„ Bracia Polarnej Zorzy” w reż. Dagmary Żabskiej z Teatru Figur z Krakowa i Teatru Chorea z Łodzi na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek ANIMA w Olsztynie. Pisze Wiesław Kowalski.
Są przedstawienia, których nie sposób streścić, ponieważ ich istota nie kryje się w fabule, lecz w sposobie organizowania doświadczenia widza. „Bracia Polarnej Zorzy” Dagmary Żabskiej, z muzyką Tomasza Krzyżanowskiego, należą właśnie do tej kategorii. To spektakl, który świadomie rezygnuje z linearnej narracji na rzecz sekwencji muzycznych obrazów inspirowanych tradycjami krajów nadbałtyckich. Nie proponuje jednej opowieści, lecz zaprasza do obcowania z wyobraźnią zakorzenioną w dawnych mitach i legendach.
Najciekawsze okazuje się jednak nie samo sięgnięcie po folklor. Współczesny teatr chętnie wykorzystuje ludowość jako estetyczny ornament albo pretekst do reinterpretacji. Tutaj twórcy unikają obu tych pułapek. Baśnie nie zostają zmodernizowane ani ironicznie zdystansowane. Zachowują swoją tajemniczość i funkcjonują przede wszystkim jako źródło atmosfery oraz muzycznej narracji. Dzięki temu spektakl nie opowiada o przeszłości, lecz o uniwersalnej potrzebie tworzenia mitów, które pozwalają oswoić świat.
Muzyka Tomasza Krzyżanowskiego staje się osią całej konstrukcji. Wielogłosowe kompozycje nie ilustrują scenicznych wydarzeń, lecz budują dramaturgię przedstawienia. Śpiew w kilku językach nie prowadzi do poczucia wyobcowania. Przeciwnie – uwalnia odbiór od dosłowności i kieruje uwagę ku barwie głosu, rytmowi oraz emocjonalnemu napięciu. W rezultacie język przestaje pełnić funkcję informacyjną, stając się tworzywem dźwiękowym o równie istotnym znaczeniu jak światło czy ruch.
Drugim filarem spektaklu pozostaje teatr cieni. Interesujące jest to, że animatorzy nie ukrywają procesu powstawania iluzji. Publiczność obserwuje jednocześnie efekt i mechanizm jego tworzenia. Odsłonięcie teatralnej maszynerii nie prowadzi jednak do demistyfikacji. Paradoksalnie świadomość techniki wzmacnia uważność wobec samego aktu kreacji. Magia nie rodzi się tutaj z ukrycia środków wyrazu, lecz z precyzji ich użycia. Na uwagę zasługuje również sposób modelowania światła. Za pomocą prostych filtrów i ruchomych elementów twórcy uzyskują efekt subtelnego migotania, dzięki któremu cieniowe obrazy nabierają zaskakującej głębi i wewnętrznego rytmu.
Nie wszystkie elementy przedstawienia funkcjonują z jednakową siłą. W niektórych sekwencjach wizualna warstwa pozostaje wyraźnie podporządkowana muzyce. Cieniowe obrazy bywają bardziej sugestywnym komentarzem niż autonomiczną narracją, przez co napięcie dramaturgiczne przenosi się przede wszystkim na wykonawców muzycznych. To właśnie ich skupienie, dyscyplina wykonawcza i konsekwencja budują emocjonalny ciężar spektaklu. Najpełniej ujawnia się to w litewskiej legendzie o Eglė, której finałowa przemiana dzieci w drzewa należy do najbardziej przejmujących obrazów całego przedstawienia. To przykład, jak oszczędnymi środkami teatru formy można osiągnąć niezwykłą siłę oddziaływania.
Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że twórców mniej interesuje opowiedzenie konkretnych legend niż stworzenie przestrzeni kontemplacji. „Bracia Polarnej Zorzy” nie próbują uwodzić tempem ani widowiskowością. Dominuje rytm spokojny, niemal medytacyjny, wymagający od widza gotowości do uważnego słuchania i cierpliwego obserwowania. Dla części publiczności może to oznaczać zbyt małą zmienność środków wyrazu, dla innych stanie się największą wartością przedstawienia.
Pokaz na Festiwalu ANIMA w Olsztyńskim Teatrze Lalek przypomniał, że teatr formy nie musi nieustannie poszukiwać technologicznych atrakcji, aby pozostawać współczesny. Wystarczy świadomie operować podstawowymi elementami – głosem, światłem i cieniem – by stworzyć spektakl, który nie tyle opowiada historie, ile uruchamia pamięć kulturową i indywidualną wyobraźnię.
„Bracia Polarnej Zorzy” pozostają propozycją wymagającą skupienia, ale właśnie dzięki temu wyróżniają się na tle wielu familijnych widowisk. Nie schlebiają odbiorcy prostymi rozwiązaniami, lecz zapraszają do doświadczenia teatru jako przestrzeni słuchania, patrzenia i współtworzenia znaczeń. W tym sensie jest to przedstawienie bardziej do przeżycia niż do jednoznacznego zinterpretowania – i być może właśnie w tej otwartości tkwi jego największa siła.