Logo
Magazyn

Bogusław Linda: dziś odbiorca chce dostać życie w piętnastosekundowej tabletce

6.07.2026, 10:41 Wersja do druku

Lubię chodzić do kina i odczytywać film przez cudze emocje - powiedział PAP aktor Bogusław Linda. Podkreślił, że dziś odbiorca chce dostać życie w piętnastosekundowej tabletce, a pigułek na ból czy miłość nie ma. Mimo zagrania w tylu produkcjach nadal wstydzi się publicznego okazywania emocji.

fot. fot. FOTON/PAP

Linda podczas Festiwalu Filmowego BellaTofifest w Toruniu odebrał Medal Prezydenta Miasta Thorunium, wyróżnienie przyznawane osobom, które wywodzą się z tego miasta, a w swoim życiu rozsławiają gród Kopernika na zewnątrz. Publiczność zgotowała mu owacje na stojąco w Centrum Kulturalno-Kongresowym Jordanki.

Aktor i reżyser spotkał się podczas festiwalu z publicznością, a podczas rozmowy w Studiu PAP podkreślił, że sam nadal bardzo lubi chodzić do kina, bo lubi odczytywać film również przez cudze emocje.

Pytany o to, dlaczego nie poszedł drogą wybraną przez wielu jego kolegów z branży, którzy brylują w mediach społecznościowych, podkreślił, że dla niego jest w tym pewnego rodzaju łatwość w uzyskiwaniu celu.

- Jest w tym pewna łatwość w reklamowaniu siebie w każdym miejscu , ale też nie do końca siebie, bo tylko swojej twarzy i zewnętrzności, paru słów, które się mówi. Jeżeli człowiek nie ma jakiejś tajemnicy w środku, to jest mniej ciekawy - powiedział Linda. Kino nazwał opowieścią napisaną według pewnych prawideł.

Jego zdaniem, kino będzie miało trudności, aby dotrzeć do dzisiejszego odbiorcy, który nie potrafi całościowo odebrać opowieści.

- Trafienie do tego odbiorcy będzie trudne. Jeżeli odbiorca chce dostać życie w tabletce, piętnasto- czy trzydziestosekundowej, a film trwa godzinę, czy godzinę i piętnaście minut, to dla niektórych to jest już za dużo... - mówił. Zapytany, czy jest tabletka na miłość i ból, odpowiedział, że jego zdaniem nie ma.

- W tej chwili młodzi ludzie, którzy mają nadmiar informacji o świecie, życiu uczuciowym, życiu erotycznym, o przyjaźni, o kobiecości, męskości i starają się to znaleźć w internecie, starają się to znaleźć jak najszybciej klikając, ale nie dotykają życia - ocenił Linda.

Opowiadając o swoich czasach dziecięcych w Toruniu przytoczył jedno wspomnieniu. - To, co sobie przypominam, to droga do szkoły, kiedy była zima i człowiek szedł w lekko dziurawych butach, które miał jedne. One przemakały w trakcie drogi. Zostało ze mną takie wspomnienie z tego przejścia z domu do szkoły - wskazał aktor i reżyser.

O medalu Thorunium powiedział jako o końcu pewnego etapu w życiu. - To jest nagroda, którą się przyznaje za to, co było. To podsumowanie pewnego etapu, który jest już za mną - wskazał. Festiwale filmowe - takie jak Tofifest - w jego ocenie się na przestrzeni lat nie zmieniły.

- To jest to samo, to jest festiwal, na którym są ludzie, którzy kochają kino, są jego pasjonatami. Nadal to takie środowisko, w którym wszyscy czujemy się potrzebni - stwierdził Linda.

Aktor przyznał, że filmy stara się oglądać w kinie, ale nie na festiwalach.

- Festiwale to spotkania z ludźmi, z którymi się wspólnie pracuje, których się zna. Festiwal nie jest dla tych, którzy robią filmy, nie jest od oglądania filmów. Tak mi się wydaje przynajmniej, ja to tak traktuję. Na filmy, które chcę obejrzeć, o których czytam, dowiaduję się od znajomych, czy ludzi z branży, chodzę samotnie i przeżywam je po kolei. Nie w takiej liczbie, żebym oglądał piętnaście filmów dziennie - powiedział Linda.

Zdaniem aktora, który ma na koncie kilkadziesiąt ról w najbardziej znanych polskich filmach lat 80., 90. i przełomu wieków, pewnych emocji nie można wywołać w sobie oglądając dane dzieło w samotności.

- Najprościej jest spojrzeć na teatr, który jest zjawiskiem ponadczasowym. Zawsze to polegało na tym, że teatru nie można obejrzeć będąc samemu na widowni. Musi być zbiorowość, która wchodzi w pewne emocje i przeżywa razem. Ludzie się wtedy śmieją, gdy wszyscy zaczynają się śmiać. To znaczy, że tam jest coś fajnego. Ludzie płaczą, gdy wszyscy zaczynają płakać. Gdy siedzi się samemu, to nie ma tej „religii” podczas oglądania. Na tym polega sztuka, wspólne przeżywanie. Chyba... - podsumował.

Linda ocenił, że czasy się nie zmieniają, ale zmienia się dostępność do informacji, którymi odbiorców bombardują telewizja czy internet.

- Dawniej życie było tak samo wielowątkowe i trudne jak teraz. (...) Mamy do wyboru bardzo dużo rzeczy. Kiedyś wyjście do kina było świętem. Kiedy pojawiał się jeden film, który nas interesował, to wszyscy na to pędzili i to było święto. Teraz to święto mamy po 30-40 razy w domu. Przestajemy na to reagować, wnikać w to. Staje się to dla nas czymś bardziej powierzchownym - wskazał aktor.

Przywołał w rozmowie miejsce swojego dzieciństwa, czyli okolice ulic Lecha, Rusa i Popiela w Toruniu. Przyznał jednak, że nie pamięta, czy jako dzieciak chciał być superbohaterem. - Trochę się ta okolica zmieniła, bo dalej były Kozackie Góry i miasteczka cygańskie, budy stojące na piaskach, na których teraz stoją domy - mówił w Studiu PAP.

- Bardzo rzadko bywam w Toruniu obecnie, nie mam już tu miejsc rodzinnych, ale nadal pamiętam plany filmowe, które tu były. Będąc dzieciakiem oglądałem Rynek Nowomiejski i przygotowania do filmu „Prawo i pięść”, który był tutaj robiony, jeszcze czarno-biały. To wyglądało malowniczo i bardzo wciągało - wspominał Linda.

Przyznał, że nadal wstydzi się emocji w momencie odbierania nagród takich jak podczas BellaTofifest. - Wstyd przed pokazaniem swoich uczuć jest w moim życiu cały czas, a może i nawet coraz większy - spuentował rozmowę Linda.

Źródło:

PAP

Sprawdź także