„Fortissimo” Małgorzaty Czerwień w reż. Marcina Libera z AST w Krakowie na XII Festiwalu Wybrzeże Sztuki w Gdańsku. Pisze Magda Mielke w Teatrze dla Wszystkich.
Ocena recenzenta: 5/10
Spektakl „Fortissimo” Małgorzaty Czerwień w reżyserii Marcina Libera, przygotowany przez Akademię Sztuk Teatralnych w Krakowie, to jeden z głośniejszych dyplomów ostatnich lat. Inspirowany filmem dokumentalnym „Pianoforte” Jakuba Piątka, przenosi widzów w świat młodych pianistów przygotowujących się do prestiżowego konkursu. Ten punkt wyjścia staje się jednak pretekstem do znacznie głębszej opowieści – o presji sukcesu, rywalizacji, perfekcjonizmie i kruchości marzeń, zwłaszcza w świecie sztuki.
Na pierwszy rzut oka „Fortissimo” to historia o konkursie. Widzowie obserwują uczestników – osiemdziesięciu siedmiu młodych muzyków, „osiemset siedemdziesiąt palców” – rywalizujących o jedno zwycięstwo. Jednak już po kilku scenach staje się jasne, że ta sytuacja to metafora – opowieść o każdym młodym artyście próbującym przebić się w świecie, w którym talent i ciężka praca nie zawsze wystarczają. Czerwień i Liber pytają o granice ludzkiej wytrzymałości – fizycznej i psychicznej – oraz o cenę, jaką płaci się za pasję, ambicję i wiarę w siebie.
Forma przedstawienia jest dynamiczna i wielowarstwowa. Reżyser łączy klasyczny teatr z performansem, ruchem scenicznym i muzyką. W spektaklu wybrzmiewają utwory Fryderyka Chopina, które – zamiast stanowić tło – stają się pełnoprawnym partnerem aktorów. Muzyka wyznacza rytm scen, podkreśla emocje i momenty napięcia. Ruch sceniczny, opracowany przez duet Hashimotowiksa (Katarzynę Kulmińską i Paulinę Jaksim), buduje atmosferę rywalizacji i fizycznego wysiłku.
Studenci Wydziału Aktorskiego AST wypadają bardzo przekonująco w swoich rolach – w końcu sytuacja młodego pianisty niewiele różni się od położenia początkującego aktora. Tworzą spójną, silną grupę – wszyscy są częścią większej opowieści, a każdy dostaje też swoje „pięć minut” sam na sam z publicznością, co dobrze oddaje ideę konkursu. Młodzi aktorzy z wyczuciem balansują między patosem a ironią, między techniką a emocją.
„Fortissimo” działa na wielu poziomach. To opowieść o muzyce i teatrze, o świecie, w którym idea doskonałości potrafi zniszczyć radość tworzenia. Jednocześnie to bardzo aktualny komentarz do rzeczywistości młodych ludzi – artystów, studentów, osób wchodzących w życie zawodowe – którzy od początku mierzą się z oczekiwaniami, konkurencją i lękiem przed porażką. Spektakl nie daje łatwych odpowiedzi, ale zostawia widza z ważnym pytaniem: czy w świecie, który premiuje głośne fortissimo, jest jeszcze miejsce na ciche piano?
To, co stanowi największą siłę spektaklu – jego studencka energia i szczerość – okazuje się zarazem jego słabością. Widać, że to projekt dyplomowy, już w samej konstrukcji podporządkowanej zasadzie, by każdy miał okazję się zaprezentować. Aktorzy momentami zbyt mocno się „zagrywają”, jakby chcieli udowodnić, na co ich stać. Całość chwilami rozmywa się w ciągu scen, które nie prowadzą do wyraźnej puenty. Pozostaje wrażenie niedosytu – jakby widz uczestniczył w próbie generalnej, a nie oglądał w pełni dopracowany spektakl.