Logo
Recenzje

widz_trębicki (nie)poleca: „Beetlejuice”

8.07.2026, 15:51 Wersja do druku

„Beetlejuice” Scotta Browna i Anthony’ego Kinga w reż. Jacka Mikołajczyka, koprodukcja Teatru Syrena w Warszawie i Teatru Rozrywki w Chorzowie. Pisze Robert Trębicki.

fot. Krzysztof Bieliński

Młode małżeństwo – Barbara i Adam – dość niespodziewanie kończy swój żywot we własnym, starym i sfatygowanym domu. Nie mają jednak najmniejszego zamiaru pogodzić się z tym, że ich rodzinne gniazdo zajmą nowi lokatorzy. Trzeba ich więc skutecznie zniechęcić. Z pomocą – choć i z niemałą dawką kłopotów – pojawia się tytułowy Beetlejuice, czyli Sok z Żuka. Upiór? Duch? A może po prostu bezczelny troll? Największym wyzwaniem okazuje się jednak Lydia – nowa mieszkanka domu, która nie tylko widzi duchy, ale jeszcze z nimi rozmawia, zaprzyjaźnia się i urządza całkiem udane imprezy.

„Beetlejuice” w Teatrze Syrena to szalona mieszanka doskonałej zabawy, chwytliwych musicalowych przebojów, świetnych głosów i znakomitej choreografii. Spektakl od pierwszych minut porywa energią i nie pozwala złapać oddechu.

Ogromne brawa należą się Mariuszowi Napierale za pomysł na scenografię. To nie jest dekoracja – to pełnoprawny uczestnik spektaklu. Żyje, gra i zmienia się niemal z każdą sceną, nieustannie zaskakując widza. Równie pomysłowe kostiumy Anny Adamek oraz efektowna charakteryzacja Darii Skrzypkowskiej budują świat, w którym wszystko wydaje się możliwe.

Znakomitą robotę wykonał również Jacek Mikołajczyk jako tłumacz. Tekst jest współczesny, pełen odniesień zrozumiałych dla polskiej publiczności i brzmi niezwykle naturalnie. Tam, gdzie nie warto było walczyć z oryginałem, pozostawiono go bez udziwnień. I bardzo dobrze.

Moje serce skradła jednak teatralna orkiestra pod batutą Tomasza Filipczaka. Dynamiczna, precyzyjna, świetnie czująca scenę. Raz dyskretnie prowadzi opowieść, innym razem przejmuje rolę narratora i dosłownie porywa widownię. Słuchało się tego z ogromną przyjemnością.

Obsada? Tu właściwie nie ma słabego punktu.

Aleksandra Rowicka jako Lydia jest zjawiskowa. Świetnie śpiewa, znakomicie prowadzi swoją postać i od pierwszego wejścia przyciąga uwagę. Agnieszka Rose w roli Barbary ponownie udowadnia, że ciepło i subtelność mogą być sceniczną siłą. Jej głosu po prostu dobrze się słucha.

Marek Grabiniok jako Adam imponuje nie tylko wokalnie. Z ogromną lekkością wykonuje wymagające układy choreograficzne, a przecież natura nie obdarzyła go filigranową sylwetką. Tym większy szacunek. Chapeau bas!

A potem na scenę wchodzi Maciej Maciejewski...

I właściwie kradnie przedstawienie.

Jego Beetlejuice to wulkan energii. Perfekcyjnie operuje głosem – od wysokich zaśpiewów po niskie, chropowate, niemal charczące dźwięki. Nieustannie jest w ruchu, błyskawicznie reaguje na publiczność, bawi się konwencją i z ogromną swobodą prowadzi cały spektakl. To kreacja, którą zapamiętuje się na długo.

Małgorzata Chruściel jako Delia, Jacek Pluta jako Charles oraz Żaneta Rus w roli Miss Argentyńskiej tworzą znakomite, wyraziste postaci. Każda z nich ma swój moment i każda wykorzystuje go w stu procentach.

Miłą niespodzianką jest również Łucja Dobrogowska jako Harcerka. Jedna solowa piosenka wystarcza, by przekonać się, że na musicalowych scenach będzie o niej jeszcze głośno.

Nie mogę też nie wspomnieć o zespole tanecznym. To prawdziwy energetyczny wulkan. Gracja, precyzja, świetna synchronizacja i ogrom pracy widoczny w każdym ruchu. Na scenie Teatru Syrena nie ma zbyt wiele miejsca, ale oglądając ten spektakl, można odnieść wrażenie, że artyści mają do dyspozycji przestrzeń kilkukrotnie większą.

Przyznam, że miałem ostatnio zbyt długą przerwę od wizyt przy Litewskiej. Sam nie wiem dlaczego, bo przecież niemal każda wcześniejsza kończyła się zachwytem. Do dziś żałuję, że z afisza zniknęły tak świetne tytuły jak „Piplaja”, „Rock of Ages”, „Rodzina Addamsów”, „Czarownice z Eastwick” czy „Kapitan Żbik”.

Obiecuję poprawę.

I jestem niemal pewien, że do „Beetlejuice'a” jeszcze wrócę. Z przyjemnością wypowiem trzy razy jego imię razem z wtajemniczoną już publicznością i ponownie dam się porwać temu zwariowanemu, muzycznemu widowisku.

Polecam. Zdecydowanie.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także