zakamarków pamięci. Rozrzucone elementy wyposażenia, przedmioty codziennego użytku i fragmenty domowej rzeczywistości podlegają nieustannym przemianom. Raz stają się częścią zabawy, innym razem budują atmosferę tajemnicy lub lekkiego niepokoju. Scenografia nie porządkuje świata przedstawionego — ona uruchamia kolejne skojarzenia.

Podobnie działają kostiumy Simony Rybákovej. Wyraziste, niekiedy świadomie przeskalowane, czerpiące zarówno z estetyki dziecięcej zabawy, jak i baśniowej fantazji. Bohaterowie wyglądają tak, jakby zostali wyjęci z wyobraźni dziecka, które nie zna jeszcze granic między człowiekiem, zwierzęciem, zabawką i postacią z książki.

Istotnym współtwórcą spektaklu okazuje się także światło. Alicja Pietrucka buduje nim nie tylko nastrój, ale wręcz kolejne przestrzenie. Za pomocą światła scena potrafi w jednej chwili zmienić się z miejsca zabawy w przestrzeń marzenia sennego lub niepokojącej przygody. Dzięki temu przedstawienie zachowuje płynność charakterystyczną dla dziecięcej wyobraźni, w której miejsca i zdarzenia nieustannie się przeobrażają.

Na osobne uznanie zasługuje zespół aktorski. Twórcy nie proponują klasycznych ról budowanych psychologicznie. Aktorzy funkcjonują raczej jako przewodnicy po świecie wyobraźni, nieustannie zmieniając maski, funkcje i sceniczne tożsamości. Szczególnie dobrze wypadają momenty zespołowe, kiedy indywidualne postaci schodzą na dalszy plan, a najważniejszy staje się wspólnie kreowany rytm sceny.

W pamięci pozostają zwłaszcza te fragmenty, w których poezja zostaje przełożona na ruch, muzykę i działanie sceniczne. Reżyserzy najwyraźniej ufają, że nie wszystko trzeba dopowiadać. Widz nie otrzymuje gotowych interpretacji ani jasno wyznaczonych ścieżek odczytania kolejnych obrazów. Musi sam odnaleźć się w tym świecie, zaakceptować jego logikę i poddać się regułom wyobraźni.

Spektakl nie jest jednak wolny od ryzyka. SKUTR świadomie rezygnuje z wyraźnej dramaturgii na rzecz asocjacyjnej struktury. W efekcie niektóre sekwencje wydają się zbyt rozbudowane, a tempo momentami słabnie. Bywają chwile, gdy twórcy bardziej celebrują sam obraz niż wynikające z niego napięcie sceniczne.

Jednocześnie trudno uznać to za poważną wadę. „Wyobraź sobie…” nie jest przedstawieniem nastawionym na opowiadanie historii. To raczej propozycja doświadczenia pewnego stanu. Zaproszenie do świata, w którym logika ustępuje miejsca skojarzeniom, a znaczenia nie są podawane wprost.

I właśnie dlatego jubileuszowa premiera Wrocławskiego Teatru Lalek okazuje się tak trafnym wyborem. Zamiast przygotowywać okolicznościowe widowisko podsumowujące historię instytucji lub celebrujące jej przeszłość, twórcy postawili na spektakl opowiadający o wyobraźni. Trudno o bardziej trafny symbol działalności sceny, która od ośmiu dekad uczy kolejne pokolenia widzów patrzeć na świat z ciekawością i otwartością.

SKUTR pokazuje bowiem, że poezję można wystawić na scenie nie wtedy, gdy zamienia się ją w fabułę, lecz wtedy, gdy odnajduje się dla niej teatralny odpowiednik. W „Wyobraź sobie…” takim odpowiednikiem staje się teatr obrazów, rytmów, dźwięków i skojarzeń. Teatr, który nie prowadzi widza za rękę, ale zachęca go, by sam odnalazł własną drogę przez labirynt znaczeń.

Tytuł oryginalny

Wyobraźnia nie potrzebuje fabuły

Źródło:

Teatr dla Wszystkich
teatrdlawszystkich.pl
Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

30.05.2026

Sprawdź także