16.07.2021, 11:44 Wersja do druku

Słupsk. Szare eminencje Nowego Teatru

Inne aktualności

Teatr to nie tylko aktorzy. Bez zaplecza technicznego nie odbyłby się żaden spektakl. Słupski zespół teatralny, podobnie jak inne, dzieli się na dział artystyczny, administrację teatru oraz dział techniczny. W tym tekście postaramy się przybliżyć pracę tego ostatniego.

Nowym Teatr im. Witkacego w Słupsku od dłuższego czasu zdobywa coraz większe uznanie na ogólnopolskiej scenie teatralnej. Przypomnijmy, że w marcu tego roku Dominik Nowak, dyrektor NT, otrzymał Nagrodę Teatralną Marszałka Województwa Pomorskiego za rok 2020. Z kolei rok temu, tą samą nagrodę, Nowy Teatr odebrał za najlepszy spektakl w województwie pomorskim, jakim był „Kupiec wenecki”. Co ważne spektakl ten zdobył także nagrodę Złotego Yoricka, która to często jest określana mianem szekspirowskiego Oscara w świecie teatru.
Te wszystkie sukcesy nie byłby jednak możliwe, gdyby nie praca kilkunastu osób z zaplecza technicznego. W skład tego zespołu wchodzą zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Maszyniści sceny, oświetleniowcy oraz akustycy, ale też inspicjentki i garderobiane. Zespół techniczny to niejako „szare eminencje” teatru. Efekty ich pracy są widoczne gołym okiem, ale nie do końca wiadomo, kto za nie odpowiada.
Dekor trzeba postawić

Maszyniści sceny – Mateusz, Łukasz, Tomek i Mietek. Panowie odpowiadają za to, jak scenografia wygląda na scenie. Czy kolumny w „Panu Tadeuszu” stoją prosto? Czy huśtawka w „Balladynie” jest dobrze zamocowana? Czy drzwi do pokoi w „Żonie potrzebnej od zaraz” na pewno się zamkną, gdy postać grana przez Igora Chmielnika zejdzie ze sceny jednocześnie trzaskając nimi? To codzienne problemy pracy maszynistów. Utrzymywanie scenografii w dobrej kondycji, dbanie o jej prawidłowy transport, montaż i demontaż to chleb powszedni dla tej czwórki. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, gdzie nawet oni nie są w stanie pomóc.

- Kiedyś Wojtek [Wojciech Marcinkowski – przyp. red.], podczas spektaklu „Pana Tadeusza”, który graliśmy na wyjeździe, oparł się przez przypadek o scenografię. Jako, że jest wykonana z drutu, jest dosyć lekka i łatwo ją naruszyć. Po tym, jak się o nią oparł, dekor po prostu się przewrócił. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a nasi aktorzy kontynuowali spektakl bez najmniejszego zająknięcia. Nawet Wojtek zachował pokerową twarz - wspomina ze śmiechem Łukasz. - Teraz usztywniamy konstrukcję jeszcze bardziej, aby uniknąć takich wypadków na przyszłość - dodaje.

Na wyjazdach maszyniści, wraz z całą resztą zespołu technicznego, zaczynają dzień pracy dużo wcześniej niż aktorzy. Pobudka o godzinie czwartej lub piątej rano to norma. Kilka łyków kawy, szybko zjedzone śniadanie, a następnie dojazd z hotelu do lokalnego teatru, gdzie słupszczanie wystawiają sztukę i „stawianie dekoru”, czyli przygotowywanie scenografii na scenie. W zależności od stopnia skomplikowania scenografii, montaż dekoracji może trwać od trzydziestu minut do kilku godzin. Nie zdarzyło się jednak, aby nie zdążyli na czas. Na szczęście od czasu, kiedy Nowy Teatr ma własną scenę, wyjazdy i wstawanie o tak wczesnych porach jest już rzadkością.

Mietek, jeden z maszynistów sceny, dodatkowo odpowiedzialny jest za budowę scenografii zgodnie z projektem przedstawionym przez scenografa.
- W sumie zajmuję się wszystkim, co później widać na scenie. Wspólnie z Grzegorzem, kierownikiem sceny, budujemy scenografie do spektakli. Oznacza to, że często przebywamy w pracowni, gdzie scenografie powstają. Grzesiek pracuje w drewnie, a ja w metalu. Stamtąd skończone elementy dekoracji scenicznej montowane są na deskach teatru, gdzie następnie, wspólnie z resztą maszynistów, przygotowujemy scenografię do spektaklu – tłumaczy Mietek.
Proces tworzenia dekoracji według instrukcji scenografa jest długi i wyczerpujący. Po drodze nastąpić mogą dodatkowo zmiany, które w życie wprowadzić muszą również maszyniści sceny.
Nie siadasz i nie wciskasz przycisku play

Cezary, kierownik działu technicznego, a także realizator dźwięku i oświetlenia w Nowym Teatrze, odpowiada za organizacje pracy, bezpieczeństwo pracowników i płynne działanie całego zespołu technicznego.
- Praca jako realizator dźwięku wymaga wiedzy muzycznej, słuchu muzycznego, a w dzisiejszych czasach również wiedzy - powiedzmy - komputerowej. Dużo osób myśli, że to wygląda tak, że siadasz, wciskasz przycisk „play” i samo się wszystko dzieje – mówi Czarek – Tak naprawdę dobrze wykonana praca realizatora dźwięku wymaga przygotowania algorytmu dźwięków, efektów i poleceń w programie. Do tego potrzebne jest sporo pracy, wiedzy i doświadczenia – dodaje.

Drugim z realizatorów dźwięku, lub, jak potocznie się mówi - akustykiem - w Nowym Teatrze jest Grzegorz, który podkreśla, że jego praca nie polega na komponowaniu warstwy muzycznej spektaklu, ale na realizacji założeń reżysera i kompozytora.
- Jesteśmy tu po to, aby zrobić to, co do nas należy, w zgodzie z wizją twórców. Stąd też rzadko nasza praca ma charakter twórczy, a raczej odtwórczy. Ale nie ukrywam, czasami możemy dodać coś od siebie, oczywiście po konsultacjach z kompozytorem lub reżyserem – mówi. - Jeżeli wymaga tego sytuacja i miejsce grania spektaklu, to wspomagamy głos aktorów mikroportami lub mikrofonami zbierającymi, aby byli lepiej słyszani przez publiczność – wyjaśnia Grzegorz.

Jak dodaje, odpowiedzialność, jaka ciąży na akustykach, jest bardzo duża.
- Zresztą to dotyczy pracy całej ekipy technicznej. Bez nas żaden spektakl „nie pójdzie” – dodaje na koniec.
Nie za ciemno?

Tomasz jest realizatorem oświetlenia (oświetleniowcem) w słupskim teatrze, z którym związany jest od 2013 roku. Swoją pracę opisuje jako bardzo stresującą i odpowiedzialną, zwłaszcza podczas przygotowywania spektakli premierowych, kiedy musi urzeczywistnić wizję, którą wymyślił scenograf lub reżyser spektaklu.

- To nie jest tak, że włączysz reflektory i już. Trzeba nad tym przysiąść na spokojnie, dogadać się ze scenarzystą i reżyserem. Wiedzieć kiedy, jakie światło i na kogo, na którego z aktorów. Nawet kolor lub jasność ma znacznie. Wszyscy w zespole technicznym tworzymy przestrzeń, w której poruszają się aktorzy. Wykonujemy pracę, która jest ważna zarówno dla teatru, jak i dla widza, który, oprócz śledzenia akcji, otrzymuje całą paletę wrażeń estetycznych - mówi Tomek.

Dodatkowo Tomek zaznacza, że praca jako realizator oświetlenia wymaga nieustannego doskonalenia się na tym polu oraz zdobywania wiedzy na temat sprzętu.
- Poza tym olbrzymią rolę ma doświadczenie. Dopiero zagranie kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset spektakli, pozwala poznać zachowania aktorów czy przestrzeń kreowaną w danej sztuce. W tej pracy należy nauczyć się spektakli na pamięć i robić notatki, aby móc po dłuższym czasie usiąść za konsoletą i nadal pamiętać, jak pracować światłem w każdym spektaklu, który ostatni raz mógł być grany kilka tygodni lub miesięcy temu. Co więcej, w jednym spektaklu może być dziesięć zmian świateł, ale podczas innego ponad sto. Tutaj nie ma reguły – wyjaśnia oświetleniowiec.

Praca w teatrze daje Tomkowi satysfakcję i swoją karierę zawodową nadal wiąże z tym miejscem, pomimo że wcześniej pracował w zupełnie innych zawodach, które nie były związane z kulturą. Dziś, jako realizator oświetlenia, na swojej drodze spotyka ludzi, którzy są dla niego inspiracją i dzięki którym cały czas się rozwija.
Czy wszystko jest? Czy wszyscy są na miejscach?

Justyna to jedna z inspicjentek, a jednocześnie sufler i rekwizytor Nowego Teatru w Słupsku. Musi umieć zachować stalowe nerwy, nawet, gdy sytuacje podczas spektakli przybierają skrajnie niechciany i nieprzewidywalny obrót. Inspicjent bowiem odpowiada za techniczną i organizacyjną stronę przedstawienia. Podczas spektaklu pilnuje, aby aktor lub aktorka byli na miejscu, w kulisach, kiedy zbliża się moment ich wejścia na scenę. To samo tyczy się zmian dekoracji w trakcie przedstawienia, na przykład pomiędzy aktami. Jako rekwizytor z kolei, odpowiada za przygotowanie rekwizytów w kulisach, a nieraz także za ich stworzenie.

- Jeżeli trzeba to wykonuję rekwizyty. Materiały do ich wykonania zdobywam na różnego rodzaju pchlich targach lub w sklepach ze starociami – mówi Justyna. - W trakcie trwania sztuki pilnuję, aby rekwizyty w kulisach były z łatwością dostępne dla aktorów przygotowujących się do wejścia na scenę - dodaje.

Bycie inspicjentem to odpowiedzialne i ważne stanowisko wśród technicznej ekipy Nowego Teatru w Słupsku, choć zdarza się, że Justyna płata figle aktorom.
- W „Balladynie” jest scena, w której grająca główną bohaterkę Monika [Monika Janik – przyp. red.], musi pokroić chleb. Ze względów bezpieczeństwa nóż, którego używa w tej scenie jest tępy, aby nie ryzykować wypadku. Tym samym to moim zadaniem jest zawczasu pokroić chleb na tyle, aby wydawało się, że to aktorka go kroi przed publiką - wspomina Justyna. - Podczas jednego ze spektakli umyślnie nie pokroiłam chleba, chcieliśmy zrobić Monice taki mały psikus. Biedaczka próbowała pokroić ten chleb tępym ostrzem, ale w końcu poddała się i na oczach publiki chwyciła bochenek w dłonie i rozerwała na małe kawałki. Wspólnie z maszynistami sceny mieliśmy wtedy niezły ubaw, ale trzeba przyznać, że Monika wybrnęła mistrzowsko – dodaje ze śmiechem.
Na straży kostiumów

Praca garderobianej w teatrze polega na przygotowaniu - ale nie szyciu - kostiumów do spektakli, czyli na przykład przeprasowaniu czy przepraniu ich przed i po przedstawieniu, a także naprawianiu ich. W trakcie trwania sztuki garderobiane nieraz pomagają aktorom w szybkim ubraniu kostiumów, ponieważ na tzw. „przebiórki” w kulisach aktorzy mają czasem tylko kilkanaście sekund. Poza tym garderobiana musi przygotować także kosmetyki dla aktorów, aby ci mogli ucharakteryzować się do roli.

- Niejednokrotnie zdarzało się, że pomiędzy wyjściami aktora na scenę, musiałam zaszyć dziurę w koszuli lub spodniach, albo za pomocą kilku agrafek zastąpić zamek w sukniach dla aktorek. To są sytuacje awaryjne, których nie można przewidzieć, a które wymagają szybkiej reakcji i niejednokrotnie improwizacji - tłumaczy Monika, jedna z garderobianych pracujących w Nowym Teatrze w Słupsku.
W słupskim teatrze są dwie garderobiane. Jedna odpowiada za garderobę męską, a druga za damską.
- Często rozmawiamy z aktorami, motywujemy ich i przekonujemy, że wyglądają dobrze i nie mają się czym martwić. Wbrew pozorom jest to potrzebne, zwłaszcza kiedy jest mało czasu albo dany aktor ma po prostu zły dzień – dodaje Monika.

Poza przygotowaniem kostiumów do spektakli garderobiane również je katalogują. Polega to na prowadzeniu spisu informującego, w jakiej sztuce używany jest dany kostium. Pomaga to w przygotowaniu ich dla aktorów podczas wyjazdów, a także grania spektakli na miejscu, ponieważ niektóre elementy kostiumów, na przykład buty, używane są w więcej niż jednej sztuce.
Szare eminencje

Jak widać techniczni pracownicy teatru są niezbędni do jego prawidłowego funkcjonowania. Praca tej niewielkiej grupy ludzi sprawia, że możemy doświadczać spektakli w ten, a nie inny sposób. Nie tylko praca dyrektora, scenografa, reżysera czy aktorów składa się na triumfy teatru. To także praca ludzi „za kulisami” ma widoczny i realny wpływ na sukcesy słupskiego Nowego Teatru.

Tytuł oryginalny

Szare eminencje Nowego Teatru

Źródło:

Głos Pomorza nr 163