Logo
Recenzje

rafalturow.ski: Niezidentyfikowane szczątki ludzkie i prawdziwa natura miłości

28.10.2026, 18:27 Wersja do druku

„Niezidentyfikowane szczątki ludzkie i prawdziwa natura miłości” Brada Frasera w reż. Jarosława Tumidajskiego w Teatrze Collegium Nobilium. Pisze Rafał Turowski na swoim blogu.

fot. Bartek Warzecha

Kanada, przełom lat 80. i 90. 

Kilkoro naszych bohaterów żyje od doniesienia do doniesienia o kolejnych ofiarach seryjnego mordercy i - rozpaczliwie próbuje wejść w jakiekolwiek relacje. Te próby nie przynoszą nic poza bólem i kacem, który zostaje po seksie uprawianym w rozmaitych konfiguracjach. To seks, który nie przynosi ukojenia ani poczucia bezpieczeństwa, daje tylko krótkotrwałe, złudne wrażenie bliskości.

Oglądamy nie tylko znakomite przedstawienie, ale i świetny dyplom, co nie zawsze idzie w parze. Dodajmy, że rzecz jest dość odważna i koordynatorka scen intymnych miała sporo pracy, którą wykonała znakomicie. Widać jednak, że aktorzy czują się w „tych” momentach bezpiecznie i że zostali z czułością przezeń zaopiekowani. Główną rolę Davida, geja, byłego aktora, a obecnie kelnera, brawurowo zagrał Jakub Jaskólski, Jan Scardina wcielił się w jego pomocnika w barze, siedemnastoletniego Kane’a, który wręcz żebrze o chwilę uwagi Davida. Z plotek popremierowych - jedna z widzek podzieliła na bankiecie wrażeniem, że to rola, której aktor nie gra, on po prostu JEST Kane’em, trudno chyba o większy komplement; zresztą - cała siódemka jest fantastyczna, sprawdźcie sami.

Uprzedzam jednak: to dojmująco smutny spektakl. 

Dla nieco starszej widowni będzie to opowieść o niemożliwych miłościach w czasach zarazy, zilustrowana przez reżysera muzyką z epoki, pojawiające się w finale „Happy People” Yazoo, wcale nie jest o ludziach szczęśliwych, o czym przewrotnie śpiewa Alison Moyet, wręcz przeciwnie.

Ale może to dobrze, że na końcu tej przejmującej opowieści dostajemy - owszem - fałszywy, ale jednak krzepiący trop... 

Młodszą widownię może natomiast zaskoczyć (piszę to bez złośliwości), że samotność w wielkim mieście nie pojawiła się wraz z Tinderem, Grindrem czy czymkolwiek, co przyjdzie po nich. Nasi bohaterowie, pozbawieni tych aplikacji, radzą sobie z nią równie kiepsko jak my, tak świetnie – w teorii - wspierani przez technologię.

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr

Link do źródła

Sprawdź także