Przez siedem czerwcowych wieczorów wracałam na Małą Scenę Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, gdzie odbywała się piąta edycja Festiwalu Monodramów Kobiecych „Mała Czarna”. Wydawało mi się, że wiem, czym jest monodram. Po tygodniu wyszłam z poczuciem, że współczesny teatr jednego aktora dawno przestał mieścić się w dawnych definicjach. I chyba właśnie za to najbardziej polubiłam tegoroczną „Małą Czarną”.
Bo jeśli ktoś wyobraża sobie monodram jako samotną aktorkę stojącą w świetle reflektora i wygłaszającą tekst z należytą powagą, to piąta edycja festiwalu skutecznie rozprawiała się z takim wyobrażeniem. W ciągu siedmiu dni scena raz przypominała kabaret, raz muzyczne spotkanie, innym razem intymne wyznanie albo historyczną przestrogę.
Zaczęło się od śmiechu. „Kobieta pracująca. Powraca” w wykonaniu Elizy Borowskiej nie udawała wykładu o współczesnym świecie pracy. Była przede wszystkim inteligentną, kabaretową rozrywką z nostalgicznym ukłonem w stronę Ireny Kwiatkowskiej. Borowska miała świetny kontakt z publicznością, tempo i komediowe wyczucie. Momentami ocierało się to o stand-up, ale nie odbierało spektaklowi teatralności. Przeciwnie – przypominało, że komedia też potrafi celnie opisać zmęczenie, pośpiech i nasze codzienne przyzwyczajenie do funkcjonowania na ostatnich procentach baterii.
Ta sama Borowska w „OK.NO (The Window)” pokazała się już z zupełnie innej strony. Odwołania do twórczości i biografii Patti Smith, obecność Wojtka Mazolewskiego, muzyka i improwizacja przesunęły spektakl w stronę scenicznej impresji. Nie wszystko było tu do uchwycenia od razu. Zostawały emocje, pytania i niedopowiedzenia. Po komediowym otwarciu było już widać, że festiwal pójdzie w różne strony.
Najmocniej w ciało – dosłownie i metaforycznie – wchodziły „Clean Girl” Zuzanny Radek i „Bóle fantomowe” Dominiki Feiglewicz-Penarskiej. Pierwszy spektakl mówił językiem młodego pokolenia: bez upiększania, bez omijania tematów, które zwykle zostają w półsłówkach. Samotność, autoagresja, zaburzenia odżywiania, potrzeba akceptacji – wszystko to zostało pokazane blisko, czasem niewygodnie blisko. „Clean Girl” nie był spektaklem łatwym w odbiorze, ale trudno było odmówić mu szczerości.
„Bóle fantomowe” szły inną drogą, choć również prowadziły przez doświadczenie ciała. Historia Magdaleny Sipowicz, która po katastrofie kolejowej pod Szczekocinami musiała nauczyć się życia po amputacji, nie została sprowadzona do opowieści o wypadku ani do łatwej historii o przezwyciężaniu. Ważniejsze okazało się to, co zostaje później: pamięć ciała, utrata i niepełnosprawność, z którą trzeba nauczyć się żyć na nowo – czasem przez złość, czasem przez humor, czasem przez zwykły upór. Tytułowe bóle fantomowe działały szerzej niż medyczne pojęcie. Dotyczyły także strat, które nadal dają o sobie znać, choć świat chciałby już przejść do porządku dziennego.
Osobny ton wniosła „Maryla – ku przestrodze” Anny Rozmianiec. Maria Kwaśniewska, olimpijka i oszczepniczka, łatwo mogłaby zostać zamknięta w szkolnej opowieści o odwadze. Spektakl wybrał ciekawszą drogę. Z biografii wydobył mechanizmy, które brzmią niepokojąco znajomo: propagandę, presję podporządkowania, zbiorowe milczenie. Historia sprzed lat nie została zamknięta w przeszłości. Raczej sprawdzała, ile dziś znaczy pojedyncze „nie”, kiedy łatwiej byłoby odwrócić wzrok.
Muzyka powracała w tej edycji kilkakrotnie, ale w „Hiroszima znów zatańczy” stała się właściwie drugim głosem spektaklu. Ewa Galusińska sięgnęła po teksty Katarzyny Nosowskiej, a muzyka wykonywana na żywo przez Remigiusza Hadkę i Michała Sosnę współtworzyła atmosferę kameralnego, niemal klubowego spotkania. Nie było tu linearnej opowieści. Był raczej zapis stanów: ironii, nostalgii, zmęczenia, gorzkiego humoru i czułości. Nosowska dobrze znosi scenę, bo jej teksty nie próbują być ładniejsze niż życie.
Finałowa „Jadwiga” z Agnieszką Przepiórską zamknęła festiwal ciszej, ale bardzo świadomie. Monodram przybliżył postać Jadwigi Stańczakowej – poetki i dziennikarki, która przez lata pozostawała w cieniu innych. Przepiórska od pierwszych chwil nie tyle opowiadała o bohaterce, ile pozwalała wejść w jej świat: język, codzienność, sposób patrzenia na rzeczywistość, ale też doświadczenie niepełnosprawności – obecne w ograniczeniach, zależności od innych i próbach zachowania własnej niezależności. To był finał oparty na uważności i aktorskiej obecności, bez potrzeby podnoszenia głosu.
Monodram, który wymyka się definicji
I właśnie wtedy widać było najlepiej, że „Mała Czarna” nie jest festiwalem jednej estetyki. Tu monodram może być komedią, wyznaniem, performansem, przestrogą, muzyczną opowieścią. Z tradycyjnej formy zostaje najważniejsze: jedna obecność na scenie i widz, który nie ma gdzie uciec.
Po tych wieczorach trudno mówić o jednej opowieści o kobietach. Były raczej różne sposoby mierzenia się ze światem: przez śmiech, ciało, bunt, pamięć, muzykę, milczenie. Te bohaterki nie zawsze były „inspirujące” w łatwym, oswojonym sensie tego słowa. Czasem były trudne, wyczerpane, zbyt szczere, zbyt ironiczne, zbyt blisko miejsc, których na co dzień wolimy nie oglądać. W kilku spektaklach szczególnie mocno wracało ciało – kruche, obolałe, nieposłuszne, ale wciąż szukające własnego sposobu na obecność w świecie.
I może dlatego ten festiwal działał najmocniej nie wtedy, gdy coś tłumaczył, ale wtedy, gdy zostawiał pytania. O granice. O cenę sprzeciwu. O ciało. O samotność. O to, ile trzeba udawać, żeby zmieścić się w świecie, który wciąż chętnie mówi kobietom, jakie powinny być.
Dla mnie nie był to festiwal o sile kobiet rozumianej wprost. Raczej o kobietach, które próbowały znaleźć własny sposób, żeby przetrwać, sprzeciwić się, opowiedzieć siebie albo po prostu iść dalej.
Spektakle prezentowane podczas V Festiwalu Monodramów Kobiecych „Mała Czarna” w Bielsku-Białej:
„Kobieta pracująca. Powraca” – Eliza Borowska / reż. Aneta Groszyńska-Kącka
„OK.NO (The Window)” – Eliza Borowska i Wojtek Mazolewski / op. reż. Janusz Opryński
„Clean Girl” – Zuzanna Radek / reż. Ewa Platt
„Maryla – ku przestrodze” – Anna Rozmianiec / reż. Anna Rozmianiec, Tomasz Rozmianiec, Agnieszka Mikulska
„Hiroszima znów zatańczy” – Ewa Galusińska / reż. Łukasz Czuj
„Bóle fantomowe” – Dominika Feiglewicz-Penarska / reż. Dominika Feiglewicz-Penarska
„Jadwiga” – Agnieszka Przepiórska / reż. Anna Gryszkówna