Logo
Recenzje

Teatralna Kicia: Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet

6.07.2026, 12:12 Wersja do druku

„Czy ja to muszę pamiętać. Hamlet” w reż. Dariusza Starczewskiego w sztuce na wynos. Pisze Kamil Pycia na blogu Teatralna Kicia.

fot. Marta Ankiersztejn / mat. teatru

Czasem miewam wrażenie, że nic mnie już nie zaskoczy, czy to teatralnie, czy to życiowo, bo mam rozpisane w głowie scenariusze na wszystkie rzeczy, które mogą się stać: od pożaru w mieszkaniu, przez uprowadzenie tramwaju, zrzut bomby atomowej, aż do tego, że w końcu ktoś mi wyzna coś miłego i powie, że realnie coś w życiu osiągnąłem. Jak sami widzicie, większość z tych rzeczy się nie stanie, ale warto być gotowym na każdą okazję. W serię tych rzeczy nierealnych idealnie wpisuje się to, że spektakl na bazie „Hamleta” mnie czymś zaskoczy. Widziałem tak wiele interpretacji tego tekstu w wielu teatrach i obsadach, że realnie nie oczekuję już niczego; to wrażenie jest dodatkowo podsycane ostatnim wysypem premier „Hamletów” (Warszawa, Kraków, Sosnowiec). A tutaj nagle, cały na biało (lub na szaro) wychodzi „Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet” z krakowskiej sztuki na wynos.

Dariusz Starczewski proponuje, żebyśmy popatrzyli na historię księcia Danii z odrobinę innej perspektywy, a wręcz spycha niemalże na dalszy plan swojego projektu cały tak istotny i często traktowany jak jajko tekst i wykorzystuje go jedynie jako pretekst, by zbadać mechanizmy pamięci i przeżywania emocji przez człowieka. Starczewski z zespołem zamiast skupiać się na strukturze oryginału stawia na epizodyczność całości i tworzy przed widzami swoistą układankę, którą trzeba poskładać; obrazek, do którego dążymy, zdaje się być znajomy, ale im dłużej się przyglądamy tym bardziej zaczynamy dostrzegać niepokojące rozdźwięki. „Hamlet” w tej interpretacji odchodzi bardzo daleko od historii o zemście, a niewygodnie skupia się na tym, co wszystkie wydarzenia zrobiły z tytułowym bohaterem.

„Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet” w moim odbiorze skupia się głównie na odgrywaniu teatru pamięci i badaniu korelacji między ludzką psychiką a wspomnieniem. Jest to nieprzerwane misterium przeżywania na nowo traumatycznych wspomnień, które, raz przeżyte, nie opuszczają pamięci, a wzbierają na sile, aby dotknąć jeszcze mocniej. Przechodzimy z Hamletem (w tej roli fantastyczna Anka Graczyk, dotyka swoją kreacją jądra bólu, a przez malutką widownię i skrócony dystans jest to dla mnie rola tak blisko skóry, że aż niewygodna) przez wszystkie traumatyczne momenty jego życia, które sam nam prezentuje. Graczyk wynosi na scenę nieruchome ciała pozostałych aktorek i rozstawia niczym pionki na odpowiednich miejscach, gotowa, żeby przeżyć na nowo traumatyczne akcje. W tej interpretacji Hamlet doskonale wie, co go czeka, wie, gdzie każda z postaci powinna stać, wie, co każda z nich powie i zrobi. Jest to zaklęty krąg powtarzających się śmierci, zdrad i decyzji. Ewidentnie jest to podbite przez scenografię i kostiumy Julii Skrzyńskiej; jest to świat będący w ciągłej konstrukcji lub dekonstrukcji, bez przerwy rozpadający się krajobraz, na poły budowany, ale też przyjmujący perspektywę, wyglądający jak brzeg morza, zalewany falami wspomnień, a każda fala coraz bardziej wciąga w głębinę po to, żeby zalać usta wodą i utopić coraz słabszego człowieka.

Ważną postacią według mnie była też wiecznie umierająca Ofelia (fajniutka, rozedrgana i pięknie śpiewająca w jednej ze scen Martyna Kleszczewska; ludzie, ta jedna śpiewana scena chwyta za gardło). Będąc nieustannie w szaleństwie i rozpaczy, które zdawała się przejmować od wiecznie zranionego Hamleta, pokazuje, jaką nakręcającą się nawzajem spiralą szaleństwa była ta relacja: ona przejęta do głębi jego rozpaczą po śmierci ojca, zdradzie matki i przyjaciół, on przyjmujący jej śmierć w poczet swoich własnych, na okrągło pojawiających się widm przeszłości. 

Całość spektaklu pięknie też wyraża się w mocno niepokojącym ruchu scenicznym Małgorzaty Haduch: pełzające postacie, wyłaniające się jak zjawy z najmniej oczekiwanych miejsc, brrrr…

Dla Hamleta przeżywanie na okrągło tego całego zła, które go spotkało, jest nie tyle krzykiem o pomoc, a jedynie zaproszeniem do współprzeżywania piekła, bo jest tam świadomość niemożliwości ucieczki od zamkniętej pętli powtarzających się majaków, wyrzutów sumienia z powodu tego, co się zrobiło, ale też z powodu tego, czego się nie zrobiło. Przez taki obraz wszystko, co spotyka księcia jest coraz bardziej wyniszczające, gdy staje się rozpatrywaniem traumy; tym mocniej uderzało mnie kilkukrotnie pojawiające się w czasie przebiegu spektaklu, zmęczone pytanie: „czy ja muszę to pamiętać?”. Można uznać to wystawienie za istotny głos w kwestii zasadności terapii, ale przede wszystkim za podszept do tego, aby dbać o swoje zdrowie psychiczne, bo to, co zalęgnie się nam w głowie, ma ogromny wpływ na to, co fizyczne. Jak długo można czuć się dobrze, gdy codziennie na nowo trzeba rozpamiętywać śmierć swojego ojca i przypadkowe zabójstwo, które się popełniło? Kropla drąży skałę, a takie samobiczowanie złamie każdego, nieważne jak silnego. Przez to też mrożąco brzmi zdanie, że Dania to więzienie, biorąc pod uwagę, że Dania, którą obserwujemy, jest w głowie głównego bohatera.

„Czy ja muszę to pamiętać. Hamlet” było pierwszym od dawna zaproszeniem do labiryntu bez wyjścia, ale z pokojem w centrum, w którym jest coś wartego dotarcia; to nie był labirynt, który trzeba przejść, aby się wydostać. Podoba mi się też jak luźno, ale z szacunkiem reżyser podchodzi do materiału wyjściowego i znajduje sposób, żeby z tej znanej historii wycisnąć coś, czego nie do końca bym się spodziewał. Urzeka mnie to, jak bardzo duszny i bez wyjścia jest to spektakl, skupiony na destrukcyjnej mocy pamięci i tego, że chyba czasem już lepiej nie pamiętać i ta niepamięć jest jednocześnie przekleństwem, ale też błogosławieństwem. No i naprawdę poraża wilgotny, lekko szalony wzrok Anki Graczyk w roli Hamleta – jak się przypadkiem złapie z nią kontakt wzrokowy w trakcie przebiegu to może przyprawić o dreszcze. Długo będę jeszcze chyba myśleć o tym „Hamlecie”. Niesamowicie dobra robota.

Źródło:

Teatralna Kicia

Link do źródła

Autor:

Kamil Pycia

Data publikacji oryginału:

04.07.2026

Sprawdź także