EN
27.12.2021, 16:02 Wersja do druku

Upiec sobie lepsze życie

"Waitress" na podstawie filmu wg scenariusza i w reżyserii Adrienne Shelly w reż. Wojciecha Kępczyńskiego w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Pisze Konrad Pruszyński na swoim blogu.

fot. mat. teatru

Historia jakich wiele. Zwykła kobieta, kelnerka w barze serwującym wymyślne tarty biernie oczekuje na poprawę własnego losu. Tkwi w toksycznym związku, praca zaczyna ją nużyć, a w życiu brakuje ożywczych bodźców. To właśnie Jenna Hunterson, dla której kilka nieoczekiwanych zdarzeń stało się impulsem do walki o swoją przyszłość.

Zaczęło się od filmu z 2007 roku według scenariusza i w reżyserii Adrienne Shelly, wcielającej się w nim jednocześnie w postać jednej z przyjaciółek głównej bohaterki. Historia Jenny zagranej przez Keri Russell podbiła serca widzów. Wobec tego faktu obojętnie nie mogli przejść musicalowi twórcy, którzy w sierpniu 2015 roku po raz pierwszy zaprezentowali światu teatralną inscenizację „Waitress”. Oficjalna premiera broadwayowskiego spektaklu odbyła się niespełna rok później. Tytuł zszedł z afisza po 1 544 przedstawieniach. W 2019 roku zawitał również do londyńskiego West Endu, a w końcówce maja 2021 także do stołecznego Teatru Muzycznego Roma. Jak zauważa twórca przekładu Michał Wojnarowski: „polskie tłumaczenie tego musicalu jest dopiero trzecim na świecie”. I chyba dobrze się stało, że ten opowiadający o kobietach i stworzony przez kobiety tytuł (libretto - Jessie Nelson, muzyka i teksty piosenek - Sara Bareilles), tak szybko zrealizowano właśnie w Polsce.

Jenna Hunterson pracuje w jednej z tartowni (bar serwujący tarty) w małym miasteczku przy drodze nr 27. Każdego dnia towarzyszą jej ukochane przyjaciółki Dawn i Becky. Kobiece trio świetnie się uzupełnia i wspiera w najtrudniejszych kryzysach. Właścicielem tartowni jest Joe, a porządku w knajpie dopilnowuje nieustannie podejrzliwy Earl. By dopełnić opisu należy również wspomnieć o patriarchalnym związku Jenny i Cala, w którym mężczyzna, a i owszem, uzurpuje sobie prawo decydowania o losie kobiety, ale bynajmniej nie przejmuje odpowiedzialności za utrzymanie statusu ekonomicznego małżeństwa. Jego stosunek do życia można bez wątpliwości określić jako luźny i nastawiony na rozrywkę.

Pierwszym impulsem zmian w życiu kelnerki staje się ciąża, o której dowiadujemy się już w pierwszej scenie przedstawienia. Dawn i Becky nie posiadają się z radości na wieść o dziecku. Zupełnie inaczej do sprawy podchodzi Jenna. Dziewczyna obawia się nie tylko o zapewnienie należytych warunków do narodzin i wychowania dziecka, ale również o własne predyspozycje do bycia matką. Dręczą ją również wątpliwości dotyczące przyszłości związku z Calem. Jenna stawia sprawę jasno: „nie każda kobieta chce być matką”.

Kolejnym zapalnikiem zmian w życiu kobiety staje się jej nowy ginekolog prowadzący doktor Pomatter (tutaj w wykonaniu Jana Traczyka). Uroczo nieporadny, popełniający ciągłe faux pas, niejednokrotnie strofowany przez doświadczoną pielęgniarkę Normę. To właśnie uwielbiający słodkie wypieki Jenny lekarz staje się dla dziewczyny kolejnym ożywczym bodźcem. Relacja tej dwójki stanowi dla niej dowód na to, że lepsza przyszłość jest możliwa.

Dalszej części historii ze zrozumiałych względów nie warto opowiadać. Należy za to podkreślić, iż losy Jenny to na wskroś aktualna opowieść o kobiecej sile i niezależności, o pragnieniu i poszukiwaniu miłości - nie tylko tej partnerskiej, a przede wszystkim macierzyńskiej. Jak zauważa reżyser musicalu Wojciech Kępczyński - jest to spektakl „o roli kobiet w dzisiejszym świecie, o ich emancypacji i o tym, że muszę mieć prawo do decydowania o sobie”. Wymowa spektaklu zyskuje na sile we współczesnych realiach Polski, w której regularnie dochodzi do prób ograniczania wolności i niezależności decyzyjnej kobiet.

„Waitress” w wykonaniu zespołu TM Roma zachwyca i porusza w każdym calu.  Świetnie wypadają choreografie (szczególnie imponująca była scena oświadczyn Spoxa w wykonaniu Wiktora Korzeniowskiego). Scenografia Mariusza Napierały przyciąga wzrok i imponuje rozmachem. Najmniejszych uwag nie można również zgłaszać do gry aktorskiej, a przede wszystkim popisów wokalnych odtwórców poszczególnych ról. Bez najmniejszego zażenowania śledzi się historie miłosną Jenny i doktora Pomattera, w ramach której świetnie wypadają szczególnie intymne i pełne szczerości sceny na przystanku autobusowym z pierwszego aktu oraz nauki pieczenia tart z drugiej odsłony musicalu. Na wielkie słowa uznania zasługuje również cały drugi plan przedstawienia pracujący na ogromną sympatię widza. Uroczej komediowości spektaklowi dodaje Dawn (Anastazja Simińska) oraz jej relacja ze Spoxem. Agata Walczak w roli Becky jest nie tylko zabawna, ale emanuje również ogromną siłą i pewnością siebie. Jej partia wokalna otwierająca drugi akt zwala z nóg, a komentarz, którym rzuca w rozmowie z Jenną („wyglądasz jak wyrzygany ryż”) już na stałe wejdzie do mojego osobistego wokabularzu. Warto również wspomnieć o zapadającej w pamięć, niezwykle charakternej Normie Izabeli Bujniewicz oraz chwytającej za serce roli Joe’go w wykonaniu Wojciecha Machnickiego.

Najnowsza premiera TM Roma pozostaje w pamięci i w sercu. Tego typu spektakli się po prostu nie zapomina. Teatr jest od tego, żeby opowiadać i współprzeżywać pewne historie i emocje, a „Waitress” pełne jest nie tylko pięknych obrazków, choreografii i piosenek, ale właśnie wspomnianych emocji - śmiechu, refleksji, rozpaczy. Może jest to opowieść naiwna, ale również niezwykle pokrzepiająca. Czasem warto po prostu uruchomić wyobraźnię i skomponować własny przepis na lepsze życie.

Tytuł oryginalny

Upiec sobie lepsze życie

Źródło:

kpruszynski.blogspot.com
Link do źródła