Logo
Recenzje

Romeo i Julia bez Werony. Flamenco zamiast tragedii

3.08.2026, 11:30 Wersja do druku

„Romeo i Julia” Williama Shakespeare'a w chor. Davida Gutiérreza z Barcelona Flamenco Ballet na 30. Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku. Pisze Wiesław Kowalski.

fot. mat. organizatora

„Romeo i Julia” Barcelona Flamenco Ballet, pokazane podczas Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku, jest spektaklem, który od pierwszych minut zdobywa publiczność energią, temperamentem i perfekcją wykonawczą. Problem w tym, że im dłużej trwa to efektowne widowisko, tym wyraźniej widać, że fascynacja formą zastąpiła próbę opowiedzenia historii. Z dramatu Szekspira pozostaje jedynie najbardziej rozpoznawalny szkielet: dwoje młodych kochanków, konflikt dwóch stron i finałowa śmierć. Cała reszta zostaje podporządkowana rytmowi flamenco, które zachwyca jako sztuka tańca, ale nie wystarcza jako język teatralnej interpretacji.

Twórcy spektaklu Davida Gutiérreza wybierają drogę widowiska muzyczno-tanecznego, w którym flamenco staje się głównym bohaterem. I trzeba przyznać, że w tej dziedzinie zespół prezentuje niezwykły poziom. Precyzja pracy nóg, dynamika ruchu, muzyczna wrażliwość tancerzy i żywa obecność wykonawców tworzą atmosferę prawdziwego scenicznego święta. Gdy rozbrzmiewa gitara, pojawia się śpiew, a parkiet wypełnia się rytmem uderzeń obcasów, teatr rzeczywiście nabiera temperatury południowej Hiszpanii.

Jednak Szekspir nie jest tutaj partnerem, lecz pretekstem. Spektakl nie prowadzi widza przez dramat kochanków z Werony, lecz wybiera z niego pojedyncze obrazy i emocjonalne znaki. Brakuje napięcia między bohaterami, rozwoju konfliktu i dramaturgicznej konieczności, która prowadziłaby od pierwszego spotkania Romea i Julii do katastrofy. Kolejne sceny układają się bardziej jak ciąg tanecznych numerów niż opowieść, a tragiczny wymiar historii ginie pod ciężarem efektownych układów choreograficznych.

Najwięcej życia wnoszą oczywiście sami wykonawcy. David Gutiérrez jako Romeo dysponuje imponującą energią sceniczną i potrafi przyciągnąć uwagę publiczności samą fizycznością ruchu. Jego bohater jest jednak przede wszystkim figurą namiętności i siły, znakiem męskiej ekspresji, a znacznie mniej człowiekiem przeżywającym dramat utraty. Zdecydowanie bardziej interesująca jest Andrea Amaya jako Julia, która dzięki pracy ciała i mimice potrafi stworzyć postać bardziej złożoną — zdolną do flirtu, zachwytu, ale także cierpienia i rozpaczy.

Najlepiej wypadają sceny zbiorowe, w których flamenco ujawnia swój prawdziwy potencjał. Rytmiczne sekwencje, starcia grup, zmieniające się układy tancerzy oraz muzyczna intensywność budują widowisko o dużej sile oddziaływania. W tych momentach można zapomnieć o niedostatkach interpretacji i poddać się czystej teatralnej energii. To właśnie wtedy spektakl działa najpełniej — nie jako „Romeo i Julia”, lecz jako opowieść o emocjach wyrażanych poprzez taniec.

fot. mat. organizatora

Wizualna strona przedstawienia również podporządkowana jest efektowi. Kostiumy przyciągają wzrok, podkreślają charakter flamenco i nadają scenie hiszpański koloryt, natomiast oszczędna scenografia pozostawia przestrzeń dla ruchu. Szkoda jednak, że uproszczenie świata przedstawionego nie prowadzi do nowego odczytania dramatu, lecz sprawia, że znikają jego najważniejsze napięcia: społeczne, emocjonalne i tragiczne. Znika Werona, znika społeczny wymiar konfliktu, znikają bohaterowie drugiego planu, którzy u Szekspira tworzą niezbędne tło dla tragedii młodych kochanków.

Barcelona Flamenco Ballet pokazuje więc przede wszystkim siłę własnego języka artystycznego. Flamenco potrafi wyrazić gniew, pożądanie, dumę i ból, ale w tym przypadku nie zostało wykorzystane do stworzenia nowej interpretacji Szekspira. Stało się raczej piękną oprawą dla historii, której dramaturgiczna złożoność została uproszczona. Publiczność otrzymuje spektakularne widowisko pełne temperamentu i mistrzowskiego tańca, ale miłośnicy teatru dramatycznego mogą odczuć niedosyt.

To przedstawienie, które łatwo podziwiać i trudno przeżyć jako tragedię. Ogień flamenco płonie na scenie mocno, lecz nie rozświetla głębiej dramatu Romea i Julii — zasłania go własnym blaskiem.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także