Logo
Recenzje

Pięknie przegadana noc

27.05.2026, 15:53 Wersja do druku

„Przed wschodem/przed zachodem” w reż. Adama Sajnuka w Teatrze WARSawy. Pisze Marek Zajdler na stronie naszteatr.pl.

fot. mat. teatru

Był czas, że Teatr WARSawy nazywał się Teatrem Konsekwentnym. I nie dziwota, bowiem jego założyciel, Adam Sajnuk, od lat wykazuje się żelazną konsekwencją. W swoim najnowszym spektaklu „Przed wschodem/przed zachodem”, prezentowanym w Instytucie Teatralnym, proponuje niezmiennie teatr intymny i bliski widzowi. Oparty na sile słowa, aktorskiej naturalności i wymownej ciszy. Teatr gęsty od emocji, choć tym razem nie tych traumatycznie związanych z grzechami przeszłości, a bardziej z romantycznym zaciekawieniem drugim człowiekiem.

   Scenariusz spektaklu powstał na kanwie dwóch filmów Richarda Linklatera i Kim Krizan „Before Sunrise” i „Before Sunset”, w których pamiętne role zagrali Julie Delpy i Ethan Hawke. Adam Sajnuk twórczo połączył wątki filmowe i rozwinął o lokalne, polskie wątki. Akcję sztuki umieścił gdzieś w połowie lat dwutysięcznych, czyniąc bohaterów niemal swoimi rówieśnikami. W pociągu do Paryża spotyka się dwoje naszych rodaków przed trzydziestką – mieszkająca i studiująca na co dzień we Francji Celina i podróżujący chwilowo bez celu po Europie Filip. Przypadkowe zagajenie zaczytanej w lekturze dziewczyny przeradza się w pełną wzajemnego zaciekawienia konwersację. Interesującą rozmowę przerywa przyjazd do Wiednia, gdzie Filip musi wysiąść. Następnego ranka ma stąd samolot do domu, a noc zamierzał spędzić na wędrówce po austriackiej stolicy. Aby nie żałować przez resztę życia zaprzepaszczonej szansy, proponuje Celinie wspólne spędzenie nocy… na rozmowie i szwendaniu się bez celu. Czy sprawia to jego uśmiech, czy roziskrzone magią opowieści o prababci, czy oryginalne sposoby na podryw – dość, że zaintrygowana chłopakiem Celina się zgadza i wysiada.

   A potem… dyskutują o wszystkim i o niczym, czyli o życiu. Spektakl, podobnie jak filmy, opiera się w głównej mierze na chodzeniu i gadaniu. Na dialogu dwojga ludzi, którzy wiedząc, że mają przed sobą tylko jedną noc nie kalkulują, nie udają, nie starają się zakładać masek, tylko cieszą się z odkrywania drugiego człowieka. Bez chociażby grama pretensjonalności poruszają tematy głębokie i poważne, zabawne i frywolne, często dochodząc do gorzkich refleksji. Czy faktycznie z wiekiem bardziej doceniamy uroki życia i smakujemy każdą chwilę? Czy da się zmienić świat codziennymi małymi kroczkami? A może bylibyśmy szczęśliwsi pozbawieni pragnień? Czy mężczyźni wymyślili feminizm dla większej swobody seksualnej? I czemu ludzie ciągle uciekają sami przed sobą? Sajnuk kreśli obraz dwojga zbuntowanych wobec pokolenia zaprogramowanego na ciągłe polepszanie swojej życiowej sytuacji, pogoń za pieniądzem i odrobiną, choćby internetowego podziwu. Filip i Celina to niepokorne dusze odrzucające religijne dogmaty, walczące z dezinformacją, populizmem, poprawnością polityczną, przymusem tolerancji czy narzucającymi się zewsząd jedynymi słusznymi normami postępowania. Zwłaszcza jeden fragment wybrzmiał mi dziadersko znajomo – nostalgiczne wspomnienie PRL-owskich czasów, dwóch programów w telewizji i pustek w sklepach, które paradoksalnie czyniły wolnymi od konsumpcyjnej gorączki i współczesnego zniewolenia umysłu nadmiarem informacji. Wraz z upływającym czasem rozmowy bohaterów stają się bardziej intymne, dotykają spraw damsko-męskich, relacji miłosnych i związków. Marzeń i tego, czy warto za nimi podążać. A my obserwujemy emocjonalne narodziny czegoś wyjątkowo subtelnego i pięknego.

   Monika Markowska od pierwszych chwil urzeka rozbrajającym uśmiechem i dziewczęcą niewinnością. Jeden z powtarzających się muzycznych przerywników Michała Lamży mimowolnie zestawiał w moich myślach Celinę z Amelią z głośnego filmu Jeana-Pierre’a Jeuneta. Aktorka budzi podobną sympatię, emanując naturalnym wdziękiem, czarem i bezpośredniością. Partnerujący jej Robert Mróz wizualizuje równie ujmującego chłopaka, niekiedy uroczo nieporadnego, z dziecięcą ciekawością przyglądającemu się wyjątkowości nowopoznanej dziewczyny. Najistotniejsze, że między aktorską parą od samego początku czuć rodzącą się chemię, niemal łapczywe zainteresowanie i pragnienie bliższego poznania. Są przy tym tak autentyczni, że pomiędzy słowami, śmiechem a ciszą, w przyciągających się spojrzeniach, przelotnym dotyku i zmysłowych pocałunkach widać po prostu kiełkujące uczucie. Wspominając koncert Niny Simone i wyśpiewując w sklepie z płytami „I Wish I Knew How It Would Feel To Be Free” Markowska bezustannie przyciąga zafascynowany wzrok Mroza powabem i seksapilem. Ona też nie spuszcza z niego roześmianych oczu, gdy chłopak wygina się tańcząc w nocnym klubie – oboje uważni, skupieni na sobie, ale cały czas niezwykle prawdziwi. Także w scenach, w których z dużą swobodą burzą czwartą ścianę – sytuacje, które dość często wywołują w widzach pewien dyskomfort, tu wzbudzają jedynie serdeczny uśmiech. Najbardziej rozczulił mnie moment wzajemnego zapisywania na fotografiach pamięci o wspólnej nocy. Tam zadziała się magia.

   Słowa uznania należą się również Katarzynie Adamczyk za stworzenie niezwykle klimatycznej, a przy tym funkcjonalnej scenografii. Modułowe elementy przestawiane w interludiach przez samych aktorów czytelnie przenoszą nas z tramwaju na cmentarz, z wieży widokowej do kościoła, z nocnego klubu na karuzelę, ze wzgórza na kocyk rozłożony gdzieś pod rozgwieżdżonym niebem. Orientację w terenie wspomagają światła rozmieszczone w prześwitach wiedeńskiej architektury z tektury lub migające gwiazdami na olbrzymiej obręczy oraz ekran, na którym wyświetlane są wizualizacje dookreślające umowność dekoracji. Wszystko to spójne i wspomagające romantyczną aurę spektaklu. Podobnie rzecz ma się z muzyką Michała Lamży, która sięgając w części po francuskie motywy stanowi pomost pomiędzy dwoma filmowymi scenariuszami, z których jeden rozgrywał się w Wiedniu, a drugi w Paryżu.

   „Przed wschodem/przed zachodem” w Teatrze WARSawy to celebrujące chwilę łaknienie bliskości. Wnikliwe studium rodzącego się uczucia dwojga zagubionych relacyjnie ludzi, którzy wciąż mają odwagę, by rzucić wszystko i dać się ponieść nieznanemu. Intymny spektakl Adama Sajnuka stanowi absolutnie piękny w swej prostocie i czułym aktorstwie słodko-gorzki wybuch romantycznego dreszczu i odurzenia. A przy okazji malowniczą analizę ludzkiej natury. Mimo zmieniającego się świata bolączki młodych dorosłych wcale tak bardzo się nie różnią – w każdym pokoleniu mierzą się z tym samym lękiem przed jutrem i wzięciem odpowiedzialności za własne życie, z nieustającą walką o marzenia i ideały, z poszukiwaniem bratniej duszy, która uchroni przed samotnością. Celina i Filip ulegają nieokreślonemu urokowi chwili, smakują słowa i swą obecność, spacerując pod gwiazdami niewielkiej przestrzeni przeistaczającego się scenicznie Wiednia. Zdecydowanie warto im w tym spacerze potowarzyszyć.

PS. Wiedeńską wersję menela można faktycznie polubić.

Tytuł oryginalny

Pięknie przegadana noc - „Przed wschodem / przed zachodem” w Teatrze WARSawy

Źródło:

naszteatr.pl
Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także