Logo
Recenzje

Świat Brzechwy, świat absurdu

8.06.2026, 14:11 Wersja do druku

„Kanato” Jana Brzechwy w reż. Magdaleny Małeckiej-Wippich w Teatrze Telewizji.Pisze Piotr Zaremba w „Sieciach".

fot. N. Młudzik/TVP

„Kanato" to tajemnicze miasto pełne poezji, do którego zaprasza Jan Brzechwa. To również tytuł spektaklu Teatru Telewizji pokazanego w Dzień Dziecka. Najbardziej zaciekawiło mnie, czy ten autor nadał może być panem dziecięcej wyobraźni. No i fenomen wiecznie młodej Anny Seniuk.

Jan Brzechwa na pewno był - naturalnie do pewnego momentu każdego życia - panem wyobraźni mojego pokolenia. I wielu innych. Kiedy słuchałem teraz „Kaczki dziwaczki", „Na wyspach Bergamutach" czy „Żurawia i czapli", mówionych z ekranu, aż się zdziwiłem, jak bardzo jestem przesiąknięty poszczególnymi frazami, powiedzonkami, konstrukcjami słownymi.

On wiódł mnie drogą absurdów i paradoksów (nieszczęsna Dziwaczka, upieczona na obiad i objawiająca się jako zając - to przecież okrutne), kreował własne światy, czasem niemal serio. Dopiero potem się dowiedziałem, że w dawnych czasach opiewał Stalina. Jego dłuższy poemat „Szelmostwa lisa Witalisa" to w istocie hymn na cześć spółdzielni produkcyjnych, ale to też zauważyłem później. Skądinąd w nim także jest okrutny - satysfakcja z powodu ostrzyżenia lisiego ogona przez oszukane zwierzęta to w istocie pochwała odwetu.

W „Kanato" Magdalena Małecka-Wippich złożyła w całość 21 wierszy Brzechwy. Najbardziej zaskoczyła mnie piracka opowieść Mnicha Brandona -  wyróżniała się trochę inną, niemal niesamowitą stylistyką, nie znałem tego. Choć wydała mi się niedokończona.

Adaptatorka i reżyserka, szukając połączenia tych utworów, wykreowała śladową historyjkę o teatralnej czy może nawet cyrkowej trupie, popisującej się trochę w stylu obrazków mistrza Federica Felliniego. Jej członkowie aranżują poszczególne przypowiastki, w różnej tonacji, pośród cyrkowych dekoracji Maksa Maca. Czy przekonała mnie ta formuła całości? Bardziej spójna i sugestywna wydaje mi się aranżacja „Pchły szachrajki" dokonana w Teatrze Narodowym, a potem w Teatrze Telewizji przez Annę Seniuk, notabene mamę reżyserki. Ale tamto to jedna opowieść, tu - składanka.

fot. Archiwum TVP

No i jeśli podsuwamy skojarzenia z Fellinim, przydałby się także jego muzyk, Nino Rota. Muzyka Alberta Stensena wydała mi się zbyt anemiczna, za mało absurdalna jak na te teksty. „Pchłę szachrajkę" opatrzył dużo sugestywniejszym tłem muzycznym Maciej Małecki, były mąż Anny Seniuk.
Ale oczywiście jak się słucha i patrzy na m.in. Olgę Sarzyńską, Marcina Przybylskiego, Milenę Suszyńską, Barbarę Garstkę, Marcina Bubółkę czy Pawła Paprockiego, ma się wrażenie, że dzieci próbują obsługiwać najlepsi, mistrzowie małych i cokolwiek groteskowych form.

Anna Seniuk powiedziała w postscriptum po spektaklu, że adaptatorka i reżyserka, a także oni, aktorzy, chcieli, by dosłowność została zastąpiona przez grę wyobraźni, na której zresztą opiera się znaczna część teatru.

Wiesław Komasa, grający przeuroczego Brzechwę, mówił coś o oderwaniu dzieci od smartfonów. Pytanie, czy to jeszcze możliwe. Ich świat - cyfrowy, nie analogowy - opiera się na czymś innym. W jego zgiełkliwym, kompletnie odmiennym od brzechwowego przerysowaniu bardzo poetycka Krowa, która chciała, a nawet umiała latać, mieści się słabo.

No i na koniec Anna Seniuk, szefowa trupy ale grająca też wiele postaci, nawet nanoszącego błoto do zamku Króla z wąsami. Przybierająca postać figur bardzo wiekowych, a jednak w antraktach zdumiewająco młodzieńcza (ma 83 lata). Ona jak Brzechwa towarzyszy mi od zawsze, po raz pierwszy widziałem ją na początku lat 70. w serialu przygodowym „Czarne chmury ". Mistrzyni transformacji, a mimo to czuła, serdeczna, empatyczna wobec swoich bohaterek. Tu była bardzo na swoim miejscu. 

Tytuł oryginalny

Świat Brzechwy, świat absurdu

Źródło:

„Sieci” nr 24

Autor:

Piotr Zaremba

Data publikacji oryginału:

08.06.2026

Sprawdź także