„Zagubiony chłopiec” Artura Pałygi w reż. Konrada Dworakowskiego w Teatrze Lalek Banialuka im. Jerzego Zitzmana w Bielsku-Białej. Pisze Dominik Gac, przewodniczący Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Sztuki Współczesnej.
Piękne obrazy. Dużo to, czy mało? Polski teatr, zwłaszcza ten dla młodszego widza, często rozczarowuje, jeśli chodzi o estetykę. Bywa bałaganiarski i rozkrzyczany. Robiony na chybcika i z tego, co pod ręką. W przypadkach zamachu na tak zwane wielkie widowisko najczęściej osiada na niedofinansowanym kiczu i przestarzałych multimediach. Zagubiony chłopiec w bielsko-bialskim Teatrze Lalek Banialuka to chlubny wyjątek. Scenografka Marika Wojciechowska, wykorzystując proste środki (centralnym elementem na niemal pustej scenie jest otwarty na publiczność kubik, w którego tylnej ścianie wycięto okrągły otwór, a krawędzie podświetlono ledami), zakomponowała przestrzeń, w której mieści się wiele światów. A to właśnie takiej przestrzeni potrzeba do wystawienia sztuki Artura Pałygi o zejściu w głąb – sieci, wirtualnej rzeczywistości, ale przede wszystkim w głąb siebie.
Tę prowadzoną według klasycznych baśniowych receptur podróż odbywa Chłopiec (Martyna Gajak-Grzeszczyk). Rusza on na pomoc wciągniętemu przez grę komputerową Starszemu Bratu (Maciej Jabłonowski), którego w normalnym świecie zastąpił jego klon. Reżyser Konrad Dworakowski nie tylko umiejętnie obraca wspomniany kubik i ustawia w nim i obok niego swoiste żywe rzeźby z aktorów ubranych w cieliste, zasłaniające twarze kostiumy, co ma podkreślać wielość i anonimowość bytów istniejących w sieci. Nie tylko komponuje rzadkiej urody stop-klatki, jak choćby ta z lewitującym Rybakiem (Włodzimierz Pohl), ale też dzięki projekcjom multimedialnym (Rami Shaya) uruchamia sugestywnie scyfryzowany świat niejasnych algorytmów. Labirynt, w którym łatwo się zgubić, a droga do wyjścia wiedzie przez centrum – znajdujące się gdzieś na samym dnie. Przechodzimy do niego zaliczając kolejne levele gry, której fabuła i reguły pozostają jednak niejasne, a sam tryb rozdziałów po pewnym czasie zaczyna nużyć.
Bielscy widzowie mogą się w tej historii poczuć znajomo, bo bardzo podobną wędrówkę odbywali w przedstawieniu Sajlen disko – na podstawie innego dramatu Pałygi, który wystawił w Banialuce Paweł Chomczyk. Spektakl Dworakowskiego zdaje się bardziej zdyscyplinowany, a sam dramat klarowniejszy. Ale i tu, i tu wirtualna rzeczywistość przedstawiona jest jako coś niebezpiecznego. Tę atmosferę w Zagubionym chłopcu podkreśla także cokolwiek mroczna (ale chwilami niebezpiecznie ckliwa) muzyka Piotra Klimka. Generalnie jest jednak ciemno, siwo od dymu i niepokojąco. Trochę się w tym gubi obecny w tekście humor, którego głównymi nośnikami są dwaj wojownicy nindża: Szuriken (Ziemowit Ptaszowski) i Szuko (Radosław Sadowski). Świat gry, do której trafia Chłopiec, jest jednocześnie wyalienowanym Nigdzie i zniekształconym odbiciem rzeczywistości, w której trwa wojna. Gdzieś w oddali, ale nie na tyle daleko, aby można było ją zlekceważyć.
Jeśli komuś nie w smak charakterystyczny poetycki styl autora, będzie się na Zagubionego chłopca irytował. Ja akurat ten rodzaj pisania lubię. Dworakowski chyba też, ale mimo to miałem poczucie, że opowieść przecieka przez palce. Zawieszałem się na stronie plastycznej, doceniając pomysły animacyjne (wspaniałe rybo-czaszki!), ale brakowało mi żwawszej dramaturgii. Więcej zaskoczenia, mniej kontemplacji – chciałoby się zawołać. To przecież przygodowa historia dla młodzieży. I to tej dzisiejszej, która jest – jak to się mówi – digital native. To znaczy: przebodźcowana i zblazowana. Trudno ją czymś zachwycić, a już na pewno nie teatralną imitacją wirtualnego świata, który to świat na pewno zna znacznie lepiej niż takie stare dziady jak Pałyga, Dworakowski czy ja sam. Świadomość dysproporcji doświadczenia prowadzi do pytania o sens tego rodzaju teatralnych przestróg przed Internetem. Bo jest przedstawienie w Banialuce rodzajem ostrzeżenia.
Prapremiera Zagubionego chłopca miała miejsce w 2018 roku w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora. Spektakl w reżyserii Pawła Passiniego odniósł ogromny sukces. W szeregu nagród znalazło się również Grand Prix 24. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Ale już wtedy można było mieć wątpliwości, czy utrzymana w katastroficzno-narkotycznym tonie opowieść o zgubnych skutkach klikania w komputer rzeczywiście odpowiada rzeczywistości? Czy młodzi ludzie potrzebują ostrzeżeń, aby nie przechodzić na drugą stronę ekranu i wylogować się do życia? – by przypomnieć hasło niegdysiejszej kampanii społecznej. Czy my, dorośli, nie powinniśmy koncentrować się na tym, aby dać im narzędzia do odpowiedzialnego korzystania z dobrodziejstw technologii, których to dobrodziejstw i tak nie sposób uniknąć?
Pałyga i Dworakowski do pewnego stopnia próbują takiego niuansowania. Wirtualna przestrzeń jest w Zagubionym chłopcu przede wszystkim metaforą samotności, w którą możemy popaść izolując się od rówieśników i zaniedbując relacje. Ale przecież wiele z tych znajomości opiera się dziś właśnie na kontakcie za pośrednictwem sieci. Wspólne granie on-line, internetowe czaty, media społecznościowe, wszystko to bywa toksyczne i niebezpieczne. Zgoda. Od dopaminowych pętli można się uzależnić również w dorosłym wieku. Ale równie dobrze można za pomocą tych narzędzi pielęgnować i nawiązywać znajomości, spędzać wspólnie miły czas w wartościowy sposób. Sieć nie jest prostym negatywem realu. A i sam real nie jest przecież arkadią. I nie chodzi tylko o wojnę. Samotni możemy być także na podwórku, szkolnym korytarzu i we własnym domu. Natomiast bez wątpienia warto przypominać, że obsługa Internetu wymaga ograniczonego zaufania. Ucieleśnieniem sieci jest w Zagubionym chłopcu Pajęczyca (Lucyna Sypniewska), która „lubi obiecywać i wydaje się jej, że może wszystko. Że ta jej sieć zna wszystkie tajemnice” – mówi Księżniczka Wojowniczka (Łucja Helena Mucha). Ale tak nie jest. Sieć często kłamie i zwodzi na manowce. Niekiedy trzeba się przez nią przedzierać z wielkim wysiłkiem.
Musi to robić także Chłopiec, który ratując brata, dociera do final bossa, czyli Króla Czaszek. Oto jego Starszy Brat. Tak działa ten dziwny świat – podpowiada Pałyga – nie tyle nas unicestwia, ile przeciąga na swoją stronę. Stajemy się jego agentami i mimowolnie zaczynamy rekrutować kolejnych nieszczęśników. Karmimy negatywne emocje, które stopniowo przejmują nad nami kontrolę. Tracimy umiejętność zawiązywania innych relacji niż te oparte na agresji lub manipulacji. Co w zamian? Recepta jest bardzo prosta i trudna zarazem, jak to w baśni. Musimy zawiązywać relacje oparte na dzieleniu się dobrem. Można zacząć od domowników.