„Bibuła w tapczanie” wg Michała Rusinka w reż. Michała Derlatki Teatru Miniatura w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Pisze Katarzyna Wysocka w „Gazecie Świętojańskiej”.
To było bardzo dobrze spędzone przedpołudnie z Teatrem Miniatura w Europejskim Centrum Solidarności. Spektakl „Bibuła w tapczanie” w reżyserii Michała Derlatki na motywach książki Michała Rusinka okazał się wystrzałową propozycją teatralną i koncepcyjną (dołożył się scenograf i trzeci Michał – Michał Dracz). Inteligentny tekst dedykowany młodemu odbiorcy, szybkie tempo właściwie akcentowane, subtelne dialogowanie z przeszłością dawkowane jako mrugnięcie oka do dorosłego widza, humor, zabawa słowem, lekkość gry, a właściwie dobra zabawa aktorska – złożyły się na zasłużone oklaski widowni.
Spektakl powstał w ramach współpracy Miniatury i ECS z okazji 45. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych. Bazą stały się wydane w formie książki wspomnienia Michała Rusinka i jego siostry Joanny (ilustratorki) z ich dzieciństwa, z czasów, kiedy ich rodzice zaangażowali się w działalność opozycyjną i kolporterską. Bogactwo wspomnień i wyobraźni złożyły się na niebanalną, zabawną i podaną w przyswajalnej dawce opowieść o tęsknocie za normalnością i wolnością. Niczym w pigułce zawarto koncepcję i efekty podziału Europy na Zachód i Wschód, powstanie wolnego związku zawodowego Solidarność, genezę stanu wojennego, historię okrągłego stołu i przemian ustrojowych. Wkłuto też delikatne szpileczki w mitologię dziejów powiązaną z Lechem Wałęsą, potraktowanego nie tylko jako „wybrańca”, ale również jako człowieka o przysłowiowych już cechach charakteru. Wszystko w sposób urokliwy, bajkowy i metatekstowy.
Wydaje się, że spektakl „Bibuła w tapczanie” mógłby stać się dla młodszego widza hitem podobnego rodzaju, co musical „1989” współprodukowany przez Gdański Teatr Szekspirowski – głównie ze względu na ukłon w stronę współczesnego odbiorcy zainteresowanego skrótowością przekazu o historii najnowszej, ale także mającego już jakąś wiedzę czy poglądy na konkretne tematy narodowe. Dzieci w ESC na pewno umiały rozróżnić sytuacje, które nie pasowały do ich obecnego świata i wyraźnie opowiedzieć się za uniwersalnymi wartościami, jak prawo do wolności na poziomie wybierania i wypowiedzi, uczciwość obywatelska (w kontrze do prowokacji i nieuczciwych wyborów), prawo do informacji itp. Było także o kolejkach po papier toaletowy, kiełbasę, ocet, o rozmowach kontrolowanych, kontrolach na drogach, cenzurze i mowie ezopowej, „Teleranku”, życiu w konspiracji i kolportażu bibuły, Fiacie 126p.
Ten miniaturkowy zastrzyk historii przełomowych i codziennych nie wymusił na widzach konradowskiego pochylenia się nad dziejami, ale stanowi przykład opowieści krzepiącej, bo ludzi ogarnia potrzeba solidarności. Dla szczególnie zainteresowanego młodego odbiorcy – spektakl jest punktem odniesienia do dyskusji z rodzicami czy dziadkami.
Reżyser dał pole aktorom do niemal swobodnej ekspresji bardzo potrzebnej w momentach licznych interakcji z publicznością. Wydawało się, że Jakub Ehrlich i Dariusz Czarniecki zostali przygotowani na różne sytuacje, bo umieli płynnie wejść w dialog z widzami, panując nad chaosem wynikającym z liczby zabierających głos, szczególnie takich dzieci, które miały odpowiedzi na wszystko. Widz został przy tym potraktowany poważnie i uważnie, a aktorzy dobrze się bawili. Ehrlichowi przypadły role silnie nacechowane, m.in. nieuczciwego Ryszarda Kajaka, radzieckiego decydenta, milicjanta, zblazowanej ekspedientki, animatora papierowej głowy gen. Jaruzelskiego. Czarniecki zasadniczo w roli Kazimierza Pompki, wszedł także w postać mitologicznego Lecha Wałęsy – z dużą swobodą „uwiódł” publiczność swoją koncepcją postaci, zagrzewając przy tym do skandowania słowa „solidarność” czy sloganu: „Nie ma wolności bez solidarności”.
Dzięki Michałowi Draczowi powstała oryginalna, kompaktowa scenografia, bazująca na funkcjonalnych zastosowaniach i konstrukcjach oraz różnych rodzajach lalek, z naciskiem na papierowe lalki cieniowe, płaskie. Muzyka Tymona Tymańskiego nie prowadziła bohaterów, raczej im towarzyszyła, ale, niestety, w Bibliotece ECS była słabo nagłośniona. Brak mikroportów powodował gorszą słyszalność przy piosenkach, co oczywiście można przy kolejnych pokazach zmienić.
To już kolejny spektakl Teatru Miniatura, który nawiązuje do czasów PRL i jest równie udany (wcześniej „Beton” także w reżyserii Michała Derlatki – nasza recenzja tutaj). To pokazuje, że są sposoby na dotarcie do młodego, mniej uwarunkowanego widza, dla którego słowo solidarność nie jest dzisiaj obarczone podziałami i konfliktem, ale zachętą do nowego spojrzenia i stylu życia.
Spektakl dla dzieci 8+ i bliskich im dorosłych
Źródło: Solidarność w wersji krzepiącej | Gazeta Świętojanska