„Don Kichot” wg Cervantesa w reż. Jakuba Zalasy w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Pisze Zuzanna Suliga w portalu cgk.czestochowa.pl.
„Brawurowy” takie słowo najczęściej pojawiało się po premierze spektaklu „Don Kichot” w reżyserii Jakuba Zalasy. Luźna adaptacja dzieła Miguela de Cervantesa wieńczy na częstochowskiej scenie sezon 2025/2026.
Teatr im. Adama Mickiewicza ma za sobą bardzo pracowite miesiące. W dobiegającym końca sezonie postawiono na klasykę. Na początku było bowiem „Tango” Sławomira Mrożka, potem na afiszu pojawiła się „Medea” według Eurypidesa, a na finał mamy właśnie „Don Kichota” w przekładzie Wojciecha Charchalisa. Adaptacji dokonał Bartosz Cwaliński, podkreślając, że z dzieła Miguela de Cervantesa wybrał część przygód najsłynniejszego z błędnych rycerzy, całość stanowi zaś bardzo swobodną interpretację.
Bardziej skupiono się na tym, by pokazać zacierającą się granicę między światem rzeczywistym a wyobrażonym. Między iluzją, tym, w co wierzymy, a tym, co dzieje się naprawdę. I tym, jak wyobrażamy sobie siebie, jak kreujemy i jak chcemy, by nas odbierano.
Reżyserii „Don Kichota” podjął się Jakub Zalasa. To on przenosi nas „nieważnie gdzie”, bo akcja sztuki rozgrywać mogłaby się wszędzie i nigdzie. Ze sceny pada jednak lokalizacyjna wskazówka, sugerująca, że znajdujemy się: powiedzmy, że w Hiszpanii.
Misternie budowana legenda
Samą historię oglądamy tak jakby od końca, sięgając do wspomnień Sancho Pansa, dawniej bezrobotnego rolnika, dziś gubernatora wyspy Bakszysz, a w międzyczasie – giermka legendarnego Don Kichota z Manchy.
Legendarnego, bo główny bohater sam sobie ten kult misternie zbudował. Wymyślił siebie na nowo, wbrew trendom, ale zgodnie z własnymi ideałami. A potem – mimo powszechnego niezrozumienia i tego, że wokół mają go za wariata – konsekwentnie się tego trzymał.
Bo Don Kichot jest idealistą (ostatnim w sezonie), który wierzy, że trzeba bronić słabszych, mieć zasady, budować nowy świat i tępić niesprawiedliwość. A pomiędzy tymi rycerskimi zadaniami sławić urodę swojej miłości – Dylcynei z miasta Toboso. Wierzy też, że póki na świecie są błędni rycerze, póty jest nadzieja.
Świat oczywiście w tym nie pomaga. Ten ukazany na scenie jest trochę postapokaliptyczny, brutalny i bezlitosny. "Dona" to jednak nie zniechęca, pierwszy staje w szranki do walki z wiatrakami.
Wróg o tysiącu ramion
I tu dochodzimy do dużej umowności, która charakteryzuje spektakl Zalasy. Mamy tu trochę teatru w teatrze, bo bohaterowie bywają świadomi odgrywanych przez siebie ról, tego, że tworzą iluzję.
Wiatrak, czyli ten wróg zapalczywy, który może i tysiącem ramion machać, w tej realizacji jest elektryczny. – I to taki z nie największych – jak sceptycznie stwierdza Sancho Pansa. Scena walki z nim (spojlerując – przegranej) należy do tych, które podobały mi się najbardziej. Kolejna? Pojedynek na lance i miecze z Rycerzem Lustrzanego Zwierciadła (zwróćcie uwagę na zastosowane techniki - z "Młynkiem Karola Wielkiego" na czele).
Twórcy proponują dużo ciekawych scenicznych i aktorskich rozwiązań. Filozoficzne rozważania równoważą satyrą i humorem. Wiele momentów kradnie tu koń bojowy Don Kichota – Rosynant, który – o ile się nie zapomina – mówi po hiszpańsku (tłumaczenie wyświetlane jest na ekranie). Podrzucane przez niego kwestie mają często metafizyczne dno. Oto przykład jednego z końskich rozważań: Jeżeli samoświadomość to tylko świadomość własnych ograniczeń to nasze życie jest poczekalnią śmierci.
I tu także mamy dobry przykład iluzji, bo grający wiernego Rosynanta, Karol Czajkowski (wystylizowany nieco na Wiedźmina, nieco Khala Drogo z „Gry o tron”), prywatnie po hiszpańsku nie mówi ani trochę.
Don, Don, Don…
W spektaklu młodych, pełnych pomysłów i brawurowych rozwiązań twórców (tu dodajmy, że za wizualizacje odpowiada Jakub Kotynia, za muzykę – Jan Bąk, kostiumy – Julia Zawadzka, światła – Klaudia Kasperska, a choreografię – Martyna Dyląg) wszystkiego jest dużo! Dużo bodźców, dialogów, dużo ruchu, śpiewu, układów choreograficznych, aktorskich zadań. Są rozbudowane sceny zbiorowe, padają monologi, mamy pojedynki, mamy romanse, balet, piękną wokalizę (tu ukłon w stronę Marty Honzatko), ba – nawet telenowelę! Wabikiem są tu piosenki, które szybko wchodzą do głowy (wspólnie z Janem Bąkiem napisał je reżyser) i trudno nie zanucić kilkakrotnie Don, Don, Don… albo na stos, na stos, na stos.
Nawiązując do tego ostatniego – to na stosie lądują dzieła najwybitniejszych filozofów, zaś na głowach rycerza i giermka hełm Mambrina. Mamy tu mnóstwo aktualnych kwestii społecznych, ekonomicznych czy politycznych, a także popkulturowych mrugnięć okiem – choćby w kierunku Monty Pythona czy „Kapitana Bomby”.
Bywa smutno, bywa ponuro, bywa refleksyjnie, ale bywa też bardzo zabawnie. Takie reakcje wywołuje zwłaszcza Adam Hutyra jako Sancho Pansa, najbardziej ludzki z bohaterów tej opowieści, który nad ideały przekłada przysłowiowy „zdrowy, chłopski rozum”.
Choć wiele z wypowiedzianych przez niego kwestii kwitował śmiech publiczności, ja polubiłam przede wszystkim scenę z żoną przyszłego giermka – Teresą Brzuchaczówną, którą gra Iwona Chołuj. Role ich dzieci – Sanczyka i Sanczykówny – dostały worki jutowe. To kolejny prosty, ale trafny zabieg. I gdy Teresa odsyła dzieci, by podsłuchiwały pod drzwiami i wiedziały w dorosłym życiu, co ich straumatyzowało, ja zacierałam ręce, ciesząc się tym czarnym jak smoła humorem.
Pierwszorzędne aktorstwo
Momentami klimat spektaklu – może przez obecność wyspy z wbitą w podłoże rzeźbą konia (i rozgrywanych na niej scenach zbiorowych) – przypominał mi częstochowskiego „Kandyda”. Przedstawienie w reżyserii Rafała Szumskiego pełne było przerysowań, umowności, barwnych charakterów. I przyniosło naszemu teatrowi sporo powodów do dumy, ze Złotą Maską dla najlepszego spektaklu na czele.
Obie te realizacje łączy pierwszorzędne aktorstwo (to największy atut „Don Kichota”). Tytułowym bohaterem jest tu Maciej Półtorak, który zawsze dobrze się sprawdza w roli buntowników i rewolucjonistów (pasuje do tego wizerunku koszulka z Che Guevarą, którą rycerz nosi w pierwszych scenach spektaklu). Ja w roli Don Kichota dostrzegłam echa Hamleta, którego aktor grał w pamiętnym spektaklu André Hübnera-Ochodlo.
Poza Półtorakiem i Hutyrą dla reszty członków obsady reżyser i dramaturg przygotowali po kilka różnorodnych zadań aktorskich. Karol Czajkowski jest więc nie tylko Rosynantem, ale i Fernandem z telenoweli „Ból istnienia Barcelony” (bo i na nią znalazło się miejsce w tej interpretacji). Wspomniana już Iwona Chołuj gra także m.in. Doroteę, Marta Honzatko i Robert Rutkowski tworzą np. szalony duet jako Księżna i Książę – inspirowany chyba nieco "Alicją w Krainie Czarów" (ale mają również ciekawe „solówki” jak Gosposia czy Ksiądz). Piękną Dulcyneą – inspirowaną postacią Fridy Kahlo – co bardzo mi się spodobało jest tu roztańczona Hanna Zbyryt. Aktorka również wciela się w rozmaite postaci, ale szczególnie wyróżniłabym tu nieco mroczną Marcelę.
Swój aktorski wkład mają również inspicjent teatru Mariusz Korek, który wciela się w maga Algorytmusa oraz zajmujący się obsługą sceny Bartłomiej Odwaga, statystuje tu jako galernik.
Dla mnie spektakl skradł jednak Mariusz Urbaniec, który wykreował nie tylko wspomnianego Rycerza Lustrzanego Zwierciadła, ale też np. Mistrza Mikołaja czy Grisostomo. W każdej był znakomity, wręcz hipnotyzował (i choćby tylko dla Urbańca warto obejrzeć tę produkcję). Przyznam, że z przyjemnością śledzę rozwój tego młodego artysty, który kilka lat temu zadebiutował na częstochowskiej scenie gościnnie i – dla mnie – jako Macduff stanowił najmocniejszy punkt „Makbeta” w reżyserii Hübnera-Ochodlo. Dziś ma na swoim koncie bardzo udane role w m.in. „Mewie” czy „Tangu”.
Na zakończenie sezonu
Premiera spektaklu Jakuba Zalasy odbyła się 6 czerwca. Po tym pokazie najczęstszym określeniem „Don Kichota” było „brawurowy” (ja bym tę brawurę jednak troszkę skróciła, np. scenę otwarcia czy drugą część „Bólu istnienia Barcelony”).
Na ostatnie w tym sezonie zderzenie marzeń z rzeczywistością, fantazji z rozsądkiem i odwagi z absurdem Teatr im. Adama Mickiewicza zaprasza 13 i 14 czerwca o godz. 19.00. Kto nie zdąży w ten weekend, na spotkanie z błędnym rycerzem może liczyć już jesienią. Bilety i szczegóły dostępne są na stronie: www.teatr-mickiewicza.pl