Logo
Recenzje

Wujaszek nie wyjedzie z Wałbrzycha

28.10.2026, 12:55 Wersja do druku

„Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty” Pawła Demirskiego w reż. Pameli Leończyk z Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu na VIII Festiwalu Dramatu Strefy Kontaktu we Wrocławiu. Pisze Ewa Mecner na blogu Artystyczne spojrzenie.

fot. Tobiasz Papuczys/mat. teatru

Spektakl "Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty" Pawła Demirskiego  po 18 latach od prapremiery wyreżyserowanej przez Monikę Strzępkę, 24 października zagrał zespół Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu w ramach ósmej edycji Festiwalu Dramatu Strefy Kontaktu we Wrocławiu. 

Sztukę wystawiono na Scenie Ciśnień Teatru Muzycznego Capitol. Reżyserowała to przedstawienie Pamela Leończyk i zrobiła to zupełnie inaczej niż Strzępka, przesuwając akcenty, zmieniając realia i nieco także fabułę, dając nowej publiczności komedię, gorzką co prawda, ale nie jak czarna, zbyt mocna kawa, lecz jak całkiem smaczna gorzka czekolada z wysoką zawartością kakao.

Spektakl opowiada historię luźno zainspirowaną "Wujaszkiem Wanią" Czechowa, ale przeniesioną w nowe czasy. Sztuka Pawła Demirskiego dedykowana była ludziom, którzy przez całe życie ciężko pracowali, a gdy zmienił się ustrój i nastał hurraoptymistyczny kapitalizm, przestali być potrzebni.

Ta sztuka miała też podtekst lokalny - w Wałbrzychu pozwalniano ludzi z likwidowanych kopalni i  starzy pracownicy zostali z niczym. Nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości, nie umieli się  przekwalifikować, czuli się gorsi, przegrani i nie umieli znaleźć sobie nowej pracy, z rozpaczy przepijając odprawę.

Taki jest bohater "Diamentów..."  Jan Wojnicki (Rafał Kosowski), ale też Astrov (Mateusz Flis), niedowartościowany  prowincjonalny lekarz, beznadziejnie zakochany w Soni, którą już do reszty pochłonął wielki świat (Warszawa).

Centralną postacią jest Wojnicki -  szalony Wujaszek, pałający żądzą zemsty na Profesorze Sriebriakowie, który nie tylko go wykorzystał, ale też zdołał wyrwać się z biednego prowincjonalnego Wałbrzycha i w Warszawie poślubić młodszą i bardziej urodziwą kobietę, Helenę. To tego właśnie zazdrości mu Wujaszek, zakochany w żonie Profesora. Wojnicki wie, że nigdy nie wyjedzie z Wałbrzycha i że skazany jest właśnie na takie życie, jakie obecnie prowadzi.

Akcja spektaklu toczy się w ponurym zapuszczonym domu, w mieszkaniu, które pamięta lepsze czasy. Na stole nakrytym do suto zakrapianego posiłku,  ustawiono samowar jako symbol minionego dobrobytu, kieliszki i butelki wódki. Poustawiane dookoła krzesła są krzywe i pokraczne.  W tle stary telewizor i niemal ciągle otwarty kibelek, w którym co jakiś czas ktoś z domowników się zamyka. 

Obraz narastającej nędzy i zbliżającego się ostatecznego upadku jest, jak się wydaje, już bardzo bliski. Wujaszek biega po scenie i za kulisami, z nabitą ślepakami bronią. Niania (Urszula Gryczewska) częstuje ziemniakami Tielegina, zniewieściałego wielbiciela filharmonii (doskonały Wojciech Marek Kozak), a bratanica Sonia (Irena Sierakowska), która przyjechała z Warszawy, podobnie jak pozostali, rzekomo czeka na Profesora, choć to czekanie na Godota.

Wujaszek wspomina dawne życie, ale w gruncie rzeczy nie ma już nadziei na jego powrót.  Wszyscy żyją w jakimś gombrowiczowskim  upupieniu. Wujaszek waha się między życiem zabójcy-anarchisty, a popadnięciem w obłęd (chodzi na terapię), ale w gruncie rzeczy wie, że wszystko się nieodwracalnie skończyło. 

Spektakl podany jest z niezwykłą fantazją (apogeum to wjazd na scenę upozowanej jak Lady Godiva Soni w przezroczystym trykocie na sztucznym koniu) i w klimacie mocno groteskowym (Wujaszek jako bokser). Czasy dla wszystkich się zmieniły. Ci którym się nie udało, tkwią w jakimś dziwnym stanie, ni to zawieszenia, ni to nadziei. W każdej chwili i za wszelką cenę, chcą prezentować się od swojej najlepszej  strony (Astrov i jego dowcipy). Każdy chce pokazać, że coś jeszcze znaczy, że coś robi - nawet zadziwiająco niestara Niania, która podkreśla z dumą, że sama obrała ziemniaki. 

W centrum tych wszystkich działań są pieniądze i dom, który jest spadkiem. 

"Diamenty..." ogląda się z przyjemnością, niczym kabaret z podwójnym dnem, w którym wszyscy udają, że są lepsi niż są naprawdę, choć jest w nich jakaś pustka, jakby wraz z pogodzeniem się z klęską dawnego życia zabrakło im zapału do podjęcia nowych wyzwań i chęci do nowego życia. Walec historii, który zmiażdżył ich marzenia pozostawił im jedynie osad goryczy. Aktorzy Teatru Dramatycznego z Wałbrzycha zagrali naprawdę świetnie, i choć spektakl rozpoczął się z opóźnieniem to warto było czekać. 

Tytuł oryginalny

Wujaszek nie wyjedzie z Wałbrzycha

Źródło:

artspojrzenie.blogspot.com
Link do źródła

Autor:

Ewa Mecner

Data publikacji oryginału:

26.10.2026

Sprawdź także