Rozmowa z Małgorzatą Szydłowską, autorką scenografii i kostiumów oraz reżyserką światła i multimediów w spektaklu „Czekając na barbarzyńców” w Teatrze Łaźnia Nowa. Z Małgoratą Szydłowską rozmawia Małgorzata Wach.
Małgorzata Wach:Zacznijmy od obrazu, który stał się kluczem do zbudowania przestrzeni spektaklu. Mam na myśli „Tratwę Meduzy” Théodore’a Géricaulta. Na jakim etapie Twojej pracy pojawił się ten obraz?
Małgorzata Szydłowska: Kiedy zaczęłam myśleć o przestrzeni dla „Czekając na barbarzyńców”, szukałam inspiracji, która nie będzie ilustracją świata przedstawionego, ale stanie się emocjonalnym odpowiednikiem tego, o czym jest ta opowieść.
„Tratwa Meduzy” przedstawia ludzi dryfujących po morzu, bez jakiejkolwiek nadziei na ratunek. Bez względu na status społeczny i wcześniejsze role, wszyscy są zdani na ten sam „kawałek drewna” unoszący się na wodzie. Pomyślałam, że ten obraz niezwykle trafnie opisuje nie tylko sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie naszego spektaklu, ale też sytuację, w jakiej wszyscy się dzisiaj znajdujemy. Nie wiemy, jak długo wytrzyma tratwa, którą płyniemy, i co się stanie, kiedy zacznie się rozpadać. Kim się wtedy okażemy?
Akcja spektaklu dzieje się na granicy, ale na scenie nie widzimy żadnego elementu, który wskazywałby na granicę w sensie geopolitycznym.
Przestrzeń teatralna nie jest dla mnie światem opisywanym. Jest stanem. Dlatego scenografia, którą stworzyłam, jest bardziej emocjonalnym krajobrazem niż konkretnym miejscem na mapie. Można ją odczytać jako granicę państwa czy Europy, ale również jako granicę własnego lęku, sumienia i odpowiedzialności.
Kolejną inspiracją, która pomagała mi w tworzeniu tej przestrzeni, była książka Michela Houellebecqa „Mapa i terytorium”. W procesie pracy nad spektaklem zastanawiałam się, jakie mapy każdy z nas w sobie nosi? Na ile granice, których bronimy, są rzeczywiste, a na ile wynikają wyłącznie z naszych lęków i wyobrażeń. Czego tak naprawdę bronimy?
Jedną z najważniejszych figur w spektaklu jest figura „obcego”. W pracy nad spektaklem – przez jakiś czas – towarzyszył Wam Avo Buchaca Puiggener. Finalnie zdecydowaliście, że pojawi się w warstwie audio. Dlaczego?
Nie chcieliśmy, żeby widzowie utożsamiali figurę „barbarzyńcy” z konkretną twarzą, wyglądem czy kolorem skóry. Nieobecny bohater, któremu Avo użycza swojego głosu, staje się lustrem. Każdy projektuje na niego swoje własne lęki, uprzedzenia i wyobrażenia. W spektaklu nie oglądamy więc „obcego”. Oglądamy tych, którzy o nim mówią i którzy tak naprawdę go stwarzają. Każdy z widzów uruchamia swoje własne wyobrażenie.
Bohaterowie spektakluw których wcielają się: Małgorzata Gorol, Marta Zięba, Maciej Charyton i Krzysztof Zarzecki, są przekonani, że bronią świata, który znają. Każdy z nich jest jednak uwikłany w system procedur i rozkazów, które pozwalają im usprawiedliwić zło.
Właśnie dlatego ta historia jest tak niepokojąca. Nie ma w niej jednoznacznie negatywnych bohaterów. Do pewnego stopnia za taką postać może uchodzić prokurator Stoll, ale nawet on jest przekonany, że działa w słusznej sprawie, przestrzegając prawa, chroniąc porządek i „bezpieczeństwo narodowe”.
Problem pojawia się wtedy, gdy broniąc systemu, przestajemy dostrzegać człowieka, a zaczynamy widzieć kategorię: migranta, barbarzyńcę, obcego. Wtedy zło staje się nie tylko możliwe ale wręcz – społecznie i politycznie – usprawiedliwione. Tymczasem wystarczy jeden moment, by ktoś znalazł się po drugiej stronie granicy, którą sam wcześniej wyznaczał.
Ważnym elementem budującym narrację spektaklu jest kamera, która śledzi twarze aktorów. W obrazie pojawiają się jednak szumy, zakłócenia i multiplikacje, które łączą się z warstwą dźwiękową stworzoną przez Pawła Kulczyńskiego.
Interesuje mnie moment, w którym obraz zaczyna przejmować władzę nad rzeczywistością. Zbliżenia twarzy, poddane zakłóceniom i cyfrowym deformacjom, stają się bardziej sugestywne niż to, co widzimy bezpośrednio na scenie. Aktorzy dialogują z okiem kamery, zachowując czujność obserwowanego i obserwującego jednocześnie. Niezmiennie zaskakuje mnie to, że ten zapośredniczony obraz – generowany cyfrowo – jest dla niektórych bardziej wiarygodny niż własne oczy. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że dostajemy w ten sposób przetworzony obraz, podporządkowany określonej narracji.
Operator kamery – Aleksander Trafas pozostaje w spektaklu niewidoczny, podobnie jak Adrian Listwan, który realizuje – na żywo – warstwę vj-ską. Ich obecność jest ukryta, ale jednocześnie nieustannie odczuwalna. To bardzo podobny mechanizm do tego, który funkcjonuje w mediach, polityce czy języku którego używa władza. Jesteśmy obserwowani i analizowani, nawet o tym nie wiedząc.
Ten, kto kontroluje obraz, kontroluje również opowieść o rzeczywistości.
W naszym spektaklu kontrola i obserwacja nieustannie ścierają się z próbą odzyskania własnego głosu.
Jednym z najmocniejszych momentów przedstawienia jest scena, w której sędzia Miler – w którą wciela się Marta Zięba – mówi „nie”.
Mechanizm władzy oparty na hierarchii wymaga posłuszeństwa. Mówiąc „nie”, sędzia Miler pokazuje, że doszła do granicy, której nie jest w stanie moralnie przekroczyć. Nie zamierza się zasłaniać przepisami. Robi to, co podpowiada jej sumienie.
Łamiąc przy tym prawo. System, który wcześniej ją awansował, zaczyna ją odrzucać.
Ale to właśnie wtedy okazuje się, że jest wolna i gotowa ponieść konsekwencje tej wolności.
W jej sennych monologach pojawiają się fale, deszcz, refleksy światła na wodzie. To jeden z nielicznych momentów, w których do surowej rzeczywistości spektaklu wkracza natura.
Woda jest w naszym spektaklu niezwykle ważna, nie tylko w figurze tratwy, ale również w obrazach, świetle i projekcjach. Woda jest dla mnie przeciwieństwem systemu. System buduje granice, klasyfikacje i podziały, a woda nie uznaje granic. Płynie ponad nimi i pomimo nich. W snach sędzi Miler woda staje się również metaforą przemiany. To właśnie woda pozwala jej usłyszeć własny głos i zakwestionować porządek, któremu dotąd służyła.
Bohaterowie spektaklu znajdują się w zupełnie innych miejscach w hierarchii wojskowej, a mimo to wszyscy są ubrani w podobne, niczym niewyróżniające się uniformy.Kostiumy zawierają jedynie ślady mundurowości. Dlaczego?
Nie chciałam budować różnic poprzez pagony, stopnie czy oznaczenia funkcji. Znacznie bardziej interesowało mnie to, co dzieje się na twarzach bohaterów, w ich spojrzeniach, sposobie mówienia i reagowania. To emocje i sposób reakcji miały ujawniać ich pozycję, a nie elementy kostiumów. Wobec katastrofy wszyscy jesteśmy równi.
Podobną funkcję pełni w spektaklu wyreżyserowane przez Ciebie światło, które sprawia, że trudno określić czas i miejsce tej opowieści.
Podobnie jak scenografia, światło opisuje dla mnie przede wszystkim stan, a nie konkretne miejsce. Interesowało mnie stworzenie przestrzeni, w której nie jesteśmy niczego pewni. Także tego, czy zagrożenie, o którym opowiadają bohaterowie, rzeczywiście istnieje i nadchodzi, czy jest wyłącznie ich projekcją. Historia którą opowiadamy, może wydarzyć się wszędzie. Nie należy do jednego kraju, czasu, ani systemu politycznego.
W spektaklu pojawia się postać Issy – chłopca, któremu Avo Buchaca Puiggener użycza głosu. Inspiracją do stworzenia tej postaci był dla Was 24-letni Issa pochodzący z Syrii, który 13 października 2021 roku został znaleziony martwy, na granicy polsko-białoruskiej. To osadza Waszą opowieść w bardzo konkretnym miejscu i czasie.
Pracując nad spektaklem, wielokrotnie rozmawialiśmy z Bartoszem Szydłowskim o książce Mikołaja Grynberga „Jezus umarł w Polsce”. W historii Issy, którego imię w języku arabskim oznacza Jezus, jest coś symbolicznego. Człowiek, którego kultura europejska i chrześcijańska powinna przyjąć i otoczyć opieką, został odrzucony i uznany za zagrożenie.
Issa z naszego spektaklu jest chłopcem pozbawionym domu, ojca i własnego świata. Jest świadkiem przemocy i staje się ofiarą systemu, którego nie rozumie. Dlatego przez cały spektakl na scenie jest obecna folia termiczna, która stała się w Polsce i Europie symbolem kryzysu humanitarnego. Nie opowiadamy jednak wyłącznie o problemie uchodźczym. To opowieść o nas wszystkich i przypomnienie, że wobec katastrof, które tworzymy – wojen, kryzysów, wykluczenia i przemocy – jesteśmy od siebie znacznie bardziej zależni, niż jesteśmy gotowi przyznać.
Jest jakiś fragment spektaklu, który jest Ci szczególnie bliski?
Bardzo często wraca do mnie zdanie: „Jesteś tutaj nielegalnie”.
To pozornie proste słowa, które kryją w sobie przemoc. Przypominają, jak krucha jest granica między człowiekiem, któremu przysługują wszystkie prawa, a tym, któremu można je odebrać. Czasem wystarczy jedna decyzja urzędnika, polityczna narracja albo społeczny lęk, żeby patrząc komuś w twarz, można było powiedzieć: „Jesteś tutaj nielegalnie”. Właśnie dlatego opowiadamy tę historię. Nie po to, żeby mówić o barbarzyńcach, ale żeby przypomnieć, że wszyscy płyniemy na tej samej tratwie. I że prędzej czy później każdy z nas może znaleźć się po tej stronie granicy, po której dzisiaj widzi „innego”.
Małgorzata Szydłowska – scenografka, wicedyrektorka Teatru Łaźnia Nowa ds. produkcji teatralnych. Absolwentka Wydziału Scenografii Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie oraz wykładowczyni tej uczelni. Zaprojektowała scenografię i kostiumy do kilkudziesięciu spektakli wystawianych w teatrach dramatycznych, operowych i muzycznych w Polsce oraz za granicą. Wspólnie z Bartoszem Szydłowskim stworzyła w Krakowie trzy ośrodki kultury: Teatr Łaźnia, Teatr Łaźnia Nowa oraz Dom Utopii – Międzynarodowe Centrum Empatii. W spektaklu „Czekając na barbarzyńców” jest autorką scenografii i kostiumów oraz reżyserką światła i oprawy multimedialnej.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obraz „Tratwa Meduzy” Théodore’a Géricaulta przedstawia prawdziwą katastrofę francuskiej fregaty Méduse, która rozbiła się 2 lipca 1816 roku u wybrzeży dzisiejszej Mauretanii. Statek wszedł na mieliznę głównie z powodu niekompetencji kapitana, mianowanego politycznie po restauracji monarchii, mimo że od lat nie dowodził okrętem. Brak szalup ratunkowych sprawił, że 147 osób umieszczono na prowizorycznej tratwie, którą początkowo holowały łodzie ratunkowe, ale dość szybko ją odcięto. Tratwa dryfowała po morzu przez 13 dni. Panował na niej głód, pragnienie, chaos i przemoc. Dochodziło do zabójstw i aktów kanibalizmu. Kiedy w końcu nadeszła pomoc, spośród 147 osób na tratwie zostało tylko 15, z których część zmarła wkrótce po uratowaniu. Katastrofa stała się ogromnym skandalem politycznym we Francji, a obraz Géricaulta jednym z najważniejszych wizualnych oskarżeń systemu, który doprowadził do tragedii.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Reżyseria: Bartosz Szydłowski
Scenariusz: Łukasz Drewniak, Krzysztof Szekalski
Scenografia, kostiumy, reżyseria światła i multimedia: Małgorzata Szydłowska
Muzyka na żywo: Paweł Kulczyński
Wizualizacje multimedialne: Adrian Listwan
Operator kamery: Aleksander Trafas
Inspicjentka: Jurgita Zaikauskas