13 czerwca 2026 roku na scenie zaimprowizowanej w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, z okazji zbliżającego się, obchodzonego na całym świecie, dorocznego święta poświęconego autorowi „Ulissesa”, nazwanego za imieniem głównego bohatera powieści – Bloomsday – zaprezentowano uscenicznioną wersję XVII epizodu powieści Jamesa Joyce’a, której nadano tytuł „Nocna rozmowa Stefana Dedalusa z Leopoldem Bloomem”. Pisze Waldemar Matuszewski.
Wieczór przygotowany został przez Teatr Na Pustej Podłodze pamięci Tadeusza Łomnickiego we współpracy z Teatrem Klasyki Polskiej. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęła Ambasada Irlandii w Warszawie. Autorem adaptacji i reżyserem prezentacji jest Waldemar Matuszewski, który sięgnął po tłumaczenie Macieja Słomczyńskiego wydanego w roku 1969.
Zgodnie z zasadniczym nawiązaniem powieści Joyce’a do „Odysei” Homera, jego obydwaj bohaterowie stanowią odpowiedniki postaci z antycznej epopei: starszy – drobny dubliński akwizytor reklam i ogłoszeń prasowych jest odpowiednikiem Odysa, młodszy – artysta wciąż szukający swojej drogi to odpowiednik jego syna Telemacha. Między dwoma mężczyznami autor buduje relację ojciec-syn i nadaje temu najbliższemu jego sercu epizodowi powieści formę katechizmu prawd o ojcostwie. Ta relacja obu mieszkańców Dublina z roku 1904 ma źródło w ich życiorysach, które stopniowo poznajemy. Bloom to „jedyne dziecię płci męskiej i transistotny dziedzic Rudolfa Viraga (później Rudolfa Blooma) oraz Ellen Higgins”, natomiast Stefan to „najstarszy żyjący męski współistotny potomek Simona Dedalusa oraz Mary Goulding”. Pod wyszukaną formą „katechizmu matematycznego” (wg określenia samego autora) epizodu kryje się głęboko ludzka relacja.
W zaprezentowanym w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej czytaniu uscenicznionym (performatywnym, jak kto woli) XVII epizodu powieści noszącego tytuł „Itaka”, w rolę Leopolda Blooma (Odysa) wcielił się Jarosław Gajewski, zaś Stefana Dedalusa (Telemacha) – Jacek Zienkiewicz. Po późnowieczornym spotkaniu w obskurnym schronisku dorożkarza, obydwaj po alkoholowych przygodach, wędrują przez Dublin do domu starszego z nich, by przy kolacji w kuchni (na piętrze śpi żona gospodarza) – po wstępnym poznaniu się – toczyć rozważania na zadany im przez Joyce’a temat, czyli ojcostwa.
Ojciec Stefana, Simon Dedalus, to życiowy nieudacznik, który nie zyskał autorytetu w oczach syna i Stefan wciąż szuka swojego duchowego ojca. Ojciec Leopolda Blooma zaś, Rudolf Bloom, zmarł przed laty „na skutek przyjęcia zbyt wielkiej dawki tojadu (akonitu)”, a sam Bloom przeżywa kryzys ojcostwa po stracie (zaraz po narodzinach) jedynego syna Rudolfa juniora. Do nocnej rozmowy obu bohaterów XVII epizodu powieści autor adaptacji – idąc za tokiem argumentacji Stefana w jego nocnej dyskusji z Bloomem – włącza kolejną parę ojciec-syn: Williama Shakespeare’a i jego syna Hamneta (relacja przeniesiona na grunt literatury w postaciach Ducha Ojca Hamleta i jego syna w „Hamlecie”).
Rozmowa o ojcostwie rozpoczyna się wraz ze wspomnieniem, które przywołuje Bloom: „Pewnego razu na przedstawieniu cyrku Alberta Henglera w Rotundzie przy Rutland Square w Dublinie wiedziony intuicją, poszukujący ojca pstrokaty clown dotarł, opuściwszy arenę aż do miejsca na widowni, gdzie siedział samotny Bloom, i oświadczył rozbawionej publiczności, że jest on (Bloom) jego (clowna) tatusiem”. Wspomnienie to uruchamia cały tok myślowy Stefana włączający Shakespeare jako ojca, jego pamięć o ukochanym zmarłym synu Hamnecie, i każe swojemu towarzyszowi wejść w rolę Ducha Ojca Hamleta, jemu samemu przypada rola księcia Danii. Grają scenę z „Hamleta” – więź ojciec-syn zostaje nawiązana.
W Bloomie odżywa wciąż niezagojone wspomnienie o zmarłym jedenaście lat wcześniej małym Rudim. Bloom-Gajewski mówi o nim w tak czuły i rozdzierający sposób, że możemy go porównać jedynie z autorem naszych „Trenów”. Widzi „delikatną twarzyczkę koloru bzu” swojego dziecka i woła: „Rudi! Widzieć go dorastającego, Rudolf Bloom junior. Słyszeć go w domu. (…) Mój syn. Ja w jego oczach. To byłoby dziwne uczucie. Ze mnie. Ja też ostatni z mego rodu. Cóż, może moja wina. Żadnego syna”. Przez moment wszystkie te emocje spoczywają na Stefanie.
Stefan poszukuje swego duchowego ojca. Wydaje się, że mógłby nim być towarzysz jego nocnej rozmowy. Ich rozważania o ojcostwie idą bardzo daleko, stanowią kulminacyjny moment nocnego spotkania. Stefan-Zienkiewicz – podejmując próbę rekonstrukcji życia emocjonalnego Shakespeare'a-ojca – mówi o mistycznym dziedzictwie przekazanym przez ojca synowi: przez Johna Shakespeare'a – Williamowi i przez Williama Hamnetowi uwiecznionemu w postaci Hamleta.
„Piszę «Itakę» w formie matematycznego katechizmu – zwierza się Joyce w lutym 1921 roku w liście do Franka Budgena. – Wszystkie wydarzenia przedstawione są w postaci ich kosmicznych, fizycznych, psychicznych itd. ekwiwalentów (…) Bloom i Stephen staną się przez to ciałami niebiańskimi, wędrującymi jak gwiazdy, którym się przyglądają” (cytat za: Piotr Paziński, https://wiez.pl/2022/02/08/ulisses-opowiesc-bez-konca/) Stefan nie skorzysta z propozycji „usynowienia” przez Blooma, każdy z nich pójdzie szukać dalej – w stronę, którą wybiera za nich samotność każdego z nich.
Reżyser przygotowujący spektakl również układa swój teatralny świat z budulca, którym jest jego własna biografia, własne doświadczenie, które odnajduje w przedstawionych na scenie postaciach. To właśnie tęsknota za utraconym zbyt wcześnie ojcem kazała mi sięgnąć po tekst „Ulissesa”, a spotkanie Blooma-Odyseusza ze Stefanem-Telemachem stało się upragnioną okazją do przeżycia relacji ojciec-syn, której nie dane mi było zaznać we własnym życiu. W podobnej sytuacji znalazło się zapewne wielu z widzów, którzy tego wieczoru przybyli na czytanie sceniczne zorganizowane w Bibliotece Uniwersyteckiej.
Twórcy teatralni, filmowi, pisarze niechętnie przyznają się do takich biograficznych wynurzeń, ale ja już (z racji wieku) przestałem się tego wypierać, bo zrozumiałem, że utraconego zbyt wcześnie ojca szuka się już do końca. Był nim Stanisław Matuszewski (1929 – 1958), przed którym zdążyła się już otworzyć wspaniała kariera sportowa, ale którego śmierć zabrała zanim zdążyłem się go nauczyć i zapamiętać. W sercu Jemu właśnie zadedykowałem ten wieczór ze Stefanem-Zienkiewiczem i z Bloomem-Gajewskim...
Niech to osobiste wyznanie reżysera i cała nocna rozmowa Stefana Dedalusa z Leopoldem Bloomem będą dowodem na to, że nie tworzymy scenariuszy, sztuk teatralnych (nawet takich pisanych karkołomnym językiem „Ulissesa”) ani spektakli z powietrza czy z rozpasanej wyobraźni, która zerwała się z postronka rozsądku czy rozumu, ale dążymy do tego, aby służyły za zwierciadło tym, którzy zechcieli przyjść do teatru – wraz ze swoimi własnymi doświadczeniami na ten sam temat. Starałem się też być jak najwierniejszy literze arcydzieła, które posłużyło za tworzywo spektaklu, posłużyło za możliwość przeżycia tego, co w nas najserdeczniejsze.