04.03.2020, 17:46 Wersja do druku

Przyszła

Jurkowi Gruzie

Prawie półwieku temu dostałem bardzo atrakcyjną propozycję aktorską. Chodziło o rolę w filmie. Wiem, wiem, ta część narodu, która popiera „dobrą zmianę", od razu na mnie krzyknie, żebym nie łgał, bo przecież pierwszy klaps w historii kina to wynalazek. .. no czyj? Śmiało! Podpowiem: w czasach PRL rzucał codziennie w milicyjne nysy koktajlami Mołotowa. Tak jest, dziś to premier nasz kochany, który wprowadza Polskę do pierwszej trójki gospodarczych gigantów na świecie.

Wracam do atrakcyjnej roli. W umowie było napisane „Robotnik Trzeci". Długo się nie zastanawiałem - w 1959 r. grałem Powstańca Trzynastego, potem w innym filmie żołnierza Dwudziestego Pierwszego, zaś jeszcze później Partyzanta Pięćdziesiątego Piątego. A tu Robotnik Trzeci. Jaki awans! Wziąłem z pocałowaniem ręki. Była to ręka Jerzego Gruzy, inteligenta pełną gębą, człowieka dotkliwie dowcipnego. Właśnie kręcił „Czterdziestolatka".

Poznaliśmy się w latach 60. w telewizji tuż po powrocie Jurka ze stypendium w Stanach Zjednoczonych. Naładowany nowinkami, postanowił robić programy rozrywkowe. Wszystko wtedy szło na żywo - nagrywać, a potem emitować jeszcze nie umieliśmy. „Poznajmy się" pisali Gruza i Jacek Fedorowicz, który te wieczory prowadził razem z Bogumiłem Kobiela. Transmitowano je ze sceny w warszawskim Studenckim Teatrze Satyryków, a to był przecież mój teatr. Jurek zaprosił mnie do kręcenia - po raz pierwszy w Polsce - krótkich filmików ukrytą kamerą. Dzisiaj to proste, ale wtedy dźwigałem na sobie parę kilogramów sprzętu. Oplatały mnie metry kabli z dwoma zamaskowanymi pod ubraniem mikrofonami oraz ciężkawym, nieporęcznym akumulatorem. W dodatku sporo wysiłku musiałem włożyć w to, aby jakimś gwałtownym ruchem nie rozłączyć przewodów. Tak uzbrojony, trochę jak zombie, podchodziłem do przypadkowego przechodnia na ulicy. Naprawdę był przypadkowy, przeze mnie namierzony. Prosiłem na przykład, żeby mi wyjął kluczyk z kieszeni marynarki i pomógł zdjąć... Tu pokazywałem dłonie skute kajdankami. Facet przeważnie uciekał, ale zdarzały się rozmowy: - Skąd ma pan kajdanki? - pytał. - Nieważne, niech mnie pan uwolni. -Ale kto panu założył te kajdanki? - dociekał. - Nikt. Zatrzasnąłem się - odpowiadałem. - Jak to? Gdzie? - on na to. -W windzie, proszę pana. Nigdy się pan w windzie nie zatrzasnął?

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Przyszła

Źródło:

Polityka

Autor:

Stanisław Tym

Data:

19.02.2020