Logo
Recenzje

Teksty Źródłowe: Fobia

30.04.2026, 14:51 Wersja do druku

„Fobia” wg scen. Markusa Öhrna i Karola Radziszewskiego w reż. Markusa Öhrna z Nowego Teatru w Warszawie na 58. Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym „Kontrapunkt”. Pisze Pisze Daniel Źródlewski na blogu Teksty Źródłowe.

fot. Maurycy Stankiewicz/ mat. teatru

Nie można ani oceniać, ani zrozumieć „Fobii” z Teatru Nowego w Warszawie bez poznania osobliwej konwencji teatru szwedzkiego reżysera Markusa Öhrna oraz konceptualnej, dokumentalnej i performatywnej twórczości Karola Radziszewskiego, który wsparł go wiedzą o polskiej (ekhm) tolerancji. „Podarował” mu też figury z tworzonego nieustannie od 2007 roku projektu „Fag Figters” (fikcyjny queerowy gang) oraz część swojego malarskiego cyklu „Poczet” przedstawiającego nieheteronormatywne postaci z historii Polski. Obaj podchodzą do swojej twórczości z niesamowitym dystansem, rzekł bym nawet, że się sami z siebie nabijają.

W jednej z pierwszych scen dowiadujemy się, że po Warszawie grasuje gang pedałów – Fag Fighters, którzy wpadają ludziom do domów i robią „straszny quiz historyczny”. Za złe odpowiedzi czeka ich kara – gwałt, pobicie, a nawet śmierć. To pokuta za powierzchowną akceptację i tolerancję. Öhrn i Radziszewski wyszydzają bezrefleksyjną modę na otwartość i powszechność sztucznych postaw gay-friendly. Sami Fag Fightersi budzą oczywiście skojarzenia z „Funny Games” Michael’a Hanekego czy „Mechaniczną Pomarańczą” Anthony’ego Burgessa i filmu Stanley’a Kubrick’a. „Edukacyjna przemoc” była także przedmiotem „Dobrego chłopca”, najnowszego filmu Jana Komasy. Metody po jakie sięgają „edukatorzy” to oczywiście groteskowe i przerysowane ksenofobicznych i homofonicznych praktyk i zachowań (niestety często brutalnych) konserwatywnych twardogłowych jełopów. Ich postaci można jeszcze skojarzyć z Gayskinami, dość pokrętna grupa, w której homoseksualizm przenika się z ksenofobia, nacjonalizmem oraz figurą i kultem macho. Gayskini nie noszą białych sznurówek.

Struktura spektaklu ma charakter segmentowy. To zresztą typowe dla ostatnich prac Öhrna. Rzecz składa się z trzech półgodzinnych epizodów, opartych na stałym schemacie akcji. W pierwszej części poznajemy typową nuworyszowską rodzinę, co na obiad je wegańską kaszankę ze skwarkami z wodorostów pod pierzynką gotowanego na parze buraka, a na balkonie powiewa tęczowa flaga. Chodzą też na parady i ogólnie popierają, a głowa rodziny, to nawet w pracy pracuje z gejami, i twierdzi, że pracują jak ludzie. W drugim epizodzie „gang pedałów” trafia do CEO koncertu odzieżowego, promującego się otwartością na społeczności LGBT. Nowa kampania reklamowa wykorzystuje plakaty z tęczowymi flagami. Jednak hasła o tolerancji obliczone są wyłącznie na zysk. Trzecia sekwencja miała charakter autoironiczny, a jej bohaterem był sam Markus Öhrn. Przybywający do niego Fag Fightersi każą go za wtrącanie się w „naszą polską, rodzimą homofobię”.

W każdym z przypadków Fag Fighters błyskawicznie demaskowali płytkość czy infantylność poglądów. Wymierzali za to srogą i bolesną karę. Pretekstem i jednocześnie usprawiedliwieniem przemocy jest brak wiedzy na temat nieheteronormatywnych Wielkich Polaków (to kwintesencja konceptualnej twórczości Karola Radziszewskiego). Öhrn wykorzystał w „quizach historycznych” reprodukcje obrazów z jego „Pocztu”. Każdy quiz to trzy pytania i trzy historyczne postaci. Najpierw widzimy Króla Bolesława Śmiałego, „pedała, co ruchał się z wojami pod Kijowem”, potem Karola Szymanowskiego, co napisał „Króla Rogera” gdy „skończył obciągać Iwaszkiewiczowi” (partner i autor libretta do tej opery) oraz Marię Konopnicką – „lesbę jak się patrzy”. Był wybitny tancerz Wacław Niżyński, „co obrócił wielu dyrektorów i nie tylko”, kolejny władca Henryk Walezy – „biseksualista, co robił orgie ze służbą i strażą” oraz pierwsza transpłciowa osoba w polskiej kulturze – Piotr Odmieniec Włast (Maria Komornicka). W trzecim quizie są „poetyckie lesby” – Maria Janion i Narcyza Żmichowska oraz „pisarz-pedał” Witold Gombrowicz.

„Poczet” to nie jedyny wątek „edukacyjny”, bo jest jeszcze kampania promocyjna wspomnianego koncernu odzieżowego, w której wykorzystano symbole różnych społeczności LGBT. Okazało się, że tęczowych emblematów jest wiele, a każdy określa inną grupę. Są zatem flagi osób biseksualnych, interpłciowych, miśków, aseksualnych, panseksualnych, niebinarnych czy lesbijek.

Oczywiście żaden z bohaterów nie znał odpowiedzi na pytania quizów historycznych, za co czekała ich kara: gwałt, pobicie, a nawet śmierć przez poćwiartowanie… Niektóre momenty jej wymierzania były na tyle brutalne, że musiały odbywać się za zasłonięta kurtyną. Organiczność, brutalność, bezkompromisowość tych scen należy do najmocniejszych momentów „Fobii”, a zarazem sprawiła, że spektakl został okrzyknięto obrazoburczym, skandalicznym i kontrowersyjnym. Twórcom zarzucono epatowanie przemocą i okrucieństwem. Fakt, zesranie się ze strachu nie sprzyja analnemu gwałtowi przy pomocy dildo na wiertarce udarowej, ucinanie palców i kończyn również może być dość nieprzyjemne… Ku własnemu zaskoczeniu kilkukrotnie mocno się wzdrygnąłem i skrzywiłem. Na początku nie zaakceptowałem tej formy, dopiero głębsza refleksja i szerszy kontekst przekonały mnie do zrozumienia celowości sięgnięcia po tak drastyczne środki.

Epatowanie przemocą i organicznością u Öhrna (ale też u Radziszewskiego – vide Fag Fighters) ma coś ze skeczy Monthy Pythona, choć jest trochę podkręcone (sic!). Gdy leje się krew to jest to oczywiście nienaturalna fontanna, gdy dostanie się w mordę (maskę), to musi pojawić się krew, a z odciętego korpusu wylatują poszczególne narządy… W trzecim epizodzie granice obyczajowe, ale też dobry smak, są znacznie przekroczone. Na tak brutalny kształt sceny pozwolił sprytny zabieg Öhrna, polegający na postawieniu samego siebie jako celu agresji pedalskiego gangu we własnym spektaklu. Tylko w taki sposób, epatując przemocą i krwią, można dosadnie i skutecznie pokazać co spotyka społeczność LGBT ze strony konserwatywnych jełopów. A poza tym to teatr formy…

By tym, którzy nie oglądali spektaklu zilustrować o czym tu mowa, zdradzę, że finałem ostatniego epizodu jest „ozdobienie” (dosłownie) martwej natury złożonej z pociętego na kawałki ciała reżysera egzemplarzem scenariusza „Fobii”. Subtelne, co? A lejąca się strumieniami krew utworzyła na podłodze śliską powłokę, która stała się taflą dla partyjki curlingu, w której kamieniami były odcięte palce, a szczotką fragment nogi. No co…

Teatr Markusa Öhrna czerpie ze sztuki filmowej, komiksu, stylistycznie przywołuje pop-artowską atmosferę. Jego teatr jest malarski, każda scena to jednocześnie gotowe kadry czy kompozycje obrazów. Od kilku lat trzyma się swoich strukturalnych reguł, z rytmem „na trzy”, a Jego aktorzy występują w maskach przypominających bauhausowskie obiekty Oskara Schlemmera. To samo w sobie jest wyjątkowym doświadczeniem estetycznym, a jednocześnie wielkim wyzwaniem dla aktorów. Jak pokazać pełnie emocji bez zaprzęgnięcia w ów proces oczu, spojrzenia, mimiki twarzy, znaczących grymasów. To arcytrudne! Mało tego! Bohaterowie mówią zmienionymi przy pomocy jakiś elektronicznych syntezatorów głosami! Zespół Nowego poradził sobie z tym brawurowo, bo od pierwszych scen atmosfera spektaklu jest gęsta, a postaci intensywnie wyraziste… Maski sprawiły, że trudno odgadnąć, który z aktorów wcielał się poszczególną postać, choć w kilku przypadkach można się domyślić. Trudno zatem o głębszą analizę, a łatwo o błąd czy kompromitację. Zaoszczędzę sobie i Czytelnikom. Tak czy inaczej niski ukłon dla całego zespołu aktorskiego, za arcyodważne kreacje. To chyba najtrafniejsze określenie. Brawo! 

Edit: w rolach Fag Fightersów oglądaliśmy Piotra Polaka i Jana Sobolewskiego - wielki szacun za konsekwencje, wytrwałość i... zimną krew, w edukowaniu, rzecz jasna (sic!). 

Skoro za spektakl odpowiadają artyści sztuk wizualnych, rzecz zmusi zachwycać także od tej strony. I zachwyca. Scena to biała, sterylna przestrzeń, na której dobrze widać krew. Każdy z epizodów zyskuje osobne umeblowanie, zawsze ascetyczne i estetyczne. Oglądamy zatem nowoczesne i stylowe wnętrza domowego salonu, biura oraz pokoju hotelowego. Pomieszczenie zawsze zdobi wielkoformatowy obraz Karola Radziszewskiego. Spod jego ręki wyszły także portrety z cyklu „Poczet” wykorzystywane w „quizach historycznych”. Poza skrajnie poruszonymi emocjami widzów spektakl „pozostawia” jeszcze osobliwą instalację artystyczną, dosłownie rozumianą martwą naturę. Wspominałem już, że stertę poćwiartowanych „szczątków” szwedzkiego reżysera wyzywająco wieńczy zatknietmy tamże przez Fag Fightersów scenariusz spektaklu. Rozczulającym (!) epilogiem jest podkreślenie tego obiektu oprawą dymną… Urocze.

W spektaklu muzyka wykonywana jest na żywo. To duet Michała Pepola i Bartka Wąsika. Nie tylko znakomicie i kreatynie ilustrują poszczególne sceny (choćby dżingiel z „Milionerów” przy quizie historycznym), ale także dbają o oprawę artystyczną rozumianą znacznie szerzej. Z dystansem, humorem, a przede wszystkim z adekwatnie dobranym repertuarem (w tym ilustracyjne kompozycje własne).

Z „Fobii” wyleją się hektolitry płynów ustrojowych, zmieszanych z ekstraktem ironii, sarkazmu i (bardzo) czarnego humoru. To mistrzowski teatr formy o ogromnym oddziaływaniu – merytorycznym i wizualnym. Groteskowe i przerysowane sceny przemocy, choć niezwykle brutalne i organiczne, pozwalają zrozumieć, może nawet odczuć, skutki homofobii, hejtu i nienawiści. Markus Öhrn i Karol Radziszewski tworzą cholernie ważny i wyrazisty manifest tolerancji. Co ciekawe ich adresatami wcale nie muszą być ludzie o konserwatywnych poglądach, lecz „pozorni sojusznicy”. Rządząca obecnie w Polsce koalicja rzekomo liberalnych partii i partyjek obiecała przecież w kampanii wyborczej pewne działania dla społeczności LGBT. Pamiętacie? I co? Ciekawe czy Fag Fighters znają te adresy: Al. Ujazdowskie 1/3, ul. Wiejska 4/6/8, ul. Wiejska 12a, ul. Smolna 10A, ul. Rozbrat 44a i kilka innych…

Źródło:

Teksty Źródłowe
Link do źródła

Sprawdź także