EN
27.09.2022, 11:58 Wersja do druku

Sonata Belzebuba

„Sonata Belzebuba” Stanisława Ignacego Witkiewicza w reż.  Radka Stępnia w Teatrze im. Jaracza w Łodzi. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Krzysztof Bieliński / mat. teatru

Jak zrozumiałem z zapowiedzi - Jaracz ma dawać repertuar lekki, łatwy i przyjemny oraz lektury (w listopadzie Zemsta). Nie pozostaje zatem nic innego niż potraktować Sonatę Belzebuba jako pewnego rodzaju epitafium gdyż oglądamy spektakl owszem - przyjemny, ale ani nie lekki ani łatwy.
Jak to u Witkacego – mamy zabawę formą, zwracam uwagę na urokliwe poruszanie twórców się na granicy kiczu, i w słowie i w obrazie, ALE myśl autora nie wydaje się być spektaklu jakoś wykpiona czy spostponowana. Otóż Istvan (bardzo dobry Paweł Paczesny) chce tworzyć Sztukę, bez względu na to, czy znajdzie ona swoich odbiorców, czy też – nie, mówiąc w dużym uproszczeniu. W pewnym momencie Belzebub (znakomity - odziany w komplementowane w kulurach futro - Mikołaj Chroboczek) osobom naszego dramatu się ukaże, a przedstawienie nabierze i wyraźnego tempa i rumieńców, zaś trup słać się będzie gęsto. Zapewniam jednak, że są to sceny stosunkowo komiczne, gdyż jesteśmy w świecie rzadko trzeźwiejącego Witkacego, a takie zjawiska jak trup na scenie okropnie go śmieszyły.

Jeśli jesteście gotowi na pięknie pokazaną (scen. Konrad Hetel) i z talentem zagraną opowieść o sensie sztuki, roli artysty i o diabłach, którym niekiedy - z rozmaitych powodów - się sprzedajemy, to łódzka Sonata taką refleksję w satysfakcjonujący sposób dostarcza.

Tytuł oryginalny

Sonata Belzebuba

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr
Link do źródła