Z Dawidem Chybalskim – współtwórcą Sceny Metro i fundatorem Fundacji Nieco Kultury, oraz z Darią Stawrowską ze Sceny Metro – rozmawia Beata Kośmider w Teatrze dla Wszystkich.
Beata Kośmider:
Scena Metro to inicjatywa Fundacji Nieco Kultury. Jaki jest zakres działań fundacji na polu teatru?
Dawid Chybalski:
Produkujemy spektakle teatralne. W ofercie mamy wiele różnych spektakli wyjazdowych. Gramy między innymi w Teatrze Capitol w Warszawie bajkę mojego autorstwa „Palce lizać, czyli wybuchowy deser!”.
B.K.:
A skąd pomysł na stworzenie sceny w metrze? Czy coś was do tego zainspirowało, czy po prostu wpadliście na taki pomysł?
D.Ch.:
Pomysł na stworzenie tej sceny akurat w metrze był przypadkowy. Dopiero zainteresowanie wokół tego tematu sprawiło, że uświadomiliśmy sobie, iż to nietypowe miejsce. Po prostu szukaliśmy przestrzeni, w której moglibyśmy odbywać próby naszych spektakli.
B.K.:
Czyli tak naprawdę szukaliście przestrzeni na wasze potrzeby?
D.Ch.:
Tak, choć plany zmieniają się jak w kalejdoskopie i wiele dzieje się przypadkiem. Kamil Obara – prezes fundacji – przyszedł do biura z pomysłem, dosłownie z żarówką świecącą nad głową (śmiech) – i powiedział, że przejeżdżał przez Bródno, widział wielki, pusty lokal i zaproponował, by spróbować otworzyć scenę w metrze. Na początku nie planowaliśmy takiego rozgłosu – miała to być bardziej sala prób dla zaprzyjaźnionych twórców. Były również plany urządzenia studia nagrań czy miejsca na próby taneczne. Życie weryfikuje plany – wizja zmieniła się w przeciągu tygodnia.
B.K.:
To dlatego, że było zainteresowanie tym miejscem?
D.Ch.:
Tak. Umieściliśmy szyld „Scena Metro” i jeden z portali internetowych napisał, że powstaje teatr w metrze. Rzeczywiście, pomyśleliśmy, że jeszcze takiego miejsca nie było, więc postanowiliśmy być otwarci na ludzi i nieco zmodyfikować nasze plany. Wokół miejsca zrobił się rozgłos i przyszli do nas twórcy, którzy chcą z nami współpracować i rozwijać się.
B.K.:
A czy lokalizacja właśnie w tej części Warszawy miała dla was znaczenie?
D.Ch.:
Nie, ale lokalizacja w metrze – to było świetne. Jesteśmy blisko ludzi, co stwarza łatwy dostęp do kultury.
B.K.:
Otwarcie Sceny Metro przypada na Międzynarodowy Dzień Teatru. Domyślam się, że data nie jest przypadkowa.
D.Ch.:
Nie, celowaliśmy w tę datę.
B.K.:
Ile czasu zajęła wam realizacja – od pomysłu do dziś?
D.Ch.:
Pomysł zrodził się w październiku.
B.K.:
2024 roku?
D.Ch.:
Tak. W listopadzie był konkurs na lokal, który wygraliśmy, a dokładnie 7 stycznia – gdy padał ogromny śnieg – przyjechał do nas o trzeciej w nocy tir z kratownicami i krzesłami. Brodząc w śniegu, wnosiliśmy sprzęt po schodach, bo w ciągu dnia, windą, nie dało się tego zrobić. Pomału, najpierw kilka dni w tygodniu, potem już od rana do wieczora – i wszystko nabierało kształtu. Miałem pewną wizję tego lokalu. Na początku planowaliśmy lamelki na ścianach, ale potem zdecydowaliśmy, że postawimy na materiał – choć pojawił się problem, że materiał musi być trudnopalny. Metodą prób i błędów dochodziliśmy do tego, co widzicie dzisiaj.
B.K.:
Czyli efekt końcowy nie jest w pełni zgodny z waszą pierwotną wizją?
D.Ch.:
Dokładnie. Nie mieliśmy architekta – był tylko pomysł, idea, by stworzyć miejsce praktyczne i dostępne, a jednocześnie wyróżniające się wyglądem. W korytarzu, gdzie panuje jasność i pęd ludzi, chcieliśmy, by ktoś zajrzał w okna i zauważył coś ciekawego, coś innego – jak wejście do bajkowego, kulturalnego świata.
B.K.:
Scenę Metro otworzyła fundacja. Mówisz, że jest to miejsce niekomercyjne. Ale skąd pochodzą środki na tę działalność? Czy macie partnerów lub sponsorów? A może wspiera was miasto, dzielnica?
D.Ch.:
Nie. Nie mamy żadnych dotacji. To całkowicie nasza inicjatywa, finansowana z własnych środków. Będziemy współtworzyć wydarzenia, bo sami jesteśmy artystami i lubimy tworzyć fajne rzeczy. Promocję miejsca i twórców będziemy realizować własnymi siłami – zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy znajdą tu przestrzeń do działania.
B.K.:
Interesuje mnie, z kim zamierzacie współpracować. Czy w repertuarze chcielibyście obrać konkretny kierunek, czy raczej jesteście otwarci na różnorodne inicjatywy?
D.Ch.:
Nie chcemy zamykać się w żadnych ramach. Jesteśmy otwarci na różnorodność – to nie jest miejsce „pod krawatem”. Oczywiście, wiele zależy od konkretnego spektaklu. Rano można zagrać świetną bajkę pełną śmiechu, a wieczorem bolesny dramat. Nasza przestrzeń i scena mają być uniwersalne. Będą spektakle familijne, komedie, dramaty, a także koncerty i recitale.
B.K.:
A także eventy?
D.Ch.:
Tak, ale głównie jako przestrzeń dla fundacji i stowarzyszeń, które chcą zorganizować np. galę lub podsumowanie projektu.
B.K.:
Zamierzacie również tworzyć własne produkcje?
D.Ch.:
Oczywiście! Trochę się martwię, że nie będzie czasu na moje produkcje (śmiech), ale mam pełną szufladę scenariuszy, które jeszcze nie zostały zrealizowane lub chcę zrealizować w najbliższym czasie.
B.K.:
Czyli pomysły są.
D.Ch.:
Pomysły są. Dla mnie to głównie repertuar familijny, dziecięcy – z tego nurtu się wywodzę, i właśnie takie spektakle będę tu tworzył.
B.K.:
Dzisiaj pierwszy spektakl to spektakl dla dzieci z przedszkola. Czy traktować to jako sygnał, że jesteście otwarci na współpracę z okolicznymi przedszkolami i szkołami? Na Targówku, w tym także w jego części Bródno, mieszka dużo dzieci.
D.Ch.:
Jak najbardziej. To, że dziś rano przyszło do nas przedszkole, też było przypadkowe – pani przedszkolanka zadzwoniła do biura i zapytała:
– Słyszałam, że otwieracie teatr 27 marca. Czy mogę przyjść z dziećmi, żeby pokazać im teatr?
– Oczywiście! A może bajkę zaproponujemy?
– A, to świetnie!
I tak się stało. Współpracujemy także ze Sceną Elffów, która dzisiaj wystąpiła ze spektaklem „Tajemniczy kredens”.
B.K.:
Pro bono – w ramach promocji na otwarcie sceny, tak?
D.Ch.:
Tak, to rodzaj promocji. Ja osobiście nie przepadam za rozmowami o pieniądzach i związanymi z nimi problemami, bo pieniądze też potrafią dzielić i kłócić.
B.K.:
Jednak z czegoś trzeba się utrzymać. Scena Metro ma 70 miejsc. Jak będą się kształtować ceny biletów?
D.Ch.:
Ceny wahają się od 30 zł do 80 zł, w zależności od wydarzenia. Organizujemy też bezpłatne wydarzenia – staramy się o dwa takie wydarzenia w miesiącu. Myślimy również o biletach senioralnych, które miałyby być tańsze lub darmowe. Nie chcemy tu zarabiać – chodzi o to, żeby to miejsce tętniło życiem. Nasza idea może się zmienić, ale na razie wszystko idzie w dobrym kierunku.
B.K.:
Rozumiem, że macie taki fundacyjny mindset.
D.Ch.:
Skupiamy się głównie na zabawie i realizowaniu marzeń. Oczywiście fajnie byłoby, gdyby to miejsce samo się finansowało w przyszłości, a już teraz bilety się sprzedają, więc jesteśmy dobrej myśli, że to się uda (śmiech).
B.K.:
Co zobaczymy w nadchodzącym repertuarze?
D.Ch.:
Przygotowujemy monodram „Matulka” – nowoczesną interpretację Romea i Julii Szekspira, która bardzo mnie ciekawi. Poza tym, pojawi się dramat „Osmędeusze” Teatru Pijana Sypialnia, „Komediowe Improwizowane Muzyczne Show” – czyli tworzenie hitów na poczekaniu, gdzie widzowie decydują o treści piosenki oraz cykl „Impro z metra”, bo zgłosiło się wiele grup improwizatorskich. Będzie to cykl różnego kalibru improwizacji – od heistów, czyli nawiązujących do filmów gangsterskich i kryminalnych, po wodewile oraz muzyczne komedie improwizowane. Dodatkowo, 27 kwietnia mamy premierę spektaklu „Pamiętnik Pani Hanki” Teatru Drugi Obieg – świetna grupa twórców, która szukała miejsca na premierę i znalazła je u nas. Będzie też Joanna Moro z recitalem interaktywnym „Ja z podróży”. Kiedy weszła do tego miejsca, od razu się w nim zakochała – powiedziała, że chce u nas zaśpiewać i poznać publiczność. W maju planujemy kolejny monodram – „Jordan Fundacji Feta Beaty Kawki”, bolesny monolog osamotnionej dziewczyny.
Choć w tym repertuarze nie ma jeszcze spektakli przedszkolno-szkolnych, w maju planujemy również produkcje dedykowane placówkom edukacyjnym – wysłaliśmy już oferty do przedszkoli i szkół. Na przykład spektakl „Dziewczyna z aloesem” – świetna grupa twórców stworzyła spektakl profilaktyczny, przeciwko chorobom naszych czasów: od uzależnienia od telefonów, gier komputerowych, po anoreksję i bulimię. Temat jest drażliwy, ale przedstawiony w ciekawy sposób, z historią i piosenkami. Oprócz tego pojawią się bajeczki: „Cudny dzień”, „Kosmiczna przygoda”. To są multimedialne pozycje, które u nas na pewno się sprawdzą – mamy rzutnik i ekran. Bardzo cenię ten bliski kontakt aktora z widzem oraz wymianę energii.
B.K.:
Obserwować Scenę Metro w mediach społecznościowych?
D.Ch.:
Zapraszamy! Jesteśmy na Facebooku, Instagramie, YouTubie i TikToku. Mamy również stronę internetową www.scenametro.pl.
Beata Kośmider:
Czym będziesz się zajmować w Scenie Metro?
Daria Stawrowska:
Będę zajmować się kontaktami z artystami oraz pilnowaniem kalendarza wydarzeń.
B.K.:
Super. Jak tutaj trafiłaś?
D.S.:
To było tak, że – jako osoba poruszająca się na wózku – długo szukałam pracy. Nie jest to łatwe. Głównie trafiałam na różne staże, ale zawsze obecny był w moim życiu świat artystyczny. Śpiewam od najmłodszych lat, później pojawiły się musicale, występowałam na festiwalach dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej. Z czasem trochę się od tego oddzieliłam, myśląc, że muszę zająć się czymś innym.
Gdy kończyłam staż, ktoś do mnie napisał: „Daria, jest fajna oferta dla Ciebie, w której się odnajdziesz”. Koleżanka, która nie jest z Warszawy, wspomniała o ofercie w stolicy. Pomyślałam: pewnie znowu coś mało interesującego, ale postanowiłam sprawdzić. Pierwsze, co mi się skojarzyło ze Sceną Metro, to fakt, że Józefowicz coś wymyślił – jednak czytając ogłoszenie, dowiedziałam się, że chodzi o nową przestrzeń i teatr w metrze. Cały czas kojarzyłam sobie musical „Metro”, bo w słowach piosenki „Wieży Babel” śpiewa się: „w podziemiach metra potrafimy dotknąć gwiazd”.
B.K.:
Masz rację.
D.S.:
Pamiętam, że gdy przyjechałam, przestrzeń była surowa – wszystkie rusztowania leżały. Siedzieliśmy w rogu, a Kamil tłumaczył mi, co się tu będzie działo i jak mam się na to zapatrzyć. Powiedziałam sobie, że bardzo mi się to podoba i chcę być częścią tego projektu. Nigdy bym nie przypuszczała, że zainteresowania, które towarzyszyły mi przez tyle lat, uda mi się zamienić w zawód wykonywany z pasją. Ciągle nie mogę w to uwierzyć – pracuję w teatrze.
B.K.:
To się dzieje naprawdę.
D.S.:
Tak – pracuję w teatrze. Nikt nie zaprzeczy, że tak jest. Czuję, że jestem częścią czegoś ważnego, naprawdę super projektu, i mam nadzieję, że to potrwa.
B.K.:
Trzymam za was kciuki. Na pewno będę was obserwować i zaglądać do was.
D.S.:
Naprawdę myślę, że warto.