„Piekło-Niebo” Marii Wojtyszko w reż. Jakuba Krofty w Teatrze Telewizji. Pisze Jarosław Ciszek na swoim blogu.
Kolejny spektakl z ostatniego sezonu Teatru Telewizji jest o tyle wyjątkowy, że możecie go obejrzeć nie tylko na VOD, ale także na żywo - w Teatrze Narodowym w Warszawie (premiera w 2025 roku). "Piekło-niebo" to napisana przez Marię Wojtyszko i wyreżyserowana przez Jakuba Kroftę znakomita historia dla starszych dzieci, mówiąca o trudnym momencie straty i żałoby oraz pokazująca zaświaty rodem z dziecięcych fantazji.
Skoro piszę, że spektakl można oglądać w Narodowym, zacznę od zmiany w stosunku do wersji teatralnej. Zmiany, której nie rozumiem, bo była najsłabszą częścią telewizyjnego przedstawienia. Całą historię poznajemy z perspektywy małego Tadzika, którego jednak nie widzimy. W wersji teatralnej jego głos podkłada aktor dziecięcy Mikołaj Wachowski. Nie oglądając jej nie umiem powiedzieć, na ile jest w tym przekonujący, ale wiem, że zupełnie nieprzekonująca była w wersji telewizyjnej Anna Makowska-Kowalczyk. Ja po prostu słyszałem w miejsce dziecka dorosłą kobietę, mówiącą słodko-pierdzącym głosem, i to po prostu było złe rozwiązanie.
Bo cała reszta jest wyborna. Jak rozmawiać z dziećmi o żałobie i sprawach ostatecznych, nie popadając ani w religijną egzaltację, ani proste uciekinierstwo? Z pomocą przychodzi konwencja baśni o mamie, która wprawdzie ginie, ale robi wszystko, by wrócić do swojego syna. Jest DJ, więc robi to z rockową brawurą, wywracając do góry nogami najpierw niebiańskie, a później piekielne zasady i dogmaty. W swojej podróży spotyka odklejonego św. Piotra (Grzegorz Kwiecień) w anielskim towarzystwie (Adam Szczyszczaj i Leszek Bzdyl), a w końcu samego dobrotliwego Pana Boga (znakomity Piotr Grabowski) i Matkę Boską (niegorsza Anna Lobedan). W końcu trafia do piekła, którym rządzi demoniczny Lucyfer (Robert Jarociński), a wśród diabelskich indywiduów znajduje się poetycko-literacki Osmółka (znakomity Robert Czerwiński) i jego nadgorliwa matka (wybitna Kinga Ilgner). Wiedzieliście swoją drogą, że mają tam zły system edukacji, wzorowany na tym z Polski? Bohaterka znajduje w piekle także swojego ojca (Waldemar Kownacki) i choć podoba mi się pomysł, że ojciec, który porzucił swoje dziecko, jest połową człowieka, to ten wątek tchnący dydaktyzmem i niezmiernie stereotypowy podobał mi się nieco mniej. W spektaklu grają także Paweł Paprocki, Joanna Kwiatkowska-Zduń, Piotr Piksa, Ewa Bukała i Patrycja Korthals.
Wymieniłem wszystkich, a przecież pierwsze skrzypce gra DJ Daje Radę czyli Zuzanna Saporznikow - matka, która dla dobra swojego dziecka umie poruszyć niebo, piekło i ziemię. Jest w niej bunt, determinacja, ale i ogromna czułość i delikatność. Bywa zabawnie, bywa bardzo wzruszająco, bo cała historia kończy się... no cóż, nie mogę zdradzić jak, bo spektaklowy Bóg powiedział, że jeśli to zakończenie rozgłosimy, to cud się nie uda. Ale… zadzwońcie do swoich mam - każda okazja i pretekst są dobre, póki jeszcze możecie.
Zaświaty z dziecięcych fantazji niewiele mają wspólnego z Pismem Świętym, ani nawet z Boską Komedią. Rządzą się prawami nieskrępowanej wyobraźni, która daje ukojenie w najtrudniejszym momencie. Ta baśń w kolejnych punktach podróży odhacza ważkie tematy i prawdy, ale lekki, baśniowy dydaktyzm zupełnie nie przeszkadza cieszyć się tą historią, zwłaszcza, że w wielu momentach jest ona autentycznie zabawna, a tematy życia, śmierci i tęsknoty są bardzo uniwersalne, niezależnie od wieku i wyznania.
Świetna jest wyczarowana głównie światłem scenografia, a przede kostiumy, które stworzyła Matylda Kotlińska, a widowisko ilustruje muzyka Grzegorza Mazonia. Serdecznie polecam tę podróż w zaświaty dużym i małym widzom!
Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10