11.03.2021, 08:28 Wersja do druku

Trzy losy

"Trzy siostry" Antoniego Czechowa w reż. Jana Englerta w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Aneta Kyzioł w Polityce.

fot. Krzysztof Bieliński/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Jan Englert świętuje tym spektaklem 60-lecie pracy artystycznej. Tłumaczenie jest nowe, współczesne (autorstwa Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej), ale inscenizacja do bólu tradycyjna, z domem, ogrodem i samowarem. Znacie? To posłuchajcie. Widzieliście? To obejrzyjcie jeszcze raz. Reżyser w wywiadach wspominał o fascynacji teatrem zmarłego niedawno Eimuntasa Nekrošiusa (reżyserię światła powierzył jego wieloletniemu współpracownikowi Audriusowi Jankauskasowi), który w Narodowym za dyrekcji Englerta wystawił „Dziady" i „Ślub". Ale ślady tej fascynacji widać głównie na poziomie fizycznych gierek między postaciami, jak zabawy butem Maszy i Iriny (Wiktoria Gorodeckaja i Michalina Łabacz), przypomina to etiudy ze szkoły teatralnej, zamiast dodawać bohaterom ciężaru, a spektaklowi sensów. Konwencja ma być tragikomiczna, ale ten ton nie zawsze udaje się uchwycić. Przykładem scena seksu Maszy z Wierszyninem (Jan Frycz), pasująca raczej do operetki albo farsy. A całość ma być, oczywiście, obrazem ludzkiego losu, z samooszukiwaniem się, czekaniem, niespełnieniem i ponurymi niespodziankami, o czym reżyser przypomina dobitnie w finale aluzją do „Czekając na Godota" Samuela Becketta. Obsada jest tak samo oczywista jak inscenizacja, przy czym aktorzy nie zawodzą. Świetna jest zwłaszcza Dominika Kluźniak jako rzucająca sarkastyczne uwagi smutna Olga, wspaniały jest Frycz i bardzo dobry jest Grzegorz Małecki jako niekochany mąż Maszy, nauczyciel Kułygin. Grają swoich bohaterów bez sentymentalizowania, dając wybrzmieć ich wadom - elitaryzmowi Prozorowów, egoizmowi Wierszynina - ale też bez okrucieństwa.

Tytuł oryginalny

Trzy losy

Źródło:

Polityka nr 11

Autor:

Aneta Kyzioł