„Genialny pomysł” Sébastiena Castro w reż. Wojciecha Adamczyka w Teatrze Capitol w Warszawie. Pisze Robert Trębicki.
Wyobraźmy sobie, że Wasza ukochana zaczyna interesować się… kimś innym. Co robi racjonalny mężczyzna? Wpada na – nomen omen – genialny pomysł! Znajduje sobowtóra rywala i postanawia nauczyć go złych, nieakceptowalnych zachowań, by w sprytny sposób obrzydzić go swojej partnerce. Brzmi jak prosty plan na leniwe popołudnie? Otóż nic bardziej mylnego.
W paryskim mieszkaniu z każdą chwilą wychodzą na jaw kolejne tajemnice, a sytuacja szybko przeradza się w totalny farsowy bałagan. Pojawiają się sąsiadka licząca na „nieziemski” romans, brat bliźniak hydraulik, a także wyjątkowo podobny niedoszły kochanek. Nieporozumienia gonią intrygi, a sytuacja z minuty na minutę wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli. To tradycyjna francuska farsa, w której nikt nie jest tym, za kogo się podaje, nikt nie wie, o co chodzi protagoniście, a śmiech widowni niesie się od pierwszej do ostatniej minuty.
Głównym motorem napędowym tego szaleństwa jest Paweł Koślik, który w potrójnej roli Cedrica, Thomasa i Julesa dokonuje rzeczy absolutnie kaskaderskich i aktorsko znakomitych. Nie chodzi tu o proste przebieranie się – Koślik buduje trzy zupełnie odrębne, wyraziste postaci za pomocą mimiki, zmiany sposobu chodzenia czy tembru głosu. Kiedy jest na scenie, czas przestaje mieć znaczenie, a widz łapie się za brzuch ze śmiechu. Jak dla mnie, to jeden z najlepszych aktorów komediowych na warszawskich scenach.
Ten spektakl nie ujechałby na jednym, choćby nie wiem jak genialnym nazwisku, gdyby nie reszta zespołu. Paulina Holtz (Marion) i Jacek Bończyk (Arnaud) mają na scenie świetną chemię, a ich komediowe partnerstwo działa bez zarzutu. Bończyk jako zazdrosny, zagubiony, a jednocześnie przebiegły Arnaud lawiruje między powagą a groteską z rozbrajającą precyzją, a Holtz celnie odbija te komediowe piłeczki z wdziękiem i lekkością, wchodząc w pełną nieoczekiwanych zwrotów grę.
Do tego dochodzi Magdalena Wójcik w roli Catherine – fantastycznie korzystająca z fizyczności postaci i ogranych stereotypów. Jej kapitalne wyczucie komediowe i ogromna ekspresja sprawiają, że nawet najdrobniejszy gest czy spojrzenie potrafią wywołać salwy śmiechu. Wójcik buduje Catherine jako bohaterkę jednocześnie przerysowaną i zaskakująco wiarygodną, a jej sceniczna swoboda świetnie współgra z absurdem kolejnych sytuacji. Cały zespół bawi się konwencją z taką szczerością, że ich energia błyskawicznie przelewa się na widownię.
Reżyser Wojciech Adamczyk poprowadził tę farsę pewną i zdyscyplinowaną ręką. Zamiast znanej z tej sceny taniej gonitwy za gagiem dostajemy dopracowany komediowy mechanizm. Prawdziwym hitem scenograficznym autorstwa Katarzyny Adamczyk jest samo mieszkanie – dekoracja z mnóstwem tajnych przejść, drzwi, klap i schowków. To nie są zwykłe ścianki z dykty, ale prawdziwy labirynt, w którym Paweł Koślik musi wspaniale żonglować rolami, znikając w jednym miejscu, by chwilę później pojawić się w zupełnie innym wcieleniu.
Całość dopełniają wyraziste kostiumy oraz świetne tłumaczenie Barbary Grzegorzewskiej, które sprawia, że słowa takie jak „hydraulika” czy „aktor amator” nabierają nowego, teatralnego sensu.
„Genialny pomysł” w Capitolu to po prostu kapitalna, bezpretensjonalna rozrywka na najwyższym rzemieślniczym poziomie. Jeśli marzy Wam się beztroski wieczór, czysty reset, głośny śmiech i masaż przepony – idźcie śmiało.