„Testosteron” Andrzeja Saramonowicza w reż. Witolda Mazurkiewicza w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.
Od prapremiery teatralnej komedii „Testosteron” w warszawskiej Montowni minęły prawie dwadzieścia cztery lata i od tego czasu doczekała się ona wielu realizacji. Satyra na męski „mit macho” oraz odwieczne zmagania z płcią piękną wielokrotnie bawiła publiczność w całej Polsce. Na Dużej Scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej odświeżony, nieco uwspółcześniony przez autora tekst — w inscenizacji reżysera i dyrektora teatru Witolda Mazurkiewicza — ma szansę ponownie święcić triumfy, przynosząc nieco inne spojrzenie na opowieść o tym, „jak trudno być człowiekiem, kiedy jest się mężczyzną”.
Kornel, ornitolog znany z udziału w popularnych programach telewizyjnych, poznaje urodziwą piosenkarkę Alicję i zakochuje się w niej. Już przed ołtarzem, zamiast sakramentalnego „tak”, słyszy „nie”, a o tym, że ślub nie doszedł do skutku, dowiadujemy się z rozmów siedmiu bohaterów gromadzących się w sali weselnej. Stoły są nakryte, w tle stoi podium przygotowane dla zespołu muzycznego — niestety, z planowanej zabawy nici. Panowie odziani w eleganckie garnitury, mimo ponurych min, rozpoczynają mocno zakrapianą alkoholem biesiadę, w trakcie której wychodzą na jaw tajemnice związane z przeszłymi wydarzeniami, mającymi zasadniczy wpływ na obecne życie bohaterów.
W „Testosteronie” specyficzny realizm i groteska splatają się z rubasznym folklorem komedii i przekornie pomagają w analizie relacji międzyludzkich we współczesnym świecie. Wprowadzone do scenariusza zmiany nie naruszają pierwotnej konstrukcji ani ciągu narracji, a błyskotliwość żartu nadal opiera się na słowie. Oczywiście utrzymanie uwagi widza przez dwie godziny, przy fabule bazującej nie na wartkiej akcji, lecz głównie na komicznych dialogach, nie jest łatwe. Statyczna dramaturgia wymaga więc dobrego zespołu aktorskiego — i tu reżyser bielskiego spektaklu doskonale dobrał obsadę, umiejętnie wykorzystując zdolność wglądu Saramonowicza w tajniki męskiej duszy.
Sławomir Miska jako Tytus — kelner-samochwała, jurny uwodziciel, a w głębi duszy dobroduszny typ — gładko stapia się z bohaterem. Grzegorz Sikora, grający ojca pana młodego, w punkt oddaje wady i zalety oraz egoizm Stavrosa, podstarzałego, lecz wciąż dziarskiego pożeracza damskich serc. Tomasz Lorek jest niemal wymarzonym rockmanem Fistachem, prześladowanym przez życiowego pecha. Równie naturalnie i swobodnie wypada Piotr Gajos jako magister Miśkiewicz, zwany Robalem — nieporadny, choć oczytany naukowiec, obdarzony ogromną wiedzą na temat zwierzęcej i ludzkiej biologii płci. Grzegorz Margas, wcielający się w Sebastiana Tretyna, pracownika agencji reklamowej, bawi do łez rzucanymi mimochodem uwagami. Ciekawość budzi także Mateusz Wojtasiński w roli Janisa, brata pana młodego — kochającego męża i ojca, który również nie należy do ideałów. Michał Czaderna jako sam pan młody, nieszczęśliwy i pocieszny Kornel, wydaje się niezwykle sympatyczny, choć i on ma swoje za uszami. Siła i wiarygodność spektaklu płyną z gry całego zespołu, rzadkich monologów oraz dominujących scen zbiorowych.
Dobrze przemyślany, intrygujący kolaż psychologicznych portretów znajduje dopełnienie w scenografii. Damian Styrna dba o nią z drobiazgową precyzją, łącząc niewymuszoną elegancję z nowoczesnością. Wspierają go Katarzyna Paciorek, autorka kostiumów, Jacek Obstarczyk, odpowiedzialny za muzykę, oraz Katarzyna Zielonka — za ruch sceniczny.
Profesjonalizm i humor, eksponowane przez precyzyjnie podane słowo, nie zawodzą. Kolejna wersja opowieści o męskich rozterkach, erotycznych podbojach (albo marzeniach o nich) i zwierzeniach jest — moim zdaniem — równie wciągająca i zabawna jak poprzednie.
Ocena recenzenta: 9 /10.