Logo
Magazyn

W głowie się nie mieści

30.06.2026, 08:51 Wersja do druku

Jubileuszowy Festiwal im Piotra Machalicy rozpoczęły m.in. „Separatka” w reż. Joanny Szczepkowskiej oraz recital wypełniony piosenkami Leonarda Cohena zaśpiewanymi przez Artura Żmijewskiego i jego zespół. Przed nami jeszcze wiele teatralnych i muzycznych doznań. Artystyczne święto jest okazją do upamiętnienia nieobecnych, bo tegoroczna edycja ma drugą, nieśmiertelną bohaterkę – Magdę Umer.

fot. mat. teatru

W tym roku festiwal, któremu patronuje zmarły w 2020 r., aktor i wieloletni dyrektor artystyczny częstochowskiego teatru, trwa cztery dni. Termin – jak zawsze – przypada na koniec czerwca, czyli czas, w którym Piotr Machalica, hucznie świętował swoje imieniny.

A ponieważ edycja to piąta w programie znalazło się ponad 20 propozycji organizowanych w pięciu lokalizacjach. Do listy dołączyło osławione piosenką IV LO im. Henryka Sienkiewicza. To tam 25 czerwca, przed południem, warsztatami dla młodzieży „W głowie się nie mieści”, rozpoczęło się jubileuszowe wydarzenie.

Magda Umer w obiektywie

Oficjalna inauguracja przypadła nieco później. W Klubie Politechnik zaplanowano z tej okazji wernisaż wystawy fotografii Martyny Niećko, która co roku dokumentuje częstochowski festiwal. Na zdjęciach Magda Umer, którą pożegnaliśmy w grudniu ubiegłego roku. Artystka od lat przyjaźniła się z patronem wydarzenia i jego żoną, Aleksandrą Sosnowską-Machalicą (która wraz bliskimi osobami organizuje festiwal), ale też co roku przyjeżdżała do Częstochowy pierwsza i wyjeżdżała ostatnia. Uczestniczyła w wydarzeniach i jako gwiazda, i jako publiczność, reżyserowała i prowadziła koncerty galowe, współtworzyła program, ale także chętnie spotykała się i rozmawiała z widzami.

Wernisaż otworzył poeta i malarz Jan Wołek. Było to dosyć symboliczne, bo gdy podczas trzeciego z festiwali artysta prezentował swoje malarstwo w Konduktorowni, to właśnie Magda Umer inaugurowała wydarzenie. Znali się od lat. To Wołek rok temu wręczał piosenkarce festiwalową nagrodę (jak podkreślano, była to jedna z tych sytuacji, gdy można było zobaczyć „wzruszonego Wołka”). Przy okazji wystawy zdradził kilka anegdot związanych z przyjaciółką (m.in. o „paleniu” przez nią dowcipów), więcej opowie z pewnością podczas spotkania z cyklu „Nieśmiertelni”, które tym razem – podobnie jak koncert finałowy – poświęcone będzie pamięci Umer.

Sama fotografka ukazała Umer na scenie, wśród przyjaciół, ale i zakulisowo. Niećko mówiła o cieple, wrażliwości artystki, ale i wspomnieniach, które je związały. Na koniec powiedziała też, że pewnie każdy z tu zebranych ma jakieś inne. Dotyczyło to z pewnością organizatorów i artystów festiwalu, ale ja – podziwiając Magdę Umer tylko z daleka – także mam wobec niej różne „długi”. To na wyreżyserowanych przez nią „Zielono mi” i „Białej bluzce” poznawałam to, czego do dziś szukam i cenię na scenie i ekranie, a na prowadzonych przez nią „Rozmowach o zmierzchu i świcie”, podpatrywałam, jak można uprawiać zawód dziennikarza.

Stawiając na „Separatkę”

Po wernisażu już nie było tak „prosto”. Rozpoczęły się coroczne dylematy, które z wydarzeń wybrać, bo ich godziny się pokrywały. W „Politechniku” Artur Żmijewski ze swoim zespołem śpiewał piosenki Leonarda Cohena, w Miejskiej Galerii Sztuki występowali Nula Stankiewicz i Włodzimierz Nahorny, a w IV LO – Paweł Stankiewicz. Tych artystów miałam już okazję podziwiać „na żywo”. Wybrałam więc spektakl „Separatka” w Teatrze im. Mickiewicza. Napisała go, wyreżyserowała i zagrała Martę Joanna Szczepkowska, którą cenię, ale nigdy nie miałam możliwości, by ją oklaskiwać. Partnerowała jej – jako Alina - Dorota Landowska, która rok temu wystąpiła na festiwalu z monodramem (bardzo dobrym) „Styjeńska. Let’s dance Zofia”. To wystarczyło za rekomendację.

Jakie to było dobre! Podobne, niekończące się niemal oklaski nagradzały na festiwalu chyba wyłącznie Krystynę Jandę. „Separatka” trwa dwie godziny, nie ma przerwy, a na scenie mamy tylko roletę w tle i szpitalne łóżko (z tych nie najładniejszych). Szczepkowska i Landowska grają tak, że trudno od nich oderwać wzrok. Tekst jest dowcipny, ale też gorzki, punktuje polską rzeczywistość, podziały, polityczne konflikty, uprzedzenia, stereotypy. Dramaturżka i reżyserka nie ukrywa swojego światopoglądu i wiele jej przemyśleń trafiło na scenę.

Alina jest konserwatywna, bardzo religijna, skupiona na rodzinie, Marta jest astrofizyczką, pisze doktorat o galaktykach (pełny tytuł jest dla mnie nie do powtórzenia), nie wierzy w żadnego z bogów, jest weganką, ma się za osobę o otwartym umyśle i światłych poglądach. Pierwsza nazywa drugą „chamką z doktoratem”, odwzajemnieniem tej obelgi jest „idiotka z królewskim rodowodem”. Granice tego, która reprezentuje „ciemnogród”, zaczną się szybko zacierać. Zaskoczeń nie zabraknie i okaże się, że obie pacjentki łączy więcej niż psy o nietoperzowatym wyglądzie.

A wszystko to, przez tytułową separatkę, która miała być „jedynką z telewizorem”, w której miały w komfortowych warunkach czekać na poważną operację…

Aktorstwo obu artystek jest znakomite, ale podobnych zachwytów, jak te nad talentem Joanny Szczepkowskiej, dawno nie zaznałam. Na scenie wystąpiła w wersji „sauté”, grała tak prawdziwie, naturalnie, że właściwie wydawało się, że nie gra w ogóle, a jest Martą. Mistrzostwo godne najdłuższych owacji!

Ci, których już nie ma

Przed nami jeszcze trzy festiwalowe dni. Koncerty, spektakle, spotkania… Wśród gości m.in. Artur Andrus, Artur Barciś, Anna Dymna, Aleksander Machalica, Agata Passent, Piotr Polk, Janusz Strobel, Agata Tuszyńska, Cezary Żak, Katarzyna Żak… A to tylko kilka nazwisk z naprawdę długiej listy.

I to spotkanie ze sztuką, z artystami, którzy w Częstochowie goszczą rzadko, bądź za sprawą festiwalu odwiedzają ją po raz pierwszy, cieszy. Ale jak podkreśla – Aleksandra Sosnowska-Machalica – nadal jest nam smutno, bo tych, którzy mogli zrobić jeszcze wiele pięknych, ważnych rzeczy, już z nami nie ma.

A mnie od poprzedniej edycji festiwal kojarzył się będzie z innym z Nieobecnych. Nasz kolega z CGK, grafik, fotograf, a ostatnio też i nauczyciel - Adam Markowski, zmarł niespodziewanie rok temu. Drugiego dnia wydarzenia, który przypadł na 27 czerwca. Tę przerażającą wiadomość powtarzaliśmy sobie od rana, niedowierzając…

Padła ona również na festiwalu. Mediatorka Agata Wierny poprzedziła nią panel dyskusyjny „W głowie się nie mieści” (jedną z prelegentem była również Magda Umer). Trudno o bardziej trafne słowa niż ten tytuł, bo do dziś to, że Adama z nami już nie ma, nie może pomieścić się w wielu głowach.

26 czerwca (dzień przed rocznicą śmierci Adama) dyskusja doczeka się kontynuacji. Tym razem spotkanie ma podtytuł „Odporność psychiczna rodzi się z relacji”. Obok wspomnianych już Wierny, Stankiewicz i Landowskiej, o problemach świata dorosłych opowiadać będą m.in. aktorka Emilia Krakowska i pisarka Monika Tadra.

Tytuł oryginalny

W głowie się nie mieści

Źródło:

www.cgk.czestochowa.pl/
Link do źródła

Autor:

Zuzanna Suliga

Data publikacji oryginału:

26.06.2026

Sprawdź także