„Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak w reż. Sławomira Narlocha w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.
Tym spektaklem Teatr Współczesny wpisuje się w żywy nurt opowieści rewidujących polską historię, tworzonych z punktu widzenia dotychczas pomijanej warstwy chłopskiej. Teatr oddaje głos chłopkom, tak jak w zbiorze reportaży Joanny Kuciel-Frydryszak, na którym oparty został scenariusz przedstawienia.
Można byłoby się spodziewać, że będzie to spektakl nie tylko rewidujący przeszłość, ale i pełen goryczy, protestu, krytyki społecznej, zupełnie zrozumiałej, tymczasem narracja biegnie w inną stronę. To raczej zbiór opowieści o indywidualnych losach, które składają się na obraz kobiet zapracowanych, poniżanych, poddawanych przemocy, często żyjących w cieniu i poniżeniu w świecie twardego patriarchatu. Teraz dochodzą do głosu, ale ich skarga nie jest rodzajem pretensji do kogokolwiek, jest po prostu opowieścią o prawdzie ich losu, jest sposobem ustawienia dotychczas pomijanych bohaterek w centrum sceny.
Umiejętnie to skomponował Sławomir Narloch, tworząc narrację przesyconą duchem poezji, a przede wszystkim pieśni ludowej. Te pieśni są tutaj głównym spoiwem widowiska, nadają mu nieco wyższy ton, podnoszą emocje opowiadań. Z drugiej strony silnej wymowie tego widowiska służą wycyzelowane kreacje psychologiczne aktorek Współczesnego, spośród których na pierwszy plan wybijają się postacie stworzone przez filary tego teatru: Joannę Jeżewską, Monikę Kwiatkowską czy Agnieszkę Pilaszewską, ale także przez młodsze aktorki. Swoją rolę odgrywa równie wyśmienicie Marcin Stępniak, od niezbyt dawna w teatrze przy Mokotowskiej, pełniący tu funkcję gospodarza opowieści.
Piękny spektakl. I wzruszający, i poruszający, i wywołujący empatię, choć nie wymusza współczucia. Świetna scenografia, której głównym elementem jest wóz ciągniony przez kobiety. A na wozie często znajdą się kobiety kalekie albo umierające, można podejrzewać, że to rodzaj wozu-mieszkania albo symbol losu, wiecznego zapracowania.