02.11.2020, 16:39 Wersja do druku

Totalna wolność artystyczna

Scena Berlin? Co ma wspólnego stolica Niemiec z piwnicą na krakowskim Kazimierzu?


Berlin to miasto otwarte na ludzi, inność i przygody. Lekcję z tolerancji odrobił ponad trzy dekady temu, kiedy runął mur dzielący Zachód od Wschodu, dobrobyt od Peweksu i techno hedonistów od zbuntowanych punków. Dziś jest tyglem wielu subkultur, wizji świata i orientacji seksualnych, których rząd nie traktuje jako złowrogą ideologię, a po prostu jak ludzi. Idąc berlińską ulicą z kolorowymi włosami albo z tęczową flagą, nie trzeba obawiać się agresji. Chyba że obok przechodzi akurat grupka polskich patriotów w koszulkach z symbolem powstania warszawskiego...

Nazwę najmłodszej krakowskiej sceny wyrosłej pod skrzydłami Teatru Nowego Proxima wybrano drogą konkursu. W czasie pandemii, bo właśnie wtedy trupa Piotra Siekluckiego pieczołowicie znosiła fotele z poprzedniej siedziby przy Gazowej i zmieniała klubowy (wcześniej działał tutaj klub Serce) wystrój na bardziej nonszalancki, a dyrektor poprosił krakowską publiczność o pomysły. Długo wygrywała Pandemia, na szczęście po chwilowym brylowaniu w koszulce lidera znokautowała ją Scena Berlin, kojarząca się znacznie lepiej. Zamysłem dyrektora Siekluckiego było stworzenie podziemia kulturalnego dla dorosłych, które, podobnie jak niemiecka stolica, otwarte jest na wszystko. - To będzie przestrzeń totalnej wolności artystycznej! - zapewniał, a wszyscy ci, którzy chcieli zadebiutować, pokazać się światu po długiej przerwie albo przekroczyć jakieś granice, zaczęli odliczać dni do wielkiego otwarcia.

Obietnica złożona przez Siekluckiego rzeczywiście nie była słowem rzuconym na wiatr. „Scena Berlin" działa od początku września. Przy ulicy Krakowskiej 41 mile widziani są artyści, którzy dopiero zaczynają, miłośnicy rewii drag queen, których inne teatry wypraszają, improwizatorzy nieprzewidywalni do tego stopnia, że może lepiej zagrać repertuarowego Hamleta niż zapraszać jakichś tam komików, oraz widzowie, tyle że raczej 18 plus. Na inaugurację kulturalnego podziemia zabrzmiały piosenki Kurta Cobaina. Trudno być pewnym, czy to dobra wróżba, niemniej Dominikowi Rybiałkowi, młodemu wokaliście, który nieśmiertelne klasyki wykonał, można śmiało przybić za nie piątkę.

Co dalej? Oferta Sceny Berlin jest śmiała - rewia drag queen Show Must Go On, sztuka o Jacku Kaczmarskim {Muzeum. Lekcja historii Jacka Kacz-marskiego) i spektakle lmpro KRK, czyli gry i sceny wykorzystujące techniki improwizacyjne Keitha ]ohnstone'a.

Goście Sceny Berlin nie muszą siedzieć o wodzie i gumach do żucia. Berlińskie menu zawiera kilka drinków, choćby aperol spritz, który wypijemy za 20 zł i w dodatku będziemy zachwycać się hojnością barmana, kraftowe piwa (od 12 zł) czy napoje bezalkoholowe.

Scena Berlin jest czynna w weekendy od godz. 18. Około godz. 19 rozpoczynają się przedstawienia albo koncerty, po których można zostać i dyskutować do rana. Teatralny bar działa bowiem do ostatniego gościa.

Scena Berlin, ul. Krakowska 41. Szczegóły na stronie teatrnowy.com.pl.

Tytuł oryginalny

Totalna wolność artystyczna

Źródło: