Logo
Recenzje

„Pokój” – nie o wojnie, lecz o utracie bliskości

22.07.2026, 10:27 Wersja do druku

„Pokój” Szczepana Twardocha w reż. Roberta Talarczyka i Szczepana Twardocha z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie na 46. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Bartek Barczyk

Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Spektakl „Pokój” w reżyserii Roberta Talarczyka i Szczepana Twardocha w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie łatwo wpada w orbitę gotowych interpretacji: politycznego ostrzeżenia, publicystycznej diagnozy, albo scenicznego komentarza do aktualnych podziałów. Ale po wyjściu z widowni zostaje coś mniej oczywistego niż sama „teza” spektaklu – wrażenie, że jego prawdziwa stawka nie dotyczy sporu ideowego, tylko sposobu, w jaki opowiadamy sobie własne biografie w warunkach zbiorowego napięcia.

Najmocniej działa tu nie konstrukcja świata przedstawionego, ale rytm spotkań i rozpadów między postaciami. Bunkier – zamknięta przestrzeń negocjacji – nie jest tyle metaforą Polski, ile laboratorium, w którym każdy gest i każde zdanie natychmiast zostaje przefiltrowane przez podejrzenie o propagandę. I właśnie w tym przeciążeniu znaczeń aktorstwo zaczyna pełnić funkcję stabilizującą: nie „ilustruje” sporu, tylko go chwilowo unieważnia, sprowadzając go do poziomu relacji, spojrzeń, drobnych pęknięć w mowie.

Wbrew części krytycznych głosów, które traktują tekst jako zbyt dosłowny, scena broni się tam, gdzie przestaje ufać samej idei „rozmowy”. Bo rozmowa w „Pokoju” jest już skażona – każdy dialog ma w sobie coś z przesłuchania, a każda spowiedź brzmi jak materiał dowodowy. Z tej perspektywy spektakl nie tyle opisuje polaryzację, ile pokazuje, jak łatwo język porozumienia przechodzi w język rozliczenia.

Najbardziej zapadają w pamięć momenty, w których aktorzy wychodzą z publicystycznej temperatury tekstu i budują postaci na poziomie sprzeczności, nie deklaracji. Mateusz Janicki i Marcin Kalisz w relacji Jana i Piotra tworzą oś, która działa nie dlatego, że reprezentuje „dwie Polski”, ale dlatego, że rozbija prosty podział na wroga i sojusznika. Ich historia ma w sobie coś bardziej niewygodnego: bliskość, która nie znika mimo politycznego przesunięcia. I to właśnie ta bliskość – nie ideologia – staje się źródłem przemocy.

W podobnym rejestrze funkcjonuje reszta zespołu: Dominika Bednarczyk, Marta Konarska, Karolina Kamińska, Agnieszka Judycka-Cappuccino oraz Tadeusz Zięba budują świat, w którym nikt nie jest jednowymiarowy, choć scenariusz często próbuje ich w tę jednowymiarowość wepchnąć. Siła spektaklu polega więc na ciągłym napięciu między tekstem, który chce „wyjaśniać”, a aktorstwem, które to wyjaśnienie podważa.

Można mieć zastrzeżenia do momentów, w których przedstawienie zbyt mocno opiera się na rozpoznawalnych skrótach publicystycznych – wtedy rzeczywiście traci ostrość i zaczyna brzmieć jak streszczenie debat. Ale nie to dominuje w pamięci. Zostaje raczej wrażenie, że „Pokój” nie tyle opowiada o wojnie domowej, ile pokazuje, jak bardzo potrzebujemy jej narracji, żeby uporządkować własne doświadczenie społecznego niepokoju.

W tym sensie spektakl nie rozstrzyga sporu i nie udaje, że ma do tego narzędzia. Jego najmocniejszy moment pojawia się wtedy, gdy rezygnuje z ambicji diagnozy i zostawia widza z prostym, ale niewygodnym pytaniem: czy w sytuacji tak głębokiego pęknięcia jeszcze w ogóle potrafimy rozpoznać w „drugiej stronie” kogoś, kto kiedyś był po prostu bliski.

Teatr Słowackiego

Tytuł oryginalny

„Pokój” – nie o wojnie, lecz o utracie bliskości

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

22.06.2026

Sprawdź także