„Tosce” Giacoma Pucciniego w reż. Julii Pevzner w Operze Krakowskiej. Pisze Tadeusz Deszkiewicz.
Zawsze z wielką radością wybieram się na kolejne premiery w Operze Krakowskiej, bo wiem że się nie zawiodę. Dyrektor Piotr Sułkowski jest gwarantem najwyższego poziomu realizowanych tam kolejnych inscenizacji. Tak było też tym razem, gdy wystawiono tam „Toscę” Giacomo Pucciniego.
Czekałem na ten dzień bo moja miłość do wyjątkowej urody muzyki Pucciniego niedawno zawiodła mnie do Torre dell Lago w Toskanii, gdzie kompozytor mieszkał i napisał swoje genialne dzieło. Tam, w pomieszczeniach pucciniowskiej willi, w złudzeniu, że gospodarz przed chwilą wyszedł, wyobrażałem sobie jak przy fortepianie Forster komponował właśnie „Toscę”
Krakowska premiera była wierna idei Pucciniego i – na szczęście - nie odbiegała od oryginalnego libretta Luigi Illici i Giuseppe Giacosy, którzy fabułę oparli na sztuce Victoriena Sardou. Ku mojej satysfakcji reżyser Julia Pevzner oparła się pokusie uwspółcześnienia inscenizacji i – tak modnym ostatnio – ekstrawaganckim odniesieniom do otaczających nas politycznych realiów. Powstało dzieło, którego najmocniejszą stroną były emocje mistrzowsko przekazywane przez znakomitych artystów. Tytułowa rola, w zjawiskowym wykonaniu wybitnej mołdawskiej śpiewaczki Olgi Busuioc, kipiała wszystkimi psychologicznymi kolorami: czułość, złość, nienawiść wreszcie najprawdziwsza rozpacz. To artystka która doskonale łączy kunszt wokalny ze sprawnym warsztatem aktorskim. Z pewnością ta kreacja była najjaśniejszym punktem krakowskiej premiery.
Na jej tle nieco słabiej wypadli panowie, choć trudno im zarzucić większe błędy. Dominik Sutowicz jako Cavaradossi powoli się rozwijał, by pełnię swych możliwości pokazać dopiero w ostatnim akcie. Podobnie czarny charakter opery, okrutny prefekt rzymskiej policji baron Scarpia, śpiewany przez Krzysztofa Szumańskiego, w pełni pokazał złożoność postaci w drugim akcie, którego akcja odbywa się w jego pałacu.
Nie zawiódł mnie także Wołodymyr Pańkiw, który doskonale zaprezentował się tak wokalnie jak i aktorsko jako Zakrystian.
Gratulacje należą się także kierownikowi muzycznemu, doskonałemu dyrygentowi Andrzejowi Yurkevichowi, pod którego batutą orkiestra Opery Krakowskiej zabrzmiała pełną paletą muzycznych barw.
Reasumując, Opera Krakowska odniosła kolejny wielki sukces i z niecierpliwością czekam na kolejną premierę. Tym razem już 22 maja będzie to operetka „Wiedeńska krew” Johanna Straussa. Dobrze, że Opera Krakowska sięga bo ten – tak bardzo niedoceniany – gatunek.